sobota, 28 listopada 2015

Epizod piąty, czyli: A gdyby słoń zderzył się z mrówką, to też byłoby okej?!

Babcie zazwyczaj kojarzą się z ciepłem, serdecznością, bamboszami, moherowym beretem i swetrami pieczołowicie dzierganymi z myślą o wnukach. Berenika pewnie nigdy nie potrafiłaby zrozumieć, jak można nie lubić swojej babci, gdyby tym mianem nie była zmuszona określać Anastazji Wilczak, kobiety, która wychodziła poza wszelkie utarte schematy. Była snobistyczna i wyniosła, gardziła ludźmi wyróżniającymi się intelektualnym ubóstwem, a miłość, którą winna obdarzać potomków swego jedynego syna, przelewała na będącego jej oczkiem w głowie perskiego kocura imieniem Teofil. Nie zwykła zmieniać swoich przyzwyczajeń, nawet tych mających niewiele wspólnego ze zdrowym i oszczędnym trybem życia statystycznego emeryta, toteż paliła jak smok i nie stroniła od whisky. Za mąż wychodziła trzykrotnie. Senior Fabiański zmarł, gdy Berenika miała jedenaście lat, drugi małżonek wniósł pozew o rozwód po zaledwie dwóch latach małżeństwa, a trzeci z nich, niejaki Nikodem Wilczak, po którym odziedziczyła nie tylko nazwisko, ale i mieszkanie, które mogła użytkować teraz jej wnuczka, podzielił los pierwszego, umierając na atak serca.
I to ona była pomysłodawczynią imienia dla Bereniki, choć i bez tego najprawdopodobniej czekał już na nią kociołek w czeluściach piekieł. *
Fabiańska okupowała kanapę wyściełaną miękkim różanym obiciem, rozglądając się na boki i obawiając się wziąć do ręki wypełnioną jaśminową herbatą porcelanową filiżankę, przez wzgląd na jej delikatną strukturę. W fotelu po jej prawicy umościł się Teofil, który łypał na nią złowrogo swoimi zielonymi ślepiami. Trudno być miłym zwierzątkiem mając za właścicielkę tak odpychającą osobę. Brunetka czasami odnosiła wrażenie, że wizyty u jej babki przypominają audiencję u brytyjskiej królowej, nie tylko ze względu na urządzone w stylu angielskim mieszkanie. Zawsze ta sama obojętność, arktyczny chłód i oficjalny charakter.
- No dobrze, ale chyba nie o tym chcesz ze mną rozmawiać. - Berenika nie miała wątpliwości, że za zaproszeniem kobiety kryje się coś więcej niż zwyczajna chęć spotkania z wnuczką. Tymczasem babka Anastazja zadawała pytania, na które dziewczyna odpowiadała już setki razy, zupełnie jakby próbowała grać na zwłokę. Pod wpływem sugestii Fabiańskiej kobieta potwierdziła jej przypuszczenia, po czym wyprostowała się na fotelu i przywołała do siebie Teofila, który ochoczo wskoczył jej na kolana.
- W przyszłym tygodniu Jędrzej i Aleksandra mają pilny wyjazd - ciągnęła, gładząc śnieżnobiałe futro czworonoga. - I w związku z tym pojawia się problem opieki nad... Koszmarnym Karolkiem, jak zwykłaś nazywać swojego brata. Co prawda poproszono mnie żebym to ja się nim zajęła, ale doświadczenie poprzednich razów pozwala mi stwierdzić, że jest to absolutnie wykluczone.
Koszmarny Karolek, a właściwie Mateusz, był rozpieszczonym do granic możliwości czterolatkiem i mistrzem scen histerii w miejscach publicznych, uprzykrzającym życie niemal każdemu, kto stanął na jego drodze, a znalezienie opiekunki, która wytrzymałaby z nim dłużej niż tydzień powoli zaczynało graniczyć z cudem.
- O nie, nie wmanewrujesz mnie w to - odpowiedziała stanowczo Berenika. - Zresztą z tym dzieciakiem nie łączy mnie nic więcej oprócz wspólnego ojca, który najwyraźniej nie nadaje się do tej roli. Jak również do roli głowy rodziny.
- Bereniko, nie możesz ciągle rozpamiętywać tego, co wydarzyło się ponad sześć lat temu. Najwidoczniej twój ojciec zobaczył w Aleksandrze to, czego nie widział w twojej matce.
- I to jest właśnie powód dla którego należy porzucać żonę i dzieci? Mam nadzieję, że prędzej czy później Olka, mówiąc kolokwialnie, kopnie go w zadek, bo nie zasłużył na nic innego. - Temat nowej rodziny ojca zawsze działał na nią niczym płachta na byka. Fabiańska do tej pory nie wybaczyła kardiologowi odejścia od matki, co powodowało, że ich stosunki były mocno napięte.
- Mogłam się spodziewać, że zahaczając o tę kwestię poruszę lawinę - westchnęła babka. - Dlatego skończmy o tym rozmawiać i po prostu... ustalmy szczegóły twojej opieki nad Mateuszem.
- Nie powiedziałam, że się zgadzam.
- Obawiam się, że nie masz wyjścia, Bereniko.
- Zawsze musisz się wszystkimi wysługiwać? No tak, pytanie retoryczne - zakpiła. - Wiedziałam, że to spotkanie było tylko pretekstem, ale wyobraź sobie, że nie mam obowiązku spełniania twoich zachcianek - prychnęła i zerwała się z kanapy. Teofil poruszył się niespokojnie, jakby za chwilę miał się rzucić na Berenikę w obronie starszej pani.
- Jeszcze nie skończyłam! - zagrzmiała Wilczak.
- Ale ja tak!
- Pamiętaj, dzięki komu masz w Rzeszowie dach nad głową - usłyszała na odchodne.
- Z pewnością nie dasz mi o tym zapomnieć.
Brunetka opuściła mieszkanie babki, gotując się ze złości. Nigdy nie potrafiła zrozumieć, jak można być tak apodyktyczną, interesowaną i wyrachowaną osobą. Czasami miała ochotę wygarnąć babce, co tak naprawdę o niej myśli, ale zdawała sobie sprawę, że wtedy mogłaby już więcej nie pokazywać się jej na oczy. A może to wcale nie byłoby takie złe rozwiązanie?
Berenika pruła przed siebie, klnąc w myślach na czym świat stoi, ponieważ była już spóźniona do szpitala, gdy wtem zderzyła się z mężczyzną o ponadprzeciętnych gabarytach.
- I'm sorry. Are you ok? - odezwał się nieznajomy, odruchowo unosząc obie dłonie. Będąca w nie najlepszym nastroju Fabiańska zareagowała impulsywnie. Nic nowego.
- A gdyby słoń zderzył się z mrówką, to też byłoby okej?! - krzyknęła po polsku i otrzepała płaszczyk z niewidzialnego pyłku. - Ja nie wiem, może na ulicach powinny zostać zainstalowane czujniki ruchu dla takich śpiących królewiczów jak pan!
- I don't understand - przyznał bezradnie i zmarszczył brwi.
- Tym lepiej dla ciebie - mruknęła i zręcznie wyminęła osłupiałego delikwenta. Chwilę później pożałowała wybuchu złości na Bogu ducha winnym przechodniu, który przecież przeprosił za swoją nieuwagę. Fabiańska odwróciła się za siebie, ale mężczyzna zniknął jej z pola widzenia.

* * *

Niejednokrotnie zdarzało się, że spotkanie z babką Anastazją potrafiło zepsuć Berenice humor na cały dzień. Wówczas biada temu, kto stanął jej na drodze. Tym razem oberwało się Weronice, która od kilku dni roztrząsała temat przyjaźni Zbyszka i Michała.
- Ptaszki ćwierkają, że oni są ze sobą skonfliktowani - zagaiła Juszczykówna. - To chyba prawda, bo Michał nie odwiedził go w szpitalu ani razu!
- Może nie zauważyłaś - burknęła Fabiańska. Czasami odnosiła wrażenie, że jej koleżanka zajmuje się wszystkim wokół z wyjątkiem pracy.
- Niemożliwe! - żachnęła się. - A wiesz, to trochę dziwne, nie? - kontynuowała. - Bo przecież w takich sytuacjach powinno się schować animozje do kieszeni i jechać do najlepszego przyjaciela jak do pożaru. Masz przyjaciela?
- Owszem. A właściwie przyszywanego bliźniaka. - Na te słowa uśmiechnęła się pod nosem.
- E tam, ja nie wierzę w przyjaźń damsko-męską - rzuciła sceptycznie szatynka, po czym posłała Berenice wymowne spojrzenie. - Chyba że przyjaźń erotyczną.
Dziewczyna skwitowała jej słowa obojętnym wzruszeniem ramion. Gdzieś już słyszała podobny tekst.
- Słyszałam jeszcze, że Zibi...
- Zibi, Zibi, Zibi! - Nadzwyczaj spokojna do tej pory Fabiańska wyraźnie straciła cierpliwość. - Czy on jest angielskim lordem, że wszyscy wokół niego tak skaczą?
- Lordem może nie, ale gwiazdą reprezentacji...
- Gwiazdy są na niebie - odparła brunetka. - A on jest szarym obywatelem Rzeczpospolitej Polskiej, o którym z całą pewnością nie słyszała połowa kraju.
- Co cię ugryzło?
- Musisz się wszystkim tak żywo interesować?
- Wyluzuj, dziewczyno, bo ci żyłka pęknie. Powinnaś się porządnie odstresować. I chyba nawet wiem, w jaki sposób...

* * *

Tymczasem Zbyszek po raz kolejny gościł w swej sali Adriannę, która usilnie przekonywała go, że wspólne spędzanie jak największej ilości czasu będzie miało zbawienny wpływ na jego pamięć, dlatego też codziennie pojawiała się u swojego narzeczonego, dotrzymując mu towarzystwa i zaopatrując we wszelkiego rodzaju zdrową żywność dla rekonwalescentów, którą, sądząc po jej ilości, mógłby wykarmić całą drużynę Resovii. Blondynka nie zdawała sobie sprawy, że swoim zachowaniem bardziej go do siebie zniechęca niż przekonuje, choć sam zainteresowany nie potrafił zrozumieć, dlaczego jej obecność aż tak go męczy, skoro przed wypadkiem gruchali sobie jak dwa gołąbeczki, a przynajmniej tak wynikało z opowieści Majchrzak.
- Byliśmy szczęśliwi?
- Ależ oczywiście! - zapewniła z mocą Adrianna, jakby oburzona, że mógłby choć przez moment pomyśleć inaczej. - Nasi znajomi uważali nas za wzorową parę. Wiesz, takie ciało astralne w wersji siatkarskiej - dodała, nawiązując do wywiadu udzielonego jakiś czas temu przez pewną parę celebrytów.
- Planowaliśmy ślub?
- Masz wątpliwości? - Pomachała mu przed nosem dłonią, na której pysznił się pierścionek z okazałym brylantem.
- A... lubisz swoich przyszłych teściów? - Zbyszek nie ustawał w przepytywaniu swojej narzeczonej, zupełnie jakby usiłował doszukać się jakiejś nieścisłości tudzież nutki fałszu w jej głosie.
- Mam świetny kontakt z twoimi rodzicami - odparła bez zająknięcia.
- Z Kaśką też?
Tutaj blondynka się zawahała, ale już po chwili kontynuowała roztaczanie nad Bartmanem wizji ich idealnego życia.
- Można powiedzieć, że jesteśmy przyjaciółkami.
- Wow, sielankowo - skomentował z pewną dozą ironii. - Nie żebym w to nie wierzył - dodał pospiesznie, ujrzawszy nienawistne spojrzenie Ady. - Po prostu coraz bardziej żałuję, że tego nie pamiętam.
To stwierdzenie nieco udobruchało Majchrzak.
- Wszystko jest przecież kwestią czasu. Lekarz powiedział, że należy uzbroić się w cierpliwość i nie wywierać na tobie presji, a ja wbrew pozorom mam w sobie bardzo dużo cierpliwości. - Uśmiechnęła się przymilnie i przywarła do jego ust. Całowała wspaniale, to musiał przyznać, nawet pomimo istnienia rzeczy, które irytowały go w Adriannie odkąd tylko pojawiła się u niego w odwiedzinach po raz pierwszy. Po chwili jednak przerwał gwałtownie pieszczotę, przypomniwszy sobie znienacka o pewnej istotnej rzeczy. A właściwie osobie.
- Jezus Maria, Misiek!
Zaskoczona jego niespodziewaną reakcją popatrzyła na niego z niezrozumieniem.
- Gdzie on jest? Dlaczego mnie nie odwiedza?
- Ojej, tego też nie pamiętasz? - zapytała z pozorną troską w głosie. - Nie utrzymujecie już ze sobą kontaktu.
- Ale jak to? - drążył temat.
- Pokłóciliście się na jakiejś imprezie i Kubiak do tej pory jest na ciebie obrażony - wymamrotała od niechcenia i wywróciła oczami, by w ułamku sekundy ułożyć wargi w coś na kształt zalotnego uśmiechu. - Możemy kontynuować to, co zaczęliśmy?
- Nie! Muszę do niego zadzwonić!

* * *

Sposobem na odstresowanie według Weroniki Juszczyk był mecz Resovii w wypełnionej do ostatniego miejsca hali Podpromie. Pielęgniarka wygrała dwie wejściówki w konkursie organizowanym przez Radio Rzeszów i jedną z nich postanowiła podzielić się z Bereniką, nawet pomimo iż dziewczyna ostrzegała ją, że wynudzi się jak mops.
Fabiańska omiotła wzrokiem poszczególne sektory. W swoim musztardowym sweterku wyglądała wśród tłumu pasiastych kibiców jak zagubiony puzzel nie pasujący do reszty układanki. Dobrze, że nie ubrała się na niebiesko, bo ktoś mógłby ją posądzić o wspieranie przeciwnej drużyny - Effectora Kielce. Juszczykówna korzystając z kilku minut pozostałych do rozpoczęcia spotkania oraz widząc malujące się na jej twarzy znużenie, postanowiła za wszelką cenę skupić jej uwagę na płycie boiska, przedstawiając pokrótce niektórych graczy.
- To jest Alek. - Wskazała siatkarza rozgrzewającego się tuż przy bandach. - Kapitan naszej pasiastej łajby. A tam - jej wzrok powędrował w lewo - Perła, prawdziwy weteran. Lata mijają, a on nadal przywdziewa resoviacki pasiak. Ciekawe, czy zdecyduje się zakończyć tutaj karierę. Jegomościa z czwórką na koszulce nazywają Cichym Pitem. Matka może nie wiedzieć, że ćpiesz, ale on na pewno będzie wiedział.
- Co?
- Obejrzyj Igłą szyte, to się dowiesz. No właśnie, à propos... - Weronika odszukała wzrokiem jednego z najniższych siatkarzy odzianych w czarną koszulkę. - To jest nasz złotousty Igła. Szyje siatkówkę na miarę. Pan, z którym tak zawzięcie dyskutuje, to Paul Lotman, towar eksportowy prosto z USA. Dołączył do nas rok temu. A to jest Heniek, nasz nowy nabytek. - Przyjrzała się zawodnikowi, który z uwagą wysłuchiwał ostatnich wskazówek trenera. - Znaczy Jochen. Ostatnio wzbudza niemałe zainteresowanie na Eklerkach.
- Jakich znowu Eklerkach? Dorabia po godzinach jako cukiernik, czy co?
Juszczyk zachichotała.
- Eklerki.net, taki sportowy portal dla kobiet - wyjaśniła. - Wiedzie prym w plebiscycie Świeży Eklerek.
- A kto wygrał plebiscyt na Nieświeżego Eklerka? Czyżby Bartman? - zakpiła.
- Nie ma czegoś takiego! Jest jeszcze Eklerek eklerków, Eklerek odrestaurowany, Eklerek niedoceniany i Eklerkowy biczfejs - wyliczała szatynka, marszcząc przy tym brwi. Berenika coraz częściej zastanawiała się, z której choinki urwała się Weronika. A może to wcale nie była choinka? Wszak Fabiańska nie przypominała sobie, by szatynka kiedykolwiek pachniała igliwiem.
Niespecjalnie zainteresowana przebiegiem spotkania Fabiańska zajmowała się głównie wymianą sms-ów z Łukaszem, jedynie co jakiś czas odrywając wzrok od ekranu komórki, by rzucić okiem na rozgrywające się na boisku wydarzenia. Zazwyczaj miało to miejsce w trakcie oczekiwania na odpowiedź Korzeckiego. Inaczej rzecz miała się z Weroniką, będącą bezsprzecznie zaangażowaną w dopingowanie lokalnej drużyny. Dziewczyna podskakiwała, klaskała, naprzemiennie wydawała z siebie okrzyki radości i jęki zawodu, w zależności od tego czy Resovia zdobywała punkt, czy go traciła oraz nie szczędziła jej biednym uszom wszelkiego rodzaju przyśpiewek, w wykonywanie których usiłowała zaangażować również brunetkę, co chwilę ją poszturchując.
- Jej oddałam serce swe... - śpiewaj!
- ...Nigdy nie zostawię jej - śpiewaj!
I znowu:
- Dwa kolory mienią się... - śpiewaj!
- ...To drużyna z Rzeszowa - śpiewaj!
- Która zwie się Resovia... - śpiewaj!
Obłęd w ciapki! Berenika czuła, że od wszechobecnego hałasu rozbolała ją głowa, dlatego z ulgą przyjęła wiadomość o zakończeniu spotkania, wygranego ku uciesze wszystkich sympatyków klubu z Rzeszowa, trzy do jednego. Na trybunach rozległa się jeszcze większa wrzawa.
- Dobra, mecz się skończył, ja spadam. - Berenika poderwała się z miejsca z zamiarem opuszczenia hali, ale Juszczyk stanowczo pociągnęła ją za ramię, co spowodowało, że z powrotem opadła na krzesełko.
 - Czekajże dziewczyno, coś ty taka w gorącej wodzie kąpana? MVP jeszcze dają. Ja bym przyznała Heńkowi, bo co on dzisiaj wyprawiał w tym ataku, to głowa mała - oceniła z miną znawcy.
Spiker wyczytał nazwisko najlepszego zawodnika meczu, którym zgodnie z przewidywaniami Weroniki okazał się Heniek, a właściwie Jochen Schöps. Siatkarz odebrał statuetkę, a następnie pomachał nią w stronę publiczności, uśmiechając się półgębkiem. I wtedy brunetkę olśniło.
- Ojacieżpierdzielę - wykrztusiła zaskoczona swoim odkryciem, co natychmiast wzbudziło czujność jej towarzyszki.
- Co jest?
- Ja go chyba znam.

* Tytułem przypomnienia: Na imię mi Berenika i mam nadzieję, że osoba, która wpadła na "genialny" pomysł nadania mi tego imienia, ma już przygotowany kociołek w czeluściach piekieł. - fragment Wspomnienia pierwszego.


~ * ~
Rozdział osiągnął rekordową długość, ale nie było sensu dzielenia go na dwie części.
No to już wiadomo, na kogo nakrzyczała Berenika. :) Kilka tygodni temu przyznałam się, że mam zamiar wyeksponować tutaj postać jeszcze jednego Resoviaka i... tak, miałam na myśli tego pana. Plany wobec tej postaci są dość konkretne, aczkolwiek nie jestem jeszcze pewna, czy rzeczywiście je zrealizuję.
Chyba nie wychodzi mi "naprawianie" Ady, bo nadal jest równie irytująca (a może nawet bardziej), ale do końca jeszcze daleko, więc wiele może się wydarzyć ;)
A Weronika to fangirl. Bez dwóch zdań.
Dialog o eklerkach *facepalm* in tribute to ciacha ;)))

12 komentarzy:

  1. Omatkoboskoczęstochowsko, Jochen!
    Wybacz, musiałam. :D
    Nie dziwię się frustracji Bereniki z powodu tego, że jej babcia chce zrzucić na nią obowiązek opieki nad Koszmarnym Karolkiem. W końcu nikt nie lubi, kiedy zmusza się go do robienia czegoś czego nie chce, tylko po to by ta osoba nie musiała tego robić. A już wypominanie Berenice, ze tylko dzięki "babci" ma mieszkanie, to cios poniżej pasa. Ale czego oczekiwać po osobie takiego pokroju.
    Fajnie, że wprowadziłaś do opowiadania Jochena, mam nadzieję, że zagości tutaj na dłużej. :)
    Co do Bartmana, mam nadzieję, że faktycznie zadzwoni do Miśka, no i że ten go odwiedzi. Kto wie, może właśnie w ten sposób uda im się pogodzić? I panna Ada pójdzie sobie w siną dal. Albo przynajmniej przestanie być tak irytująca.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba rozumiem tą żywiołową reakcję :D Też lubię Jochena, zresztą myślę, że należy on takich siatkarzy, których trudno nie darzyć sympatią :) Myślę, że zagości tu na dłużej, ale nie wiem czy tak od razu :)
      Myślę, że każdy na miejscu Bereniki usiłowałby protestować, w końcu niefajnie jest być wykorzystywanym.
      Pozdrawiam również :)

      Usuń
  2. Eklerkiiiiiiiii!!!111oneone
    Kocham kocham kocham.
    Za Jochena kocham jeszcze bardziej. Babci nie lubię. Wrrr, tępa małomiasteczkowa baba. Ojca Bereniki mam ochotę udusić. Tak samo jak Adę.
    A obłędem w ciapki mnie urzekłaś po prostu.
    Pozdrawiam. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. <3
      Noc dodać nic ująć odnośnie bohaterów :)
      Pozdrawiam :))

      Usuń
  3. A weź Ty mi tą Adę. :D Nie polubię jej, oj niee.
    Babci chyba też nie polubię. xd

    Eklerki xddd Hahah. Bartman jako nieświeży eklerek, ahahahahah, jebłam i nie wstaję.

    Niech się Zbysiu i Misiu pogodzą, no. :D

    Cześć, Heniu, miło Cię tu widzieć. Zdrowiej.
    Tak, tak, to kogo my tam jeszcze mamy? O, cześć Alek, cześć Perła, cześć, Krzysiaczkuuuu... PIOTRUŚ. *__________________* Matka wie, że ćpię.

    U mnie nówka nie śmigana ;)
    Pozdrawiam. :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze trzeba się będzie z nią trochę pomęczyć :D
      Pierwszej świeżości to on już nie jest :D
      Zobaczymy ;)
      Trzeba było Piotrusia przedstawić w jakiś charakterystyczny sposób ;)
      Pozdrawiam również :*

      Usuń
  4. Lubię Weronikę. Jest zdecydowanie na in plus w tych opowiadaniu. :D. Taki dobry duszek, choć czasem potrafi być wkurzająca. :D. Zupełnie tak jak ja, nie żeby coś.. :P.
    Ada, och Ada.. Nie przypadła mi do gustu od samego początku i chyba jej nie polubię nawet jak trochę ją "naprawisz". Jakoś tak Ci powiem, że nie jest w moim guście, o! ;)
    Biedny ten Jochen, tak bez potrzeby na niego nakrzyczała. Ale coś czuję, że ta jej "przelotna" znajomość nie zakończy się tylko na tym niemiłym incydencie na ulicy. ;)
    Z niecierpliwością czekam na kolejny.

    Pozdrawiam! ;* ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można powiedzieć, że jest pozytywnie zakręcona, aczkolwiek podejrzewam, że główna bohaterka jeszcze kilka lat temu unikałaby jak ognia takich osób jak ona :P
      Wygląda na to, że ona nie jest też w guście Zbyszka :D
      A to się jeszcze okaże ;)
      Pozdrawiam również :**

      Usuń
  5. Haha, ja wiedziałam, że ten obcokrajowiec na którym wyżyła się Bera to jakiś siatkarz :D Ciekawe czy ta dwójka jeszcze się spotka i jak to będzie ewentualnie wyglądać. Bo nie wykluczam żadnej opcji: ani przeprosin, ani kolejnej kłótni :P
    Zaskoczyła mnie ta informacja o ojcu Niki. Nie wiem czy wcześniej jej nie podawałaś, czy ja po prostu zapomniałam, no ale dzisiaj to jestem zdziwiona! Nie spodziewałam się tego po nim, on się wydawał tkim ustatkowanym mężczyzną ceniącym swoją rodzinę. Pamiętam go z pierwszej części, gdzie był takim surowym, ale sprawiedliwym w gruncie rzeczy ojcem. A tu taki paskudny skok w bok. Nie dziwię się Nice, że nie chce go znać.
    Tą babkę nie wiem jak ocenić. To kolejna bardzo charakterystyczna postać, ale nie wiem czy mogę tak szczerze powiedzieć, że jej nie lubię. Chyba aż tak mi nie podpadła, aczkolwiek to prośba (a może raczej polecenie) by Bera zajęła się przyrodnim bratem była nieco bezczelna :/ Mam nadzieję, że ona się nie do w to wkopać, choć w takim przypadku na pewno byłoby ciekawie :D
    No i jeszcze Ada na koniec. To naprawdę super, że ona super całuje xD Rozbawiło mnie to :D Nie sądzę jednak żeby z tego coś wyszło. Wydaje mi się, że Zbyszek nie przypomni już sobie co tak bardzo urzekło go w narzeczonej. No i jestem ciekawa co będzie z Kubiakiem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba było łatwe do przewidzenia :P Zobaczymy, jak to wszystko się potoczy, ale prawdą jest, że nie można wykluczyć żadnej opcji ;)
      Sprawa ojca wyszła "na jaw" dopiero w tym rozdziale, a więc niczego nie przeoczyłaś :) Czasami pozory mylą i okazuje się, że wcale nie znamy kogoś tak dobrze jak nam się wydawało.
      O, to jesteś chyba pierwszą osobą, która nie ocenia babki jednoznacznie :) A Berenika pewnie nie da się wkopać, no chyba że naprawdę nie będzie miała innego wyboru :)

      Usuń
  6. Oj widać, że dobrze Ci się pisało. Z każdego akapitu wyziera dobra forma autorki, wcale się nie dziwię, że nie chciałaś przerywać.
    Mnie urzekła przyśpiewka na meczu, bo w mojej głowie Weronika wykrzykująca "śpiewaj!" wprost do ucha koleżanki to przekomiczny obrazek.
    No i tęsknota Zbigniewa za Miśkiem, odsuwająca na bok nawet kuszące usta Ady, rozczula jak mało co. Tylko co w tym dziwnego, jak można nie tęsknić za Kubiakiem ;).
    No i co teraz? Jochen jako dodatkowy składnik mieszanki wybuchowej? Czekam, czekam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie, że tak to odbierasz, choć muszę przyznać, że zawsze w trakcie pisania docieram do momentu, w którym coś się "zacina" i nie umiem ruszyć dalej.
      W mojej głowie to też wyglądało przekomicznie :)
      Jochen jako dodatkowy składnik na pewno, ale czy mieszanki wybuchowej? Ja nic nie wiem! :)

      Usuń