sobota, 14 listopada 2015

Epizod czwarty, czyli: Siatkarzem jesteś, matołku!

- Brat nazywa się Zbigniew Bartman? - zapytała przytomnie Berenika.
- Aż tak jestem podobna do tego brzydala? - Roześmiała się perliście, a pielęgniarki mimowolnie jej zawtórowały. - Zgadza się, Zibi jest moim bratem i mam ochotę wytarmosić go za uszy za ten horror, który nam ostatnio zgotował! - rzuciła hardo.
- Fakt, prawie kopnął w kalendarz - odezwała się Weronika, po czym dyskretnie syknęła z bólu pod wpływem kopniaka w kostkę, którym uraczyła ją Fabiańska.
- No właśnie! - przyznała. - A jakby tego było mało, bidulek zapadł na amnezję, prawda? - Powiodła wzrokiem po swoich rozmówczyniach w oczekiwaniu na odpowiedź. Dziewczyny pokiwały zgodnie głowami. - Ja nie wiem, gdzie ten baran miał łeb, kiedy postanowił przekwalifikować się z siatkarza na kierowcę rajdowego, bo chyba inaczej nie da się uzasadnić prawie dwusetki na liczniku - ciągnęła. - No dobrze, to która z pań pomoże mi dotrzeć na jego salę? - Zerknęła ponownie na pielęgniarki. - Ja przepraszam za kłopot, ale moja orientacja w terenie zwykle sięga poziomu zera absolutnego, o czym świadczy choćby fakt, że minęły dwie godziny zanim udało mi się odnaleźć drogę do szpitala.
- Proszę pójść za mną - zaoferowała Berenika i wystrzeliła z dyżurki jak z procy, a Bartmanówna posłusznie wypełniła jej polecenie.
- W ogóle jak on się teraz czuje? - zagaiła czarnowłosa, próbując dotrzymać kroku dreptającej żwawo Fabiańskiej.
- Oprócz tego, że doskwiera mu amnezja, wszystko powoli wraca do normy.
- Czyli będzie mógł nadal grać?
- O to trzeba zapytać lekarza - odpowiedziała wymijająco. - Jesteśmy na miejscu. - Wskazała dłonią na ogromne przeszklone drzwi prowadzące do pomieszczenia, z którego dochodziło charakterystyczne pikanie. - Gdybym mogła jeszcze w czymś pomóc, wie pani gdzie mnie szukać - Uśmiechnęła się przyjaźnie.
- Dziękuję pani... Bereniko. - Rzuciła okiem na identyfikator Fabiańskiej, odwzajemniwszy sympatyczny gest. - Swoją drogą, ma pani dość niespotykane imię. Ech, dlaczego ja muszę być pospolitą Kaśką? * - westchnęła.
Panie pożegnały się, a Berenika wróciła do swoich obowiązków, jednak na odchodne zdążyła usłyszeć, jak Kaśka mamrocze pod nosem: Gdyby nie leżał tutaj jak kłoda z zabandażowaną głową, zrobiłabym mu z dupy jesień średniowiecza! Już zaczynała lubić tę dziewczynę!

* * *

Nazywam się Zbigniew Bartman, mam dwadzieścia pięć lat, pochodzę z Warszawy... - Zbyszek coraz częściej przyłapywał się na powtarzaniu pamiętanych przez siebie informacji, jakby w obawie, że i one prędzej czy później jakimś cudem wyparują mu z głowy. I znowu: Nazywam się Zbigniew Bartman, mam dwadzieścia pięć lat, pochodzę z Warszawy i jestem... - właśnie, kim był? Jak dotąd nikt nie raczył mu tego powiedzieć. Czym się zajmował? Czy skończył studia? Był zwykłym szarym pracownikiem o dochodach nieprzekraczających najniższej krajowej, czy może pławił się w luksusach? Wątpliwości mężczyzny któregoś dnia postanowił rozwiać pewien jegomość z nażelowaną fryzurą i rozbrajającym uśmiechem, ukradkiem przynosząc do szpitala piłkę do siatkówki.
- Co to jest? - zapytał z wymalowaną na twarzy śmiertelną powagą, podrzucając lekko żółto-granatową Mikasę.
- Straciłem pamięć, nie rozum. - Brunet posłał w stronę mężczyzny uśmiech upiększony nutką sarkazmu, po czym przejął od mężczyzny kulisty przedmiot i zaczął obracać go w dłoniach.
- To było pytanie retoryczne. - Wywrócił teatralnie oczami, zawiedziony ignorancją zielonookiego. - A tak zupełnie poważnie - ta oto niepozorna piłeczka jest całym twoim życiem, Zbychu.
Bartman obrzucił swego rozmówcę spojrzeniem kryjącym w sobie dziesiątki pytań, nadal nie rozumiejąc, do czego pije rzeszowski libero.
- Siatkarzem jesteś, matołku! - Perlisty śmiech Ignaczaka poniósł się echem po całej sali. - No co się tak patrzysz? Przecież musiałeś w jakiś sposób wyrobić sobie te muskuły! Zresztą jeśli nie wierzysz, zapytaj ciocię Wikipedię.
I zapytał. Podążając za radą Krzysztofa, wygooglował swoje imię i nazwisko, a następnie kliknął w odnośnik do największej internetowej encyklopedii. Polski siatkarz grający na pozycji atakującego. Mistrz Europy, bla, bla, bla... To na pewno o nim? W prawym rogu widniało zdjęcie mężczyzny łudząco podobnego do niego, więc o pomyłce nie mogło być mowy. Mimo to zielonooki czytał owe rewelacje z rozdziawioną buzią i wybałuszonymi oczami. Zabawne, jak wielu nowych rzeczy nieustannie się o sobie dowiadywał. Gdy jednak jego wzrok zatrzymał się na informacji o młodzieńczym czempionacie Starego Kontynentu w siatkówce plażowej, jego ciałem zawładnęło dziwne uczucie. W skroniach poczuł nienaturalne pulsowanie, serce zadudniło mu jak dzwon Zygmunta, a podświadomość zaczęła podsyłać nieznane obrazy. W wyobraźni ujrzał krótkowłosą dziewczynę o brązowym, zawadiackim spojrzeniu i kpiącym uśmieszku, którą obsypywał pocałunkami, obdarzał bukietem słoneczników i żeby nie było zbyt słodko, wysłuchiwał także bluzgów kierowanych pod własnym adresem. Tłem wspomnień było morze i piaszczysta plaża. Atakujący zachodził w głowę, kim była owa nieznajoma i aby zasięgnąć jakichkolwiek informacji, postanowił podpytać nieco swoich bliskich. Siostra siatkarza, zapytana o tożsamość niewiasty, wzruszyła lekceważąco ramionami, stwierdzając, iż  to na pewno jedna z jego wielu koleżanek, wszak zielonooki nie stronił od towarzystwa płci przeciwnej.
Wieść o mglistym wspomnieniu Zbigniewa dotarła również do Adrianny, która w związku z tym faktem uruchomiła w swym czerepie szereg sygnałów ostrzegawczych, mających niewiele wspólnego z logicznym rozumowaniem, delikatnie rzecz ujmując.
- Zdradziłeś mnie?! - podniosła głos, otwarcie demonstrując swoje oburzenie. Czy zdradził? Niewiele na to wskazywało. W owych migawkach był zaledwie kilkunastoletnim opalonym chuchrem z zalążkami mięśni jak u żonatego wróbla. Majchrzakówna zdawała się być jednak osobą z trudnymi do zwalczenia odruchami zazdrości.
Krótki, aczkolwiek treściwy urywek z przeszłości wlał w serce Zbigniewa nieco optymizmu, dając mu nadzieję na rychłe przypomnienie sobie wszystkich faktów z własnego życia. Tak jednak się nie stało, co powodowało w zielonookim narastającą frustrację, której nie omieszkał wyładowywać na otoczeniu. Jedną z jego ofiar stała się Bogu ducha winna Berenika, gdy nie dotarła na czas z kroplówką, której tak usilnie się domagał. Na nieszczęście obojga, mężczyzna został przeniesiony na oddział, na którym dziewczyna pracowała.
- Nie jest pan jedynym pacjentem w tym szpitalu - rzuciła mało uprzejmie, kiedy wytknął jej opieszałość w wypełnianiu obowiązków. - A ja nie jestem pańską służącą!
- Nie dziwię się, że służba zdrowia jest zewsząd krytykowana, skoro w białych fartuszkach paradują takie zołzy - zręcznie odbił piłeczkę, rozciągając wargi w szyderczym uśmiechu. Fabiańska nie zdecydowała się na ciętą ripostę, którą zgasiłaby bruneta niczym zdeptanego na ulicy papierosa, jedynie posłała mu pełne pogardy spojrzenie ciskających gromy brązowych oczu. Spojrzenie, które wydało mu się dziwnie znajome...

* * *

Powinna przejść nad gderaniem Zbigniewa do porządku dziennego jak w przypadku każdego upierdliwego pacjenta, ale jego bezdenne prostactwo raziło ją niczym słońce w upalny dzień. Upływający czas był łaskawy dla Bartmanowej aparycji, co prawdopodobnie stwierdziłaby niejedna przedstawicielka płci pięknej, ale dla rozumu i kultury osobistej? Niekoniecznie. Widocznie kiedy Pan Bóg rozdawał swym dzieciom te szlachetne cechy, on ustawił się w kolejce po urodę. Berenika odnosiła wrażenie, że wciąż był tym samym nadętym frajerem, z którym darła koty w trakcie sopockich wczasów. I pomyśleć, że tak bardzo przejęła się jego wypadkiem!
Incydent z mało uprzejmym atakującym obudził w Fabiańskiej wspomnienia z pamiętnych wakacji w Sopocie. Powróciwszy do domu po wyczerpującym dyżurze, wygrzebała z czeluści szuflady swój pachnący stęchlizną stary pamiętnik o lekko pożółkłych kartkach pokrytych blednącym i momentami mało starannym pismem. Ubieranie w słowa targających jej młodzieńczym wnętrzem emocji dawało jej swego rodzaju ukojenie, nawet jeśli problemy poruszane na kartach zamykanego na kłódkę dzienniczka zdawały się zupełnie błahe. Zapewne gdyby w czasach jej nastoletniego buntu istniał program Surowi rodzice, państwo Fabiańscy ani na moment nie zastanawialiby się nad zgłoszeniem jej kandydatury, głęboko wierząc w zbawienny wpływ przerzucania siana w stodole i wywożenia obornika na kształtowanie charakteru młodocianego recydywisty. Berenika żałowała wielu zachowań przysparzających jej rodzicom kolejnych siwych włosów na głowie, jednakże trudno nie zgodzić się ze stwierdzeniem, że młodość rządzi się własnymi prawami, a z biegiem czasu łagodnieje nawet największy zawadiaka.
Fabiańska uśmiechała się pod nosem, trochę z sentymentem, trochę z politowaniem, czytając wybiórcze fragmenty własnych wypocin, które bez wahania określiła mianem gimbusiarskich, Grafomania w czystej postaci! Owych zapisków nie pokazałaby nawet Łukaszowi, bo chociaż przed najlepszym przyjacielem nie miała żadnych tajemnic, była święcie przekonana, że nawet on ujrzawszy zawartość jej pamiętnika, wybuchnąłby niekontrolowanym śmiechem. W ogóle na samą myśl, że ktokolwiek mógłby odkryć jej bazgroły oblewała się rumieńcem wstydu. Dlaczego w takim razie nie zdecydowała się na ich pozbycie? Na pewno duża była w tym zasługa wyżej wspomnianego sentymentu, a poza tym nic tak nie poprawiało jej humoru po ciężkim dniu, jak nastoletnie wynurzenia, w trakcie czytania których nie sposób było nie wprawiać w ruch mięśni twarzy. Dziewczyna była jednak zmuszona przerwać kartkowanie dziennika, usłyszawszy domagający się jej uwagi telefon. Chwyciła urządzenie, a uśmiech momentalnie spełzł jej z lica, ustępując miejsca skwaszonej minie. Zdecydowanie nie przepadała za rozmowami z próbującą nawiązać z nią kontakt osobą, zwłaszcza tych telefonicznych. Mimo to usiłowała być miła, co nie zawsze wypadało wystarczająco wiarygodnie.
- Cześć, babciu - rzuciła na powitanie. Po drugiej stronie usłyszała pełne dezaprobaty fuknięcie. 
- Nie cześć, tylko dzień dobry. Jak długo jeszcze będę musiała to powtarzać, Bereniko? Zresztą nieważne, nie po to dzwonię. - Brunetka mogłaby przysiąc, że w tym momencie kobieta machnęła lekceważąco ręką. - Może odwiedziłabyś wreszcie swoją babkę, skoro już zakotwiczyłaś się w tym Rzeszowie?

* Z góry przepraszam wszystkie Katarzyny, nie bierzcie tego do siebie. Chciałam tylko nakreślić kontrast. Siostra Zbigniewa najprawdopodobniej będzie barwną i charyzmatyczną postacią, stąd jej przekonanie, że mogłaby bardziej wyróżniać się z tłumu, również pod względem imienia.

~ * ~
Mam dwa tygodnie na napisanie kolejnego rozdziału. Dam radę? I hope so.
Widzicie? Zbigniewowi już coś świta, ale przed nim długa droga. No dobrze, to skoro jesteśmy już w temacie, chciałabym z tego miejsca wyjaśnić kilka rzeczy:
Po pierwsze - Ada. Ja wiem, że jak na razie panna zapowiada się na intrygantkę, histeryczkę i słodką idiotkę w jednym (o ile to w ogóle może ze sobą korespondować), ale może wcale nie będzie aż tak szablonowo? Zobaczymy jak to wszystko ułoży mi się w głowie.
Po drugie - Berenika & Zbyszek. Miłość między tą dwójką to dopiero może być. Wcześniej ich relacja sprowadzała się przede wszystkim do wzajemnej fascynacji. Mogłabym w tym miejscu dopisać I tyle, ale chyba nie powinnam. W każdym razie do wspomnień jeszcze powrócimy.
Po trzecie - Ewentualne zakończenie. Jakiś end pewnie będzie, bo nie zwykłam porzucać rozpoczętych opowiadań, nawet jeśli tracę do nich natchnienie i cierpliwość, ale czy na pewno happy? Zobaczymy. I tutaj też mam spory mętlik.
Do następnego :)

14 komentarzy:

  1. Zbyszek sobie coś przypomniał, ale kto wie jak dużo to zmieni? :) Ciekawa jestem czy skojarzy, że Berenika i dziewczyna z jego wspomnienia to ta sama osoba. Było by miło i na pewno interesująco. :)
    Siostra Zbyszka od razu skradła moje serce, bo wydaje mi się być naprawdę barwną postacią. Mam nadzieję, że będzie jej tu więcej :)
    Co do telefonu od babci: już mi się ta kobieta nie podoba. Od razu widać bijącą od niej wrogość. Nie polubiłam jej, zdecydowanie nie.
    Czekam na kolejny rozdział i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet jeśli Zbyszek zacznie cokolwiek kojarzyć, to chyba jeszcze nie teraz, choć na pewno historia mogłaby nabrać rumieńców, gdyby coś mu w głowie zaświtało ;)
      Też mam nadzieję, że będzie jej więcej, aczkolwiek na scenie robi się już trochę tłoczno, a ja nadal nie ujawniłam wszystkich postaci. Zobaczymy jak wyjdzie ;)
      Pozdrawiam również :)

      Usuń
  2. Robi się coraz ciekawiej :D Zbyszkowi coś zaczęło świtać. Najwyraźniej ten czas, gdy spotkał Berenikę musiał dla niego wiele znaczyć.
    Co do jego siostry... Kasia wydaje sie być ciekawa postacią. Mam nadzieję, że ona i Berenika zaprzyjaźnią się. Byłaby to wspaniała przyjaźń, coś tak czuję ;)
    Babcia? Ciężko stwierdzić, o co chodzi. Wydaje się być nieprzyjemną osobą i po tym telefonie jakoś nie pałam do niej sympatią. Ale wszystko może się zmienić :)
    Poczekamy, zobaczymy.
    Świetny rozdział, czekam na następny. Pozdrawiam ;**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się w takim razie, że jeszcze nie zanudzam :) Skoro Zbyszek coś pamięta, to chyba faktycznie czas spędzony z Bereniką był ważny :)
      Trudno się nie zgodzić, że babcia od początku wydaje się być odpychająca, a czy rzeczywiście taki osąd jest słuszny, okaże się wkrótce :)
      Pozdrawiam również ;*

      Usuń
  3. To musi dawać sporo satysfakcji kiedy zaledwie kilkoma akapitami wprowadza się postać, którą wszyscy od razu lubią. Mam na myśli oczywiście zwyczajną-niezwyczajną Katarzynę. Idzie się za nią w ciemno. Zdaje się, że ją może być trudniej "zepsuć" niż Adę "naprawić" ale z przyjemnością poczekam i zobaczę co będziesz jeszcze ze swoimi bohaterami tu wyczyniać.
    Jestem również ciekawa jakiego zamieszania kreatorką będzie nobliwa starsza pani. Nie ułatwiasz życia Berenice, z takim charakterem i podejściem do świata w obrębie swojej rodziny z automatu musi uchodzić za czarną owcę, za bardzo jest harda i nieugrzeczniona.
    Zbyszek może sobie dalej błądzić we mgle, jakoś za "właściwym" nim nie tęsknię :) Czy na skutek amnezji przemożnie zastęskni za Kubiakiem? Bo tu rzecz się dzieje, kiedy słynny bromans przeszedł do historii :)
    A że jestem w marudnym nastroju: gdzie Łukasz? I ktoś coś kiedyś wspominał o "koszmarnym Karolku"?
    Pozdrawiam i czekam na rozwój wydarzeń.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno tak, ale osobiście lubię też, gdy zdania na temat danego bohatera są podzielone, bo to oznacza, że nie jest "jednokolorowy".
      Są takie osoby, które nie muszą jakoś szczególnie się starać, bo już samą swoją obecnością wprowadzają zamęt ;)
      Czarna owca to dobre określenie, chociaż kto wie, czy w dalszej przyszłości schedy po Berenice nie przejmie wspomniany przez Ciebie koszmarny Karolek. No właśnie, skoro już jesteśmy w temacie, to polecam uzbroić się w cierpliwość. Wszystko w swoim czasie ;) A Łukasz chyba jeszcze przez jakiś czas będzie w cieniu, choć kiedy już z niego wyjdzie, to niewykluczone, że zaliczy mocne wejście.
      O słynnym bromansie oczywiście pamiętam, dlatego wielce prawdopodobne, że już w kolejnym rozdziale co nieco o nim napomknę :)
      Pozdrawiam i dziękuję :)

      Usuń
  4. Zbyszek przypomina sobie wakacje w Sopocie, wow :O Czekam kiedy skojarzy, że ta zołza, to ta dziewczyna ze wspomnień, o której tak myśli :D Pewnie kiedyś nam to opiszesz, ale znając zycie, to sobie poczekamy... Szczerze, to myślę, ze Kaśka zakumpluje się z Bereniką i to dzięki temu po czasie wyjdzie, że Berenika zna się ze Zbyszkiem. Wyczuwam, że Ada zadowolona nie będzie, ale jakoś mi to nie przeszkadza.
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak przewidujesz, to może trochę potrwać :P
      Ada generalnie jest ciągle niezadowolona, a przynajmniej takie może sprawiać wrażenie ;)
      Pozdrawiam :*

      Usuń
  5. Zbyszkowi przypomniały się wakacje w Sopocie, a nie pamięta swojej narzeczonej. Hm.. Może on po prostu przypomina sobie rzeczy godne przypomnienia? Te z którymi miał miłe wspomnienia, a nie taką Adę, która jest.. No, nie powiem tego. :D. Ale mam nadzieję, że wkrótce sobie wszystko przypomni, bo przecież te oczęta Bereniki były mu tak znajome.. :D
    Co do siostry Zbigniewa.. Już zaczynam ją lubić. :D. Jak będzie miała taki cięty język jak Berenika za młodu to wydaje mi się, że zaprzyjaźnią się.
    Babcia naciska na spotkanie? Coś mi mówi, że za tym stoi coś więcej niż tylko "stęsknienie" się za wnuczką. :)
    Z niecierpliwością czekam na kolejy!

    Pozdrawiam serdecznie! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo możliwe :P Coś w rodzaju pamięci selektywnej ;)
      Berenika chyba jest nie do powtórzenia pod względem ciętego języka, choć Kaśka też siedzieć cicho nie lubi :P
      Pozdrawiam również :*

      Usuń
  6. Siostra Zbyszka jest świetna! Od razu ją polubiłam, mam nadzieję, że nie zmienisz jej w jakieś dziwadło, bo ta postać zapowiada się świetnie.Widać, że jest taka szalona i w pewnym sensie optymistyczna, bo jeśli tak by nie było to przecież nie zareagowałaby w ten sposób na wieść o amnezji brata. Przyznam, że takich tekstów się tutaj nie spodziewałam, myślałam, że wszyscy z rodziny Bartmana będą raczej załamani jego stanem, więc dobrze wiedzieć, że jednak nie :P
    Kolejnym zaskoczeniem jest, że Zbychowi się przypomniała właśnie sopocka znajomość a nie jakaś inna. Wiem, że stwierdzenie, że to przeznaczenie będzie bardzo szablonowe i przewidywalne no ale jak ja mam to inaczej nazwać? :D Widzę, że in stosunki wracają do samych początków, czyli wzajemnego dogryzania xD Co do tamtej przeszłości, rzeczywiście miłość to chyab za duże słowo. Sama nie pamiętam czy go używałam w swoich komentarzach, ale jeśli tak, to muszę je cofnąć i zastąpić fascynacją albo zauroczeniem ;) A Berenika na pielęgniarkę w dalszym ciągu mi nie pasuje, choć widać, że jej podejście do pacjentów jest całkowicie w jej stylu :D No, w każdym razie do pacjenta Bartmana, ale sądzę, że wobec innych też nie jest wzorem cnót i ostoją troskliwości xD A babcia wydaje się kolejną barwną postacią i jestem ciekawa jej spotkania z wnuczką. Muszę przyznać, że zazdroszczę Ci, że potrafisz wykreować takich wyrazistych bohaterów, bo ja ile razy się do takowych przymierzam, tyle razy odnoszę porażkę :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszą mnie pozytywne reakcje i również mam nadzieję, że nie zepsuję Kaśki, bo naprawdę, byłoby szkoda :)
      Ależ ja nie zabraniam używania słowa "przeznaczenie" :P Może faktycznie coś w tym jest? ;)
      Zołzowate pielęgniarki się zdarzają, więc bardzo możliwe, że Berenika również należy do tego grona, choć oczywiście niewykluczone, że tylko Bartman sobie u niej nagrabił :D
      I nie zgadzam się, że nie potrafisz kreować wyrazistych postaci. A Laura i Grzesiek? Nie można zaprzeczyć, że mocno się wyróżniają :)

      Usuń
  7. Krzysiu, Krzysiu! <3 Ach ten figlarz, musiał namącić Zbysiowi w łepetynie.

    Podoba mi się postać siostry Zbycha. :)
    Za to tą jego lejdi wysłałabym na Madagaskar, albo nie wiem gdzie. Gdzieś w cholerę. Boże, co za pustak.

    Pozdrawiam :*

    P.S. Wiedziałam, że on coś sobie zacznie przypominać. :) To teraz niech skojarzy Berenikę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, Krzysiu nie byłby sobą, gdyby nie wtrącił swoich trzech groszy :P
      Obawiam się, że na tych wszystkich egzotycznych wyspach zaczyna brakować już miejsca dla takich jak ona :D
      Myślę, że to było do przewidzenia :)
      Pozdrawiam również :*

      Usuń