piątek, 19 sierpnia 2016

Czterdzieści i cztery?

W środę usiadłam do Worda i wypociłam nabrzmiały emocjami wywód, który po chwili usunęłam. Dziś, gdy minęło trochę czasu ponowiłam próbę, tym razem z chłodniejszą głową. Nie musicie tego czytać, jeśli nie macie ochoty, ale niech to sobie tutaj będzie, bo ja najzwyczajniej w świecie muszę się wygadać, okej?
Kiedy piłka po raz ostatni zderzyła się z podłożem, a po stronie Amerykanów zapanowała euforia, miałam jeden dylemat - nie wiedziałam czy jest we mnie więcej złości, czy smutku. Łukasz Kadziewicz przyznał (kto nie oglądał niech żałuje; dawno nie miałam okazji śledzić tak dobrego pomeczowego studia), że "siedzi zły", bo liczył, że nawet jeśli przegramy, to po wyrównanej walce i z podniesioną głową. I ja się z tym zgadzam w stu procentach. Śmiem twierdzić, że ten mecz niewiele różnił się od ćwierćfinału sprzed czterech lat. Bezradni my, rozpędzeni oni. Różnica jest jednak taka, że wtedy byliśmy rozbici po niespodziewanej porażce z Australią i świadomi, że naszą formę z Ligi Światowej szlag jasny trafił. A teraz? Teraz zagraliśmy po prostu źle i rzeczywistości nie da się zakłamać. Na myśl o drugim secie ogarnia mnie wściekłość. Tak, wściekłość. Nie trwoni się pięciopunktowej przewagi, gdy grasz o półfinał Igrzysk Olimpijskich. Mam wrażenie (pewnie nie tylko ja), że wraz z przewagą straciliśmy rezon i wiarę w zwycięstwo. A później było tylko gorzej. Nawet Michał był jakiś nieswój.
Spośród wszystkich drużyn, którym kibicuję nie ma dla mnie ważniejszej niż ta. Wiem, że siatkarze są tylko ludźmi, a nie robotami zaprogramowanymi na wygrywanie, ale jednocześnie jestem świadoma, że oprócz wsparcia potrzebne są także słowa krytyki. Matka krzyczy na swoje dziecko, jeśli na to zasłuży, ale czy to znaczy, że go nie kocha? To chyba najbardziej prymitywne porównanie na jakie mogłam się zdobyć, ale w pełni oddaje sytuację.
Była złość, teraz będzie smutek. Wypruwaliśmy żyły, żeby zdobyć kwalifikację, dokonywaliśmy rzeczy niemożliwych będąc o krok od przepaści i wierzyliśmy, że w Rio wynagrodzimy sobie wszystkie trudności, które napotkaliśmy w drodze na igrzyska. Ale sport jest bezlitosny, a ja czuję się podle, bo znów muszę patrzeć na łzy swojej drużyny.
Nie mamy zagrywki, nie mamy bloku, na rozegraniu bieda z nędzą, a Bartek nigdy nie będzie atakującym z prawdziwego zdarzenia - tego typu komentarze przewijały się wszędzie tam, gdzie dyskutowano na temat siatkówki. Owszem, ta reprezentacja ma wiele słabości, ale wielokrotnie udowadniała, że wszelkie statystyki i przewidywania można sobie wsadzić w buty, a każdy mecz jest osobną historią (i tutaj taka mała dygresja w związku z naszymi szczypiornistami i ich meczem ćwierćfinałowym: zasada numer jeden - nigdy nie wątpić w polskich piłkarzy ręcznych :)).
Marzenia o medalu musimy odłożyć na kolejne cztery lata, co jest zarówno przykre, jak i frustrujące, ale bawi mnie, że znów nazywa się tę reprezentację drużyną bez charakteru, zagłaskaną przez kibiców, którzy bezrefleksyjnie wybaczają jej każde potknięcie. [Może telewizja publiczna wkrótce zrealizuje następny reportaż na miarę "Anatomii porażki".] W tym meczu charakteru zabrakło, ale gdybyśmy byli go zupełnie pozbawieni, 10 stycznia 2016 roku w Berlinie nie dokonalibyśmy czegoś na miarę siatkarskiego cudu. A hejterów wbrew pozorom nie brakuje, sama mam jednego w domu. ;)
Tak jak zawsze pojawia się pytanie co dalej. No właśnie, co dalej? Za cztery lata znaczna większość siatkarzy stanowiących o sile obecnej kadry będzie w wieku 30+, a w stosunku do "młodych gniewnych" zdaje się obowiązywać zasada ograniczonego zaufania. No i co ze Stefanem? Powinien czy nie powinien zostać? Nie ulega wątpliwości, że pewna formuła uległa wyczerpaniu. Jeśli chcemy robić postępy, musimy coś zmienić, a doświadczenie pokazuje, że znaczna większość trenerów podąża z góry wytyczoną przez siebie ścieżką i nie zwykła rezygnować ze swej filozofii nawet wtedy, gdy przestaje się ona sprawdzać. Jeżeli dojdzie do roszady na stanowisku selekcjonera, potrzebny będzie ktoś z porządnym warsztatem i pomysłem na grę. Bo ta drużyna nadal może, ba, powinna mierzyć wysoko.
Ponieważ nie potrafię kibicować innym reprezentacjom dłużej niż przez czas trwania danego meczu, jest mi doskonale wszystko jedno kto zdobędzie złoto. Mam jedynie cichą nadzieję, że finał okaże się równie porywającym widowiskiem jak ten w Londynie.

23 komentarze:

  1. Boli. Oj boli. Bolało dwa dni temu, bolało wczoraj, boli teraz, gdy czytam te słowa. Mecz był bez historii. Daliśmy ciała. Brutalna, ale szczera prawda. Nie byliśmy sobą. Nie wiem, czy zawiódł aspekt mentalny, czy może chłopcy byli jednak zmęczeni, bo w mówienie o różnicy umiejętności też nie do końca chcę mi się wierzyć. Przecież wygrywaliśmy z USA, poza tym wiadomo nie od dziś, że nasza drużyna grać potrafi i robi to na najwyższym światowym poziomie, wygrywa z czołówką, a tu nagle klops. Jakby nam siatkarzy podmienili... Po tej straconej przewadze w 2 secie uciekli kompletnie, denerwowali się, tak uważam, tak to widziałam. Ja też się musiałam wygadać, tylko ja to zrobiłam na IG ;p I w sumie zgadzam się z tym, co piszesz, ale akurat co do Stefana to nie sądzę, byśmy potrzebowali zmiany. Wydaje mi się, że to jest rzetelny facet, analityk i jednak umie przyznać się do błędu czy zmienić sposób myślenia jeśli wie, co poszło nie tak. Wydaje mi się, że on jako młody selekcjoner zasługuje na jeszcze jedną szansę z naszą młodą drużyną :) Nie do końca zgadzałam się z niektórymi jego wyborami, czy to powołania czy nawet zawodnicy wystawieni na mecz, ale w sumie nie jestem trenerem. Oglądałam to pomeczowe studio po ćwierćfinale i szczerze mówiąc Kadziu był dla mnie troszkę za ostry... Bardziej się skłaniam do rozumowania Igły czy trenera Mazura. Boli, że trzeba czekać kolejne 4 lata, reprezentacja może przez ten czas przejść tyle zmian, że to aż ciężkie do uwierzenia na pierwszą myśl. Ale myślę, że np. Kubiak nie zrezygnuje tak łatwo z projektu Tokio2020. Nie wiem co będzie z resztą starszej części reprezentacji, ale akurat kapitana widzę w Tokio. Zobaczymy, czy słusznie myślę :)
    A ja bym chciała, żeby USA wygrało. Wtedy przegralibyśmy z mistrzami olimpijskimi..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naszła mnie jeszcze jedna myśl odnośnie Stefana. Moim zdaniem jest jedna zasadnicza różnica między Londynem, a Rio. W Londynie chłopaki się nie słuchali. Na boisku powstał chaos. Wydaje mi się, że wtedy mieliśmy indywidualności, które próbowały stworzyć drużynę. I coś im nie wyszło w tym tworzeniu. Teraz, mimo tego, że mecz z USA w ćwierćfinale nie miał żadnej historii, mamy drużynę, która czerpie z umiejętności indywidualistów. Stworzyli kolektyw. A to w wielkiej mierze jest zasługa trenera. Poza tym spójrzmy na zespół USA czy Rosji. Oni nie zmieniają trenerów reprezentacji od lat. Rosjanie niedawno rozegrali najgorszy turniej LŚ w całej swojej historii. U nas od razu mówiłoby się, że Stefan jest do wywalenia. Alekna został i jak widać nie było to złe posunięcie, bo choć Rosjanie nie powalczą o obronę tytułu, to pokazują wysoki poziom. Więc czy zmiana trenera na pewno jest takim dobrym rozwiązaniem? Polemizowałabym ;)

      Usuń
    2. Ze wszystkich komentarzy, które tutaj przeczytałam Twój jest chyba najłagodniejszy. USA jest drużyną, która za "kadencji" Stefana wyjątkowo nam nie leży i o ile dobrze pamiętam, zdołaliśmy wygrać z nią tylko dwa razy - w trakcie fazy grupowej zeszłorocznej LŚ i podczas Pucharu Świata, dlatego też cholernie bałam się tego meczu, jednocześnie mając nadzieję, że uda nam się powalczyć. 0:3 było niczym plaskacz w twarz i najgorsze jest to, że gdybym miała wskazać chociaż jeden pozytyw, milczałabym jak uczeń, który nie przygotował się do odpowiedzi. A co do Stefana, to zapytany w jednym z najnowszych wywiadów o to, czy zmieniłby coś w drużynie, gdyby pracował z nią dalej, odpowiedział, że nie, co dla mnie jest, hm, dyskwalifikujące, bo wygląda na to, że wszyscy widzą potrzebę zmian, tylko nie trener. Oczywiście podziękować za współpracę jest łatwo, trudniej znaleźć godnego następcę, niemniej jednak ja uważam, że z Antigą nic poważnego już nie osiągniemy. Podejrzewam natomiast, że być może zostanie na kolejny sezon, który będzie dla niego sezonem ostatniej szansy, i jeśli również okaże się on nieudany, to "wyleci z hukiem" (nie chciałam tak pisać, ale aż się ciśnie na klawiaturę) i nie będzie przeproś.
      Ciekawe spostrzeżenie odnośnie indywidualności. Chyba nigdy w ten sposób nie myślałam, po prostu przyjmując, że cztery lata temu nie dojechaliśmy z formą na igrzyska. A jeśli chodzi o najgorszą LŚ Rosjan w historii po której groził im spadek do II dywizji, to wtedy pracowali oni z Woronkowem. Alekno wrócił na Puchar Świata i wszystko poskładał. Który to już raz ;)
      Dziękuję serdecznie za chęć wyrażenia swojej opinii :)

      Usuń
    3. Może moje łagodniejsze podejście wynika z tego, że mi po prostu chłopaków żal. Dwa lata walki o kwalifikację i spieprzyli w ćwierćfinale. A nie są złym zespołem. I oni to wiedzą; to są walczaki, które mi imponują swoim charakterem. Podejściem "jeśli czegoś nie da się zrobić, ja to zrobię". Nie łagodzę meczu z USA: spieprzyli i to równo. Ale jednak wyglądali inaczej niż w Londynie. W Londynie byli butni. Na boisku powstał chaos. Tutaj pozostali drużyną do końca. To młody zespół, to też miało swoje znaczenie. Moim zdaniem, jak pewnie większości, przydałby nam się Marcin. Nie zgadzałam się z powołaniem Piotrka i nie do końca rozumiem rolę Bednorza. Ale nie jestem trenerem, tak? Poza tym, a propos słów Stefana, Bednaruk też powiedział, że nie wziąłby innego składu do Rio. Teraz nie leży nam USA, wcześniej była to inna drużyna, Włosi czy Brazylia, to już nawet mniejsza o to. Zawsze tak jest choćby się na rzęsach stawało. Coś nie wyszło, musimy poprawić wiele elementów, ale trener to nie tylko gość odpowiedzialny za taktykę i przeprowadzone treningi. Jeżeli ufasz trenerowi, pracuje ci się z nim zupełnie inaczej. Jeżeli trener dba o twoje podejście mentalne, np. pozwalając ci się widywać z rodziną w trakcie zgrupowań, to jest ci lepiej, lżej. Jeżeli trener jest kumplem (w granicach rozsądku oczywiście), nie tylko przełożonym, atmosfera i chęć pracy są zupełnie inne. I to już nawet mówię z autopsji ;) Może i powinien czasem na nich ryknąć, ale to już pewnie kwestia charakteru samego Stefana i tego się nie zmieni najprawdopodobniej. Ja po prostu uważam, że jeśli ich zna, zna słabości i umiejętności chłopaków, to wie, co naprawić a co zostawić. Nowy trener znowu wejdzie na niepewny grunt, będzie musiał zapracować na zaufanie, poznać chłopaków, a to zajmuje czas. No i ten aspekt charakterologiczny; teraz mówi się o tym coraz więcej, a przecież wiadomo, że nie wszyscy biorą to na poważnie. A to też błąd, moim zdaniem. Z resztą podobnie myślałam przy zwalnianiu AA, że to za szybko, zbyt pochopna decyzja, że powinien spróbować dać z siebie wszystko jeszcze raz. Gdybym ja była prezesem PZPS, nie przedłużałabym z Antigą kontraktu do Tokio, jeszcze nie, ale do ME na pewno. Żeby dać mu jeszcze szansę. Bo wiele już wypracował i teraz wiele rzeczy może już jednak tylko szlifować. A nie zaczynać od zera.
      A to widzisz, mój błąd. Pisałam na szybko i nie sprawdziłam, kto ich wtedy prowadził, nie zweryfikowałam swojej wiedzy. No ale to z kolei może być dowodem na to, że zmiana na nowego trenera nie zawsze wychodzi na lepsze :P wrócił stary wyga i poukładał na swoje miejsca, ponownie ;) Nie ma za co, fajnie jest pogadać, posłuchać/poczytać inne opinie ^^

      Usuń
    4. Choćbym nie wiem jak była zła, po części również jest mi ich żal. Tę porażkę przede wszystkim najbardziej przeżywają chłopaki, kilku z nich być może bezpowrotnie straciło szansę na medal olimpijski. Jako kibic chyba nigdy nie pogodzę się z tym, że tak wielkie postacie jak Ignaczak, Zagumny czy Winiarski nigdy nie uzupełnią swojej kolekcji o krążki z igrzysk. Siatkarze aktualnej reprezentacji mają jeszcze szansę, ale to oczywiste, że za cztery lata ta drużyna może wyglądać kompletnie inaczej.
      Nawiązując do wywiadu Stefana nie miałam akurat na myśli składu personalnego (chociaż brak powołania dla Marcina uważam za błąd), tylko zmiany w przygotowaniach, bo ewidentnie widać, że coś nie zagrało.
      Dobra atmosfera i przyjazne relacje są ważne, ale jak ktoś gdzieś napisał w internetach, reprezentacja nie ma być kółkiem wzajemnej adoracji, ponieważ później pojawiają się podejrzenia takie jak choćby to, że Pit pojechał na igrzyska zamiast Możdżonka, bo jest pupilkiem Antigi.
      Co do AA, to uważam, że został zwolniony w odpowiednim momencie. Dostał swoja szansę po igrzyskach, które ponoć miały być tylko "wypadkiem przy pracy", ale jej nie wykorzystał, bo nie dość, że nie awansowaliśmy do F6 Ligi Światowej, to jeszcze skończyliśmy udział w ME w nie najlepszym stylu. Gdyby został do MŚ, prawdopodobnie wyglądałoby to podobnie. Trenera bronią wyniki, taka jest brutalna prawda, ale tak jak wspominałam, również jestem za tym, by Stefan dostał jeszcze jedną szansę. Nie jestem tylko pewna, czy podobnie myśli PZPS, bo przecież w przyszłym roku kolejny wielki turniej odbywa się u nas, więc ciśnienie na wynik zapewne będzie ogromne.

      Usuń
  2. Zapraszasz do rozmowy, oto jestem. Studio oglądałam, i zgadzam się z Tobą, świetny, fachowy program. Naprawdę warto było posłuchać. Kadziewicz "zwolnił rękę" waląc bez ogródek, trener Mazur starał się być łagodniejszy, co nie znaczy, że jego opinie były mniej bolesne, Guma był całym sobą (nadal nie rozumiem, jak można było tak zepsuć książkę o nim), Krzysiu próbował tonować, ale i tak wyszło na jaw, że doskonale widział jak jest stawiając na Amerykanów.
    Bo program podsumowywał jak jest. I tu też się z Tobą bardzo zgadzam, że nie ma co głaskać po głowie. To nie był pechowo przegrany mecz. To był przeciętny turniej bardzo słabo zakończony.
    I chyba trzeba mówić wprost, od początku, od pierwszego meczu nie było bloku. Zagrywka nigdy nie była naszą mocną stroną. Ale kiedy w ćwierćfinale szwankowało przyjęcie (niestety Mika nabijany piłkami z każdej strony) i brakło ataku, to już nie było czym wygrywać. W studio powiedzieli to wszyscy, czy brutalnie jak Łukasz czy miękko jak Mazur, ale dalej jednym głosem.
    Powiem obrazoburczo: nie współczuję i nie żałuję. Odpadliśmy bo byliśmy słabsi. Szkoda było mi chłopaków po Pucharze Świata, gdzie grali naprawdę koncertowo. Dziś nie. Dziś pora zacząć udowadniać od nowa swoją wartość. Bez pompowania wszystkich na około, że już nigdy patery za trzecie miejsce, że tylko złoto, że wszystko jedno z kim będziemy grać. Nie wszystko jedno, jak widać, a trochę pokory nikogo nie zabije, a może uleczyć. Tak, mówię o Kubiaku.
    A jeszcze po dzisiejszym półfinale, wygranym w kluczowych momentach pewnym zawodnikiem, skłonię się do pytania, od którego wcześniej się odżegnywałam, bo wydawało mi się, że jeden człowiek nie uciągnie wszystkiego. Jednak w czystym, nieemocjonalnym porównaniu z Ivanem, gdzie byłeś Bartku?
    Dzięki za ten wpis, bardzo dużo z tego co piszesz traktuję jak własne myśli. Stąd i mój rekord w komentarzu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A Jerzy Mielewski zdawał się być obrońcą "uciśnionego" Stefana. Zgadzam się, turniej w naszym wykonaniu był przeciętny, i choć po meczu z Egiptem mówiono, że to właśnie spotkanie z Iranem pokaże w którym miejscu się znajdujemy, to tak naprawdę ćwierćfinał wszystko zweryfikował. I znów okazało się, że nie jesteśmy w stanie zrobić nic więcej poza wyjściem z grupy. Pucharu Świata też nie mogłam przeboleć, po igrzyskach przeważa złość.
      Lubię Kubiaka i uważam, że mianowanie go kapitanem było jedną z najlepszych decyzji Antigi, ale jego wypowiedzi również i dla mnie były irytujące. Jak widać, pycha kroczy przed upadkiem.
      Włosi wywarli na mnie wczoraj ogromne wrażenie. Ich odrodzenie w czwartym secie, zwłaszcza po tak druzgocącej porażce w trzeciej partii jest naprawdę godne podziwu. Mój domowy Hejter zawsze powtarza, że reprezentacja Italii to najbardziej nieobliczalny zespół z czołówki. No i Ivan, prawdziwy lider, któremu w kluczowych momentach nie zadrżała ręka. Długo odżegnywałam się od opinii, że Bartek zawodzi w najważniejszych momentach, ale po raz kolejny mamy potwierdzenie. Szkoda, że Stefan zapomniał, że zabraliśmy do Rio jeszcze jednego atakującego.
      I ja również dziękuję, że postanowiłaś się odezwać.

      Usuń
    2. Nie ma co, powinnaś pomyśleć o założeniu forum :)
      Czytam przybywających komentarzy i znów chciałabym dodać swoje trzy grosze. Nie mam wyrobionego zdania, czy czas Stefana nadszedł czy nie. Może potrafi uczyć się na błędach? Może ich tak wiele nie popełnił a wynik IO to wypadkowa wielu czynników? Nie wiem. Natomiast jestem przekonana do stylu zarządzania (wszędzie, nie tylko w trenerce), gdzie przełożonego nie trzeba uwielbiać, nie trzeba chcieć chodzić z nim na piwo. Ale bezwzględnie trzeba go szanować, ufać, wierzyć w jego umiejętności.I słuchać, nawet, a może przede wszystkim krytyki. W zależności od sytuacji, dobrze sprawdza się partnerstwo, kiedy wszystko idzie dobrze, ale gdy mamy kryzys, to konieczny jest przywódca, który odpowiedzialność bierze na siebie i nie dopuszcza sprzeciwu. Zaczyna się wojsko. A zwycięstwo możliwe jest wtedy, gdy strateg jest dobry. Czy Stefan taki jest? Również nie wiem, choć mam wątpliwości. Jedno zdanie pozostanie mi w głowie na zawsze. Końcówka meczu z Niemcami, walczymy o przedłużenie szans na wyjazd do Rio. Antiga mówi do chłopaków: "bawcie się". Wygraliśmy, Kubiak pociągnął drużynę, ryknął, warknął, zrobił co należy. Wygraliśmy, ale chyba nie zabawą.

      Usuń
    3. Nie powiem, zaskoczył mnie taki odzew :)
      Zawsze mam wrażenie, że większość trenerów jest uparta jak osioł w kwestii swoich wizji i z tym uczeniem się na błędach różnie bywa (i tutaj aż nie mogę powstrzymać się od przywołania osoby trenera Kowala, dla którego przyszły sezon Resovii będzie właśnie takim sprawdzianem nauki na błędach i wyciągania wniosków).
      Tie-break w Berlinie oglądałam w dość niecodziennych warunkach, więc nawet nie pamiętam, co Stefan mówił wtedy na przerwach, ale czasami takie "wrzucenie na luz", nawet w dramatycznym momencie może zdziałać cuda. Podobno trener Vive w finale LM, gdy bramkowa strata wydawała się być nie do odrobienia powiedział do chłopaków, by grali co chcą. Zapewne był to przejaw bezsilności, ale nagle drużyna zebrała się w sobie i coś zatrybiło.

      Usuń
  3. Otóż to. Nasi od roztrwonienia przewagi zachowywali się jak dzieci we mgle, które nagle zgubiły wszelkie swoje atuty, a jedyne na co miały chęć to pójście spać albo schowanie się w ramionach mamy. Przykre, ale prawdziwe.
    Nie umniejszam Bartkowi, bo gdyby nie on, to pewnie i z grupy ciężko by było wyjść, ale zgadzam się, że do bycia 100% atakującym jednak mi brakuje i obawiam się, że brakować będzie. Ale Bartek to Bartek, walczak. Starał się i wszelkie zdobyte punkty, w tym 36 pkt w jednym meczu, tylko to potwierdzają.
    Co do Stefana, nie rozumiem i chyba nigdy nie będę w stanie zrozumieć dwóch rzeczy. Po pierwsze, zabranie do Rio Piotrka. Bo nie ukrywajmy, nie przydał się. Zbyt wiele od siebie nie dołożył. I wciąż uważam, że brak Marcina to błąd. I chyba już zawsze będę tak uważać, mimo że teraz to już jest po jabłkach. Po drugie, ważniejsze, czemu do cholery nie grał Fabian? Nie neguję wkładu Grześka, ale wydaje mi się, że jego rozegranie jest zbyt oczywiste, zbyt łatwe do rozszyfrowania. Lewo, prawo, środek. Żadnych kiwek z drugiej piłki (może kwestia wzrostu, może nieodpowiedniego przyjęcia, nie wiem), żadnych pajpów. Czytelnie do bólu. Fabian jednak według mnie rozgrywa lepiej.
    No i najgorsze w Stefanie: brak zmian i chyba zbyt duży spokój na czasach. Zamiast warknąć (jak chociażby trener ręcznych, którego trzeba uspokajać i który traci głos), to klepie naszych po głowie i powtarza tylko: dobzie dobzie. No nie tędy droga.
    Co do zmiany trenera, ciężko ocenić. Z jednej strony widać wyraźnie, że formuła się wyczerpała, z drugiej jednak nie widać na horyzoncie nikogo, kto mógłby Stefka zastąpić. Chyba że, jak ktoś zasugerował w internetach, Filip zamieni się ze Stefanem miejscami. Ale czy to zda egzamin? Nie wiem.
    Mówi się jednak, że Antiga wyleci. Ale czas pokaże.
    Szkoda mi tylko w tym wszystkim chłopaków, bo po raz kolejny ich marzenia zostały zrównane z ziemią. Przykre, cholernie.
    [Moment może nieodpowiedni, ale zapraszam do siebie na siaturę.]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawiązując do legendarnej wypowiedzi Kubiaka - mogliśmy się popłakać i poskarżyć mamie, w sumie wyszłoby na jedno.
      Ponoć kiedyś Anastasi powiedział, że Bartek jest takim siatkarzem od którego rozpoczyna się ustalanie składu. Myślę, że to nadal aktualne, a Kurek wciąż jest jedną z najważniejszych postaci w tej reprezentacji, ale kilkakrotnie spotkałam się z opinią, że po sezonie w Dynamo Moskwa już nie jest tym samym zawodnikiem, którym był kiedyś. Nie wiem, może jest w tym ziarenko prawdy.
      Ja również nie rozumiałam, nie rozumiem i pewnie już nigdy nie zrozumiem, dlaczego w Rio zabrakło miejsca dla Możdżonka. Tak jak powiedział Kadziu, on był potrzebny na jeden mecz. Właśnie na ten. Jeśli Stefan tak bardzo chciał zabierać Pita, to mógł zaryzykować i zrezygnować z Bednorza, bo przecież i tak było wiadomo, że do żadnej poważnej gry nie będzie predestynowany. A Grzesiek podobno zawsze sztywno trzyma się taktyki, bez żadnej inwencji twórczej. Fabian mógłby pomóc, ale o tym, że Antiga jest na niego cięty, krążą już legendy.
      Antiga i Dujszebajew są trenerami z dwóch kompletnie różnych światów. Podczas gdy Stefan jest zbyt spokojny, wręcz opieszały, Talantowi zarzuca się czasami, że za bardzo się wścieka na zawodników i za mało wspiera gdy nie idzie. No właśnie, jeśli mowa o szczypiorach, to cholernie boli ta przegrana z Duńczykami. To był mecz z rodzaju tych, w których dajesz z siebie wszystko, a to i tak okazuje się niewystarczające.
      Zamiana z Filipem mogłaby się sprawdzić, bo mam jakieś dziwne wrażenie, że w trakcie MŚ to jednak on był głównodowodzącym, a Stefan się dopiero uczył.
      Dziękuję bardzo za komentarz :)

      Usuń
  4. Jak zwykle okazało się, że na początku przegrywa się w głowach. I kiedy ma się świadomość własnej niestaranności/braków w jakimś elemencie i się próbuje to jakoś naprawić to jest dobrze. A jeśli jest się świadomym, a mimo wszystko dalej się brnie w tę matnię... Efekty możemy zobaczyć same.
    A od roztrwonienia tej dobrze rokującej przewagi nasi po prostu odpuścili sobie w środku.
    Jak nie grać meczy o wszystko? Właśnie tak, niestety.
    My możemy tylko pogdybać, jeśli chodzi o przyczyny i poszczekać z kanapy, ale cóż...
    jeśli coś nie wychodzi, to trzeba to powtarzać tak długo, aż się wyćwiczy, albo nie zgrywać chojraka. I nie tylko odnosi się to do siatkówki, ale cenne jest też w normalnym życiu.
    A siła żywa w kadrze... pojadę truizmem, to nie jest ta sama kadra, która była jeszcze dwa lata temu. A oczekiwania i pewność siebie jest podobna, niestety. Czy mamy lepszych? Kwestia otwarta, ale jeśli Plusliga nadal będzie zasilana obcokrajowcami (wiadomo, prestiż, splendor, lepsze wyniki) to za cholerę nie da się wyłowić z trawy diamentów. Bo Legendy długo nie pociągną i jeśli nie postawi się na młodych, to zostaniemy z palcem w wiadomym miejscu.
    No i kwestia trenera... Panu Antidze brakło jaj. To nie są małe dzieci, ani koledzy, których należy klepać po główkach, pocieszać i prowadzić za rączkę. To jest krajowa elita tego sportu, dorośli faceci, z których należy wycisnąć wszystko, jeśli się nie sprawdzają, to za kudły ściągnąć z boiska i opieprzyć od góry do dołu.
    No i chyba nie należy patrzeć na państwo hejterstwo, ani na pocieszające groupies, tylko przyznać się do błędów, schować dumę do kieszeni i ćwiczyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Głowa, głowa i jeszcze raz głowa. Zeżarła nas presja i świadomość ćwierćfinału, którego nie potrafimy przebrnąć od dwunastu lat. Ale różnica w dyspozycji naszej i Amerykanów to druga sprawa. Niestety patrząc na mecz USA-Włochy trudno nie przyznać, że nie zasłużyliśmy na bycie w najlepszej czwórce igrzysk.
      Z drużyny Mistrzów Świata pozostał tylko medal, jak powiedział Kadziewicz, ale propagandę sukcesu (Mistrz Świata zostanie Mistrzem Olimpijskim) szerzono w najlepsze.
      Myślę, że talentów nie brakuje, ale często przepadają w pierwszych ligach, bo PlusLiga woli wychować sobie takiego Atansijevica lub Rześkiego, a naszą młodzież konserwuje w kwadracie, jeśli już któremuś uda się przebić do jakiegoś klubu (przykład Śliwki chociażby). I tutaj można obalić jeden z argumentów przeciwników Leona w kadrze, jakoby miał on blokować miejsce młodym. Nie blokuje, bo nasi szkoleniowcy nie dają im szansy na pokazanie się w kadrze.
      "Państwo hejterstwo i pocieszające groupies" - o, to to. W punkt.
      Dzięki :)

      Usuń
  5. Zgadzam się z Twoją wypowiedzią. Mogę nawet rzec, że podpisuję się pod nią rękami i nogami. Na początek z tym, że studio w Polsacie było świetne :)
    To porównanie do krzyczącej matki jest idealne, w punkt i dokładnie oddaje to, co powinno się dziać w trakcie meczu. Odnoszę wrażenie, że Antiga jest zbyt spokojny, za mało emocjonalny, jeśli mogę się tak wyrazić.
    Z drugiej strony, myślę, że nie ma się co załamywać. Po co? Wiadomo, wiele straciliśmy, marzenia przepadły, ciężka praca się nie opłaciła, trzeba poczekać na możliwość spełnienia ich za 4 lata. Ale załamywanie się i rozpamiętywanie nic nam nie da, trzeba wziąć się w garść i zastanowić się, co zrobić, aby taka sytuacja się nie powtórzyła. Wierzę, że nasi chłopcy jeszcze odżyją, a Tokio i miejsce, w którym odbędą się IO w 2024 przyniosą nam medale.
    Nie wiem, co sądzić o sytuacji trenera. Zbyt częste zmiany raczej nam nie służą, ale czy Antiga podoła zadaniu? Może faktycznie mógłby zamienić się z Blainem? Może coś by to przyniosło (aczkolwiek nie wiadomo, jak samodzielnie 'rządził' Antiga)?
    Ja osobiście gorąco kibicuję Włochom (z tego co widzę, kibicowałam im lepiej niż Polakom, bo doszli do finału xD) i liczę na ich zwycięstwo i uciszenie miejscowej publiczności. #GoItaly
    No i ten... Rozumiem zastoje itd., ale pamiętaj, że my i tak będziemy czekać na rozdziały i ciąg dalszy. Przynajmniej ja, bo bardzo zżyłam się z bohaterami i historią i chcę poznać zakończenie o/
    Ślę całusy.
    I oczywiście kibicujemy piłkarzom ręcznym :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło wiedzieć, że ktoś myśli podobnie :)
      Stefan ma za mało charyzmy i to jest najbardziej widoczne w trudnych sytuacjach. Nie można powtarzać, że jest dobrze w momencie, gdy potrzebny jest solidny opieprz.
      Naszym problemem jest to, że nie potrafimy znaleźć trenera na lata, bo koncepcja współpracy z każdym z dotychczasowych wyczerpywała się bardzo szybko, innymi słowy sukces przychodził za wcześnie, a później było staczanie się po równi pochyłej, co w efekcie prowadziło do rozwiązywania współpracy w nie najlepszej atmosferze. Potrzebny jest ktoś, kto będzie budował drużynę stopniowo, aż do kolejnych igrzysk.
      Antiga z pewnością nie rządził samodzielnie w 2014 roku, bo jako nowicjusz potrzebował solidnego wsparcia bardziej doświadczonego Filipa. Możliwe, że później poczuł się na tyle pewnie, że przejął stery nad reprezentacją nie tylko na papierze.
      Uciszenie miejscowej publiczności brzmi kusząco, ale to musi być niesamowicie frustrujące dla Brazylii, że od igrzysk w Atenach nie potrafią wygrać finału. Mam nadzieję, że obie drużyny wytoczą ciężkie działa i mecz nie okaże się jednostronny i usypiający ;)
      Z opowiadania oczywiście nie rezygnuję i rozdział na pewno się pojawi, ale nie jestem w stanie podać dokładnego terminu :)
      Pewnie, że kibicujemy, ale bez nervosolu chyba się nie obejdzie :D Do tej pory nie mogę się pozbierać po meczu o trzecie miejsce na MŚ w Katarze, a to przecież było ponad półtora roku temu. Oby tym razem również udało się wywalczyć medal :)
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  6. Też się muszę gdzieś na ten temat wypowiedzieć, a że trafiła się idealna okazja to.. piszę.

    Zmiana trenera. Czy to na prawdę jest konieczne? Gdzieś mi niedawno w internetach mignęło, że we włoskiej prasie piszą o Ferdinando de Giorgi i Stojczewem? Z ciekawości sprawdziłam też jak wyglądały kontrakty naszych poprzednich trenerów. No i żaden trener nie utrzymał się powyżej 3 lat. Poza Wagnerem oczywiście. Dla porównania jest Bernardo Rezende, który swoje krzesełko zagrzał od 2001 roku, może i historia jego jest bogata w zwycięstwa, ale nie od razu Rzym zbudowano. Dlatego ja osobiście uważam, że powinien pojawić się przełom w Polskiej siatkówce, przełom, który jednocześnie będzie sprawował funkcję noża na gardle Antigi i Blain'a. W przyszłym roku ME w Polsce, dlatego na ten czas nie zmieniałabym trenera tylko pozwoliła im dalej pracować. Jeśli medalu nie będzie - trudno, koniec kariery Antigi w barwach naszej reprezentacji. W studiu chłopaki nawet zauważyli, że zmiana trenera nam daje medal. Ale na jak długo? Czy warto to ciągnąć dalej? W końcu trenerów nam zabraknie.

    Dodatkowo nie chcę chłopaków bronić, (trudno jest być człowiekiem obiektywnym w takiej sytuacji...) ale uważam,że tegoroczny 'kalendarz' był niemożliwy. 5-10 stycznia był europejski turniej kwalifikacyjny w Berlinie, 14.05-05.06 Japonia, 17.06-03.07 LŚ, no i teraz IO. Każdy wie, że poniekąd zrobiliśmy sobie taką długą drogę na własną rękę bo szło awansować z pierwszej imprezy. Wiem, że teraz wyjadę poza pzps, ale uważam, że powinien myć inny system kwalifikacji. Zakładam też, że 1 miejsca z takich imprez jak MŚ, LŚ, IO powinny mieć już zagwarantowane miejsce w następnej imprezie IO. Przecież teoretycznie Rosji miało nie być, a wyszło jak wyszło, dlatego fair play dla każdego. Co do zawodników, to mogę się tylko zastanawiać czemu nie było Możdżonka, a był Piotrek. W studiu dobrze Guma powiedział, że nie było blokującego. Może warto 'zeedytować' drużynę do tego stopnia by faktycznie na swoich pozycjach znajdowały się osoby do tego 'przeznaczone'? No i Bednorz. To już dla mnie w ogóle jest kosmos. Nie umniejszam umiejętności tego zawodnika, ale tylko kilka razy powąchał parkiet i w dodatku na chwilę. Jaki był tego sens? Może lepiej było dobrać zupełnie innych zawodników tak jak zrobiły to inne reprezentacje? Można gdybać. Brakuje nam też chyba rozgrywającego, Łomacz miał świetne poprzednie imprezy, Drzyzga przygasł i było to też widać chyba na zmianach gdzie wchodził zmieniając Łomacza. Może warto by było zrobić selekcję zawodników od nowa? Teraz będzie to trudne bo ME już niedługo, ale może właśnie warto się przyjrzeć takim zawodnikom jak Bartman, Żygadło i inni? Z tego co wiem oni nadal chcą być w reprezentacji o ile trener na nich spojrzy.

    Sam ćwierćfinał wyglądał jakby go grali nie prawdziwi fighterzy, jak nas do tego przyzwyczaili ale chłopcy we mgle. Co się tam stało? Drugi set dla mnie to cud dla USA, jak można przepieprzyć 5 piłek przewagi w takim turnieju, na takim etapie? Stało się, trudno. Mogliśmy doprowadzić do tie breake ale nasi się już chyba poddali, może nie fizycznie, ale psychicznie na pewno ten mecz przegrali. Nie wydaje mi się, że brakowało nam przygotowania fizycznego, ale umiejętności tak jak to z jednym z wywiadów powiedział Bartek i przygotowania mentalnego. Przegrywamy kolejny ćwierćfinał, może to szkopuł w psychice zawodników, a trener robił co mógł na własny sposób?

    Chyba się wygadałam, ale i tak coś za mało, troszkę chaotyczny komentarz no ale..
    Antiga z Blainem jeszcze na jeden sezon. Selekcja zawodników. Tyle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, a co do Kubiaka bo gdzieś tam wyżej widziałam, że są niesnaski to nie dziwię się tego, że mówił o medalu. Kto jedzie na io by awansować do ćwierćfinału lub półfinału? No nie oszukujmy się. Może i mógł trzymać to w sobie, ale po co? Nie mam co do tego problemu, może z obietnicy się nie wywiązał, trudno.

      Usuń
    2. Uszczegóławiając: nie chodzi mi o to, że Kubiak mówił, że jedzie po złoto. Oczywiście, że każdy jechał tam po medal, jakiż by to miało w innym przypadku sens? Piję do tego w jak manifestacyjny sposób to okazywał. Ten sam przekaz można podać na wiele sposobów. Respekt dla przeciwnika to nie tylko "dupochron" w razie porażki. To również okazanie szacunku. Innym zawodnikom jak i grze. Wszyscy wiemy, że Kubiak dyplomata nie zostanie, ale w mojej ocenie ostatnio przesądza mając niewiele na poparcie bunczucznych zapewnień. Dlatego podtrzymuję: odrobina pokory nie zabije.

      Usuń
    3. W kwestii Kubiaka zgadzam się z Otfilulu. Pewność siebie i ambicja to jedno, a brak pokory to drugie, i wcale nie oceniam jego słów przez pryzmat porażki. Niezależnie od tego jak daleko zaszlibyśmy na tych igrzyskach, ja i tak nie uważałabym jego słów za potrzebne i właściwe. Nawet faworyt (którym nie byliśmy) nie powinien mówić głośno o najwyższych laurach, bo każdemu może powinąć się noga.
      Też jestem za tym, by Antiga dostał jeszcze jedną szansę. Niech udowodni, że nadal ma pomysł na tę drużynę. No i selekcja, bo mam wrażenie, choćby po wypowiedziach Stefana, że za bardzo zaczynamy betonować skład. Może w czasie trwania rozgrywek ligowych objawi się jakiś nowy talent, a jeśli nie, to może warto by było, tak jak sugerujesz, odkurzyć kilku zapomnianych kadrowiczów, którzy nadal mogliby dać coś tej kadrze. Ale to już indywidualne widzimisię trenera, na które nie mamy wpływu.
      Coś jest w niemożliwości kalendarza reprezentacyjnego. Francja przeszła bardzo podobną drogę i nie zdołała przebrnąć nawet fazy grupowej, co dla wielu na pewno było ogromnym zaskoczeniem. Brazylijczycy mogli się na spokojnie przygotowywać od czterech lat, a Włosi i Amerykanie zapomnieli o kwalifikacjach wraz z dniem 23 września ubiegłego roku. Od siebie dodałabym jeszcze morderczy sezon PlusLigi na bezsensownych zasadach. Likwidacja play-offów miała przynieść korzyść reprezentacji, ale ktoś chyba nie do końca przemyślał ten pomysł, bo stało się zupełnie odwrotnie. Okazało się, że nawet jeden set może mieć kluczowe znaczenie dla układu tabeli, więc nie można było odpuszczać żadnych spotkań, a siatkarze nie mieli zbyt wielu szans na odpoczynek. Ten system dał się we znaki prawie wszystkim kadrowiczom, bo przecież tylko Kubiak nie grał w Polsce. To oczywiście żadne usprawiedliwienie, ale być może jedna ze składowych porażki.
      Na pewno nie ma jednego wytłumaczenia na przegrany ćwierćfinał, bo patrząc obiektywnie, nie wyszło nam w nim nic. Nawet utrzymanie całkiem sporej przewagi. Pojawia się tylko pytanie, dlaczego od 2015 roku chrzanimy najważniejsze mecze (mecz o trzecie miejsce na LŚ '15, ostatni mecz Pucharu Świata, ćwierćfinał ME, mecz decydujący o wyjściu z grupy w tegorocznym turnieju Światówki). Aspekt mentalny, zmęczenie, może coś jeszcze? W każdym razie dziękuję za chęć podzielenia się swoimi spostrzeżeniami i cóż, miło poznać :)

      Usuń
  7. To ja też się wypowiem, choć już grubo po czasie. Czy przez to bardziej obiektywnie? Nie wiem, bo moje odczucia w ogóle się nie zmieniły. Ja od początku fanką Antigi nie byłam. To, że wygrał u nas mistrzostwa świata w 2014 nie było według mnie zasługą jego warsztatu trenerskiego, tylko kibiców. To oni ponieśli naszych do zwycięstwa. A na pewno bardzo w tym pomogli. Mam nadzieję, że Antiga zostanie zmieniony, naprawdę marzę o tym od kiedy tylko objął tą posadę. Decyzja o zabraniu do Rio Nowakowskiego, który przez cały rok była dla mnie szczytem Antigowej głupoty i niedoświadczenia.
    Co do naszych... To nie jest zła drużyna. Wkurzają mnie głosy, że bez Winiarskiego i Wlazłego nie mamy co liczyć na medale, bo ta grupa, która jest teraz, jest zdolna do dużych rzeczy. Jeśli chodzi o wolę walki to sądzę, że ona była do momentu, w którym straciliśmy tą pięciopunktową przewagę. Jak to się stało, sama nie wiem, nie ma co ukrywać, że Polacy mają talent to roztrwonienia tylu punktów, ale to już problem nie od dziś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dyskusja nadal otwarta, więc zapraszam :)
      Przy pełnych trybunach skandujących "Polska biało-czerwoni" na pewno łatwiej grać, ale sami kibice meczów nam nie wygrywali. A w Mistrzostwie Świata mogło być po prostu więcej wkładu Blaina, w końcu Antiga dopiero zaczynał.
      Nie wiem czy decyzję o zabraniu Nowakowskiego ktoś potrafi racjonalnie wytłumaczyć. Mam wrażenie, że nawet sam Stefan miałby z tym problem...
      Komentarze dotyczące Winiarskiego i Wlazłego są tak samo kuriozalne jak opinie "znawców" po zdobyciu MŚ, że Kurek nie jest nam już potrzebny. Jak widać jest potrzebny, nawet pomimo wielu swoich niedoskonałości.
      Dzięki :)

      Usuń
  8. Też mam swoje wnioski po tym turnieju. Też jestem bardzo zawiedziona, bo nie oszukujmy się, ale oczekiwaliśmy od chłopaków medalu, najlepiej powtórki sprzed 40 lat - tak jak to było z Mistrzostwami Świata. Wyszło jak wyszło i znów utknęliśmy na ćwierćfinale. Ale dlaczego? To pytanie nie daje mi spokoju. Jak patrzyłam na ich grę w grupie, to myślałam, że tak jak obiecywali doszli do swojej wysokiej formy, że z takim powerem i umiejętnościami dojdą do samego finału! Mecz z Rosją potraktowałam z przymrużeniem oka, bo jak wiemy któryś mecz musi nie wyjść, ot taka tradycja. Jednak od pierwszego gwizdka boju z USA nasi chłopcy nie wyglądali jak oni... Miałam wrażenie, że nie potrafią się zmobilizować, jakby mieli jakąś barierę. Nie sądzę by była to trema czy stres rangą turnieju. Oni wiedzieli gdzie i o co grają. Dlaczego więc im tak źle poszło? Eksperci winy doszukują się począwszy od kiepskiej jakości treningów po trenera, którego swoją drogą po co zmieniać? Nie wiem jak reszta, ale ja mam dość tego, że w Polsce jak coś drużynie nie wyjdzie to od razu mówi się trenerowi ''do widzenia''. Problem tkwi gdzieś głębiej i my, którzy nie jesteśmy z chłopakami na co dzień nie wiemy w czym on tkwi i jak go naprawić. Ta drużyna udowodniła nie raz, ze jest naprawdę dużo warta i może wygrać z każdym, nawet z tymi, którzy nam ''nie leżą'' jak to się określa. przykro mi, gdy słyszę stwierdzenia, że nie udowadniamy złota Mundialu, ale trochę w pewnym sensie tak jest. Boję się tylko o przyszłość, bo chłopaki mają w głowach te znaczące przegrane i być może to sprawia, że gdy idzie im źle, to jakoś nie potrafią przemóc się i na przekór sceptykom udowodnić, że potrafią i mogą. Dalej czuję smutek, ale no cóż... przepraszam, że moja wypowiedź jest taka chaotyczna, ale wciąż siedzą we mnie emocje :/
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się zgodzę z tym, co pan Magiera napisał w swoim felietonie: awans z grupy, w której się znaleźliśmy był obowiązkiem, natomiast wszystko ponad ćwierćfinał byłoby miłą niespodzianką, dlatego mnie nie boli/złości tak bardzo sam fakt, że odpadliśmy, tylko styl w jakim to zrobiliśmy.
      Mecz z Rosją był dziwny i wygrała drużyna, która popełniła mniej błędów, bo Sborna też nie grała wtedy jakiejś wielkiej siatkówki.
      Co do trenera, to nie zdziwi mnie już nic. Być może PZPS podziękuje mu za dalszą współpracę, a może zostanie na kolejny sezon, ale bądźmy szczerzy, wtedy jego posadę może uratować tylko medal ME. Jeżeli go nie będzie, nie dostanie następnej szansy.
      A drużyny Mistrzów Świata tak naprawdę już nie ma, jak kiedyś powiedział Bartek. Odeszli kluczowi gracze, których trudno zastąpić, ale trzeba szukać nowych rozwiązań i być może bardziej zaufać młodzieży. Włosi zaufali młodemu rozgrywającemu i mają teraz z niego pociechę.
      Pozdrawiam również i dziękuję za podzielenie się opinią :)

      Usuń