środa, 6 stycznia 2016

Epizod siódmy, czyli: Brawo Zbychu, makówka pracuje!

Co za ironia losu.
Prędzej uwierzyłaby, że w mieszkaniu straszy duch trzeciego męża babki Anastazji niż w to, że jej sąsiadem okaże się Bartman. Wszystko wskazywało na to, że facet był jak bumerang - ciągle wracał, nawet jeśli była święcie przekonana, że się go pozbyła. Tak było już od czasów lata w Sopocie - ileż to razy prosiła, błagała i groziła w nadziei, że zostawi ją w spokoju, a mimo to on uparcie szukał sposobu, by zwrócić na siebie jej uwagę, nierzadko stosując zagrania na poziomie szkoły podstawowej. Osiem lat później powtórnie pojawił się w jej życiu, jednak tym razem myślała, że wraz z dniem, w którym otrzymał wypis ze szpitala, widzi go po raz ostatni. I znów się pomyliła.
- Mamo, oddzwonię do ciebie. Cześć. - Zbyszek przedwcześnie zakończył rozmowę z rodzicielką, a na jego lico wpełzł cwaniacki uśmieszek. Berenika zmarszczyła czoło i wydęła wargi. Miała podły humor, jej włosy sterczały na wszystkie strony, najbardziej przykuwającym elementem pozbawionej makijażu twarzy były worki pod oczami, popiół z wypalającego się papierosa opadał na balkonowe płytki, a ona stała twarzą w twarz z facetem, którego miała już nigdy więcej nie spotkać.
- Ależ trzeba było kontynuować. Nieładnie tak przerywać w połowie rozmowy - zauważyła słusznie Berenika.
- Założyłem, że ma pani do mnie jakąś sprawę, ewentualnie dostrzegła coś interesującego na moim balkonie - odrzekł nie bez cienia złośliwości. - W ogóle to dzień dobry, mi również miło znów panią widzieć, pani... Bereniko, o ile mnie pamięć nie myli. - Bartman pozwalał sobie na coraz większą swobodę i nonszalancję, co niesamowicie irytowało Fabiańską.
- Dobrze, że pan dodał o ile mnie pamięć nie myli, bo w ostatnim czasie bywało z nią różnie. - Fabiańska ze wszystkich sił starała się dotrzymać kroku swojemu rozmówcy.
- O kimś takim jak pani nie sposób zapomnieć. - Pod wpływem słów atakującego Berenice mimowolnie zrobiło się gorąco. To oczywiste, że nie miał pojęcia kim jest, ale mimo to poczuła się dziwnie nieswojo. - Swoją drogą, dobrze wiedzieć, że w pobliżu mieszka pomoc medyczna.
- Nie pracuję po godzinach - odparła mrukliwie i zacisnęła palce lewej dłoni na poręczy balustrady.
- Widać. - Zerknął wymownie na trzymanego przez nią papierosa. - Nie uważa pani, że służba zdrowia to dość... zakłamane środowisko? Jej przedstawiciele nakazują prowadzenie zdrowego trybu życia, trzymanie się z dala od wszelkich używek i karcą za niestosowanie się do zaleceń, a sami rujnują własne zdrowie, przy okazji zatruwając innych.
Francuski piesek się znalazł!, pomyślała z przekąsem Berenika. Od kiedy stał się takim zagorzałym przeciwnikiem palenia?
Dziewczyna już dawno odnotowała, że wypadek i będąca jego następstwem amnezja wydobyły ze Zbigniewa kolejne paskudne cechy. W trakcie pobytu w szpitalu stał się zrzędliwym pierdołą o mentalności emeryta, łatwo wpadającym w złość i lubiącym rozstawiać ludzi po kątach. Berenika nie miała zamiaru patyczkować się z nim tylko dlatego, że był TYM Bartmanem, potłukł sobie główkę i miał problemy z pamięcią, co niejednokrotnie prowadziło do różnego rodzaju spięć. Nie była służącą Zbyszka i miała w głębokim poważaniu jego muchy w nosie, zresztą nigdy nie potrafiła przesadnie rozczulać się nad pacjentami, przez co często zarzucano jej brak empatii.
Fabiańska sięgnęła po popielniczkę i zgasiła papierosa. Straciła ochotę na palenie, choć kusiło ją, żeby ostatni raz zaciągnąć się dymem, którym chuchnęłaby Zbyszkowi prosto w twarz. Dla zasady.
- Przepraszam pana i pańskie wrażliwe płuca, następnym razem będę zatruwać pelargonie sąsiadki. - Przykleiła na twarz sztuczny uśmiech, jednocześnie spostrzegając, że mimo oddzielającej ich balkony ściany, dystans między nimi niebezpiecznie się zmniejszył. I że wzrok bruneta jest odrobinę natarczywy.
- No proszę, jednak można się z panią dogadać. Bardzo mnie to cieszy, w końcu z sąsiadami należy żyć w zgodzie, prawda?

* * *

Panujący w pokoju mrok przełamywało światło niewielkiej lampki nocnej spoczywającej na szafce. Zbyszek leżał na wznak, podpierając głowę rękami i wpatrując się w sufit. Był zbyt zmęczony, by ruszyć się z łóżka, ale wciąż za mało, by mógł zmorzyć go sen. Jego myśli mimowolnie krążyły wokół tej "głupiej flądry", która najpierw skompromitowała go przed znajomymi z boiska, a później narobiła rabanu z powodu jednego niewinnego żartu. Być może właśnie dlatego miał problemy z zaśnięciem. Sąsiednie łóżko zajmował Michał. Siedział oparty o ścianę ze słuchawkami w uszach, kiwając głową w rytm muzyki sączącej się z discmana i pokonując kolejne poziomy jakiejś gry znajdującej się w jego telefonie. Nagle wyłączył odtwarzacz i odłożywszy komórkę, spojrzał w jego stronę.
- A ty co się tak gapisz na ten sufit? Gwiazdy liczysz?
- Pomyśleć nie można? - odpowiedział pytaniem na pytanie, na powrót zatapiając wzrok w białej powierzchni nad sobą.
- Panie i panowie, ZBYSZEK MYŚLI! - zawołał szatyn, ledwo tłumiąc chichot. - Trzeba ten dzień zapisać w kalendarzu i ustanowić świętem narodowym. Żeby tylko ci się zwoje nie przegrzały, myślicielu.
- Odwal się - burknął. - I wiesz co? Ten tekst był w stylu...
- Nowej Miss Mokrego Podkoszulka?
- Z ust mi to wyjąłeś. Uważaj, zołzowatość bywa zaraźliwa.
- Nie bardziej niż twoja rzekoma głupota - parsknął w odpowiedzi, za co oberwał poduszką w głowę. Taki właśnie był Michał. Niezastąpiony kompan do gry, browara i żenujących żartów, które nikogo poza nimi nie śmieszyły. - No i wszystko jasne! - Klasnął w dłonie. - Jakieś wnioski?
- Muszę znaleźć na nią sposób. - Wyraźnie ożywiony Bartman usiadł po turecku i zaczął lekko kiwać się na boki.
- No, to serwus geszeft. - Kubiak nie podzielał entuzjazmu swojego przyjaciela. - Założę się, że ta niezrównoważona idiotka...
- Naprawdę chcesz się założyć? - Wszedł mu w słowo i poderwał się z miejsca, obrzucając go wyzywającym spojrzeniem. Michał zrobił to samo, po chwili łącząc ich dłonie w silnym uścisku. 
- W sumie... Czemu nie? Jak wygram, kupujesz mi nowy odtwarzacz. Ten staruszek już ledwo zipie. - Wskazał na porzuconego w rogu łóżka discmana.
- A jak ja wygram - Bartman przywołał na twarz przebiegły uśmieszek - chętnie zobaczę cię w platynowym blondzie.


* * *

To było... dziwne. I nie, wcale nie chodziło o spotkanie z tą uszczypliwą, choć niezaprzeczalnie mającą w sobie coś interesującego Bereniką, ale kolejne wyrwane z kontekstu i nie dające się umieścić w konkretnej czasoprzestrzeni wspomnienie, które ni stąd, ni zowąd wdarło się do jego podświadomości. Będąc w szpitalu nie potrafił przypomnieć sobie zbyt wiele, dlatego każdy tego rodzaju urywek mógł być uznany za niewielki krok do przodu, jednak sęk w tym, że zlepek niepoukładanych fragmentów nijak nie dawał się ułożyć w ciąg logicznie uporządkowanych wydarzeń. Kolejność ich pojawiania się była przypadkowa, zupełnie jak podczas losowania totolotka, kiedy to kilkadziesiąt ponumerowanych kuleczek wpada do komory, decydując o czyjejś wysokiej wygranej. Cóż, najważniejsze, że nastąpiło zwolnienie blokady.
Podczas gdy Zbyszek dywagował nad irracjonalnością swojej sytuacji, ktoś postanowił złożyć mu wizytę. W pierwszej chwili Bartman przestraszył się, że znów będzie zmuszony tracić czas i energię na czcze dyskusje z Adą, chociaż jeśli wierzyć słowom matki, Majchrzak była zbyt obrażona, by w najbliższym czasie podejmować próby udobruchania zielonookiego. Być może nie mógłby nazwać siebie mistrzem taktu, ale wtedy czuł, że kompletnie stracił cierpliwość, a owijanie w bawełnę nigdy nie było w jego stylu. Pod tym względem był bliźniaczo podobny do Michała, który odwrócił się od niego z bliżej nieznanych mu powodów. To była rzecz, którą najbardziej chciał odnaleźć w czeluściach swojej pamięci, a co dostał w zamian? Głupie i niemające większego znaczenia wspomnienie młodzieńczego zakładu, zapewne jednego z wielu. Nawet nie wiedział, czy go wygrał. Zaraz, zaraz... Chyba gdzieś mignęło mu zdjęcie ufarbowanego na blond Kubiaka...
Zbyszek nie potrafił powstrzymać się przed cichym westchnieniem ulgi, ujrzawszy u progu swego lokum Krzyśka. Ze smutkiem stwierdził, że rzeszowski libero w zasadzie był jedyną osobą ze środowiska siatkarskiego, która naprawdę interesowała się jego losem. Igła regularnie odwiedzał go w szpitalu i utrzymywał z nim kontakt telefoniczny, a po ucieczce z Warszawy bez mrugnięcia okiem pomógł mu w rozwiązaniu problemów mieszkaniowych. No i nie przestraszył się jego amnezji, czego nie można było powiedzieć o pozostałych kolegach z boiska. Chłopcy najwyraźniej nie mieli pojęcia jak zachowywać się w jego towarzystwie, mając świadomość, że nie wie kim są, dlatego woleli zachowywać bezpieczny dystans. On sam na razie nie najlepiej czuł się w większych zbiorowiskach, dlatego propozycja Krzysztofa, który chciał zabrać go ze sobą na trening Resovii, początkowo spotkała się z jego stanowczą odmową.
- To zły pomysł, Krzysiu.
Libero wywrócił oczami, przycupnął na podłokietniku kanapy i sięgnął do stojącej na stoliku miski z jabłkami, po czym wziął jeden owoc i zaczął go podrzucać, co chwilę zerkając na Zbyszka opartego o parapet z rękami wciśniętymi w kieszenie dżinsów.
- Wolisz siedzieć tutaj sam jak palec i pierdzieć w stołek? Nie możesz bać się kontaktu z ludźmi, których znasz. A przede wszystkim nie możesz bać się kontaktu z siatkówką.
- Nie boję się - powiedział twardo, choć dla Krzyśka brzmiał jak kilkuletni dzieciak usiłujący za wszelką cenę przeforsować własne zdanie. - Po prostu nie pamiętam ani siatkówki, ani ludzi z którymi ponoć w nią grałem.
- Ja też jestem jednym z nich, i co? Nie zauważyłem, żebyś uciekał przede mną w popłochu.
- Ty to co innego.
- Oj, Zbychu, Zbychu. - Igła wstał i odłożywszy jabłko na swoje miejsce, zaczął spacerować po pokoju, jak przystało na osobę z wiecznie niespożytymi pokładami energii. - Przecież ja nie namawiam cię do wychodzenia na boisko. Chcę tylko, żebyś pojechał ze mną na halę, pooglądał drużynę w akcji i pooddychał tą specyficzną siatkarską atmosferą, która wbrew pozorom jest ci doskonale znana.
- Jesteś pewien, że w powietrzu unosi się zapach siatkarskiej atmosfery? - Bartman poruszył brwiami, uśmiechając się półgębkiem. Ignaczak sukcesywnie zmiękczał jego opór, chociaż brunet nie do końca potrafił przyznać się do tego przed samym sobą.
- Owszem, dopóki nie wejdziesz do szatni. - Mrugnął porozumiewawczo i podszedł do bruneta, a następnie poklepał go po ramieniu. - To co, zbieramy się?
- Sam nie wiem... - zawiesił głos.
- Jezu, Zibi, wahasz się jak baca na górce z tego dowcipu. Zbieraj tyłek i jazda na Podpromie, bo nabawisz się jakiejś fobii społecznej i wołami cię stąd nie wyciągnę!
Bartman uległ namowom swojego kolegi, więc niedługo potem ruszyli w drogę, w trakcie której jego towarzyszowi nie zamykała się buzia. Igła z chęcią odpowiadał na wszystkie zadawane mu pytania, nierzadko wtrącając swoje trzy grosze.
- Przed wypadkiem zdążyłeś zagrać tylko w jednym meczu. Z Olsztynem, z którym wygraliśmy 3:0.
- Ktoś mnie zastępuje?
- Mamy Jochena, naszego drugiego atakującego, który orze jak może, chociaż eksperci twierdzą, że stać go na więcej. Ja tam się nie znam, jestem tylko gościem od czarnej roboty. - Roześmiał się serdecznie. - No i w pogotowiu czeka też ktoś z młodej ligi, ale wszyscy liczą, że niedługo wrócisz. - Spojrzał na niego znacząco, ale Zbyszek spuścił wzrok. O ewentualnym powrocie nie chciał na razie rozmawiać. Jeśli granie w siatkówkę było jedyną rzeczą jaką w życiu potrafił, przyszłość nie malowała się w najjaśniejszych barwach. - Twoje fanki też na pewno zdążyły się za tobą stęsknić...
Bartman prawie zakrztusił się własną śliną.
- Jakie znowu fanki?
- Jeszcze się pytasz? Stary, szał macicy na ulicy, do tej pory piskliwe Zibiiii wykrzykiwane przez dziesiątki niewieścich gardeł w wieku trzynaście plus boleśnie dźwięczy mi w uszach - relacjonował z ożywieniem, nie omieszkając owego pisku zademonstrować, co wprawiło jego towarzysza w niepohamowaną wesołość. - Odkąd cię nie ma, poziom decybeli na Podpromiu znacznie spadł. Ej, tylko mi się tutaj nie zapowietrzaj, bo trzeba będzie wzywać pomoc medyczną! - rzucił na widok czerwonego na twarzy Bartmana.
- O nie, tylko nie to - odchrząknął, prostując się na siedzeniu. - Znam jedną pielęgniarkę, która najchętniej wstrzyknęłaby mi podwójną dawkę trucizny, uprzednio poddając nieludzkim torturom.

Zbyszek nie wiązał wielkich nadziei z wizytą w Twierdzy Rzeszów. Przywitał się z drużyną, w szeregach której kilka twarzy wydało mu się znajomych, zamienił parę słów z trenerem Kowalem i resztą sztabu szkoleniowego, a kiedy rozpoczął się trening, usiadł w miejscu przeznaczonym dla zmienników i z miną wyrażającą względne zainteresowanie obserwował pracujących w pocie czoła siatkarzy. I wtedy coś zaskoczyło. Cały świat wokół na moment zwolnił, a on poczuł dziwne mrowienie rozchodzące się po całym ciele. Wszystko wróciło jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Oczami wyobraźni ujrzał każde wspomnienie, jakby ktoś wyświetlał w jego głowie kadry z filmu, w którym był jedną z głównych postaci. Zobaczył siebie jako młodego chłopaka zbierającego doświadczenie w Metrze Warszawa, później przyszedł czas na siatkówkę plażową i mistrzostwo Europy do lat osiemnastu, a następnie Mistrzostwa Świata tej samej kategorii wiekowej, po których został wielki niedosyt, bo kilka złych decyzji pozbawiło jego i Michała tytułu mistrzowskiego. Złoty medal Starego Kontynentu zdobywał jeszcze dwukrotnie - najpierw w reprezentacji kadetów, a później seniorów. Przypomniał sobie sezony ligowe spędzone we Włoszech, Turcji i Rosji, a także w Warszawie i Jastrzębiu, gdzie jego kolegą z drużyny był Misiek. Pamiętał hale pełne kibiców, wrzawę na trybunach oraz wszystkie wzloty i upadki w drużynie narodowej, jakby to było wczoraj. Porażka na Mistrzostwach Świata w słonecznej Italii, brązowy medal Ligi Światowej 2011, w trakcie której nabawił się kontuzji, przez którą nie pojechał na późniejsze Mistrzostwa Europy, Puchar Świata będący przepustką na Igrzyska, zwycięstwo w Lidze Światowej, po którym wydawało się, że nie ma dla nich rzeczy niemożliwych... Dobry Boże, przecież on wtedy został wybrany najlepszym atakującym! Aż w końcu przyszedł Londyn, gorzki Londyn. Gaśli z meczu na mecz, i choć przed startem rozgrywek upatrywano ich w roli murowanych faworytów, oni odpadli już po ćwierćfinale oddanym niemal bez walki, chyba jako najwięksi przegrani turnieju.
- Zibi, wszystko w porządku? - Krzysiek przystanąwszy w kwadracie dla rezerwowych w celu uzupełnienia płynów, łypnął podejrzliwie na nieco pobladłego atakującego. Brunet gwałtownie poderwał się z krzesła, jakby nagle zaczęło go parzyć i chwycił za ramiona zdezorientowanego libero.
- Wszystko pamiętam! - zawołał radośnie, nie przestając nim potrząsać. - Przypomniałem sobie! Jestem siatkarzem!
- No shit, Sherlock - Zaśmiał się Igła i poklepał po głowie swojego kolegę. - Brawo Zbychu, makówka pracuje! Słyszycie, chłopaki? Zibi odzyskał pamięć! - huknął do pozostałych Resoviaków, a jego głos poniósł się echem po całej hali.
Najważniejsze elementy układanki wracały na swoje miejsce. W kolejce czekały następne.

~ * ~
Ostatnio nic nie idzie mi tak opornie jak pisanie, dlatego być może ten rozdział jest ostatnim przed przymusową przedsesyjną przerwą, w trakcie której zaszyję się w jakimś grajdołku z małym stosem notatek (właściwie już teraz pozdrawiam znad materiałów z "ustrojstwa"). Oczywiście wszystko zależeć będzie od czasu i chęci, ale jeśli nie uda mi się nic naskrobać, to zobaczymy się tutaj dopiero w lutym.
Jak ja nie lubię, gdy bohaterowie wymykają się spod kontroli. Zbyszek wcale nie miał być taki rozsądny i poukładany! Trzeba jednak przyznać, że nie da się go zmierzyć wyłącznie jedną miarą. Berenika widzi go inaczej, Wy widzicie go inaczej i ja również widzę go inaczej. Pytanie, jaki jest naprawdę? Anyway, najważniejsze, że wreszcie przypomniał sobie kim jest. No i zgodnie z wcześniejszą obietnicą pojawiła się pierwsza (i nie ostatnia) retrospekcja.
Pod poprzednim rozdziałem pisałam o oneparcie... Miało być świąteczne opowiadanie inspirowane LemONową Etiudą zimową, a zwłaszcza jedną z piosenek, ale znowu coś poszło nie tak. Prędzej Simon nauczy się lądować telemarkiem niż ja dokończę jakąś miniaturę. Sad but true. Okej, jestem w klimacie skoków narciarskich, bo właśnie zakończył się TCS.
God save Kurek, a będzie dobrze. Musi być.

18 komentarzy:

  1. w końcu wrócił Zbych
    weny ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, wrócił, i to z dalekiej podróży :D
      Dzięki :)

      Usuń
  2. Widzę, że na linii Berenika - Zbyszek nadal iskrzy :D A teraz dopiero zabawa się zacznie, skoro Zibi odzyskał pamięć. :D Jak widać Igła na wszystko znajdzie sposób, nawet na czasową amnezję. Wujek dobra rada i pomocna dłoń w jednym :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że iskrzy, nie może być inaczej :D
      Krzysiu to taki dobry duszek tego opowiadania :)

      Usuń
  3. No oczywiście, zostaw nas tu do lutego w takim momencie. Bartman wraca do siebie, Berenikę ma za ścianą, zaraz wyjawi co się tak naprawdę wydarzyło pomiędzy nim a Kubiakiem i w ogóle ciekawość mnie rozsadza. Nie robi się tak :) Ucz się pilnie, zdawaj szybko i skutecznie i wracaj!!!
    P.S.Warto było czekać, bo to jeden z lepszych rozdziałów zdaje się. I ze względu na fabułę i na formę. I kurde, nadal lubię Zbyszka.
    P.S.2.Fajny pomysł na wyjaśnienie kubiakowej tlenionej fryzury.
    P.S.3.God save Kurek i całą resztę, send them victorious, happy and glorious ... i bilet do Rio :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest właśnie bardzo dobry moment, przynajmniej będziecie się zastanawiać, co wydarzy się dalej, a i ja zyskam czas, by przemyśleć to i owo :)
      Mam nadzieję, że i moja makówka będzie pracować :P
      Fajnie, że uważasz ten rozdział za jeden z lepszych :) Osobiście czasem też potrafię być zadowolona z tych bardziej wymęczonych, bo gdy przełamie się pewną niemoc, to i satysfakcja ze skończenia większa :)
      Oj, a dzisiaj to już w ogóle. Mówią, że nic dwa razy się nie zdarza, dlatego drugi raz półfinału z Francją nie przegramy ;) O matko, to nie w moim stylu aż tak pozytywnie myśleć! :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  4. No proszę, jednak hala i siatkarska atmosfera pomogła! :D Bardzo się cieszę, że Zbychu przypomniał sobie przynajmniej o swoim talencie. Według mnie to i tak jest spory krok do przodu. Ciekawe czy on wróci do treningów. Swoją drogą, mam nadzieję, że ten impuls złapany na Podpromiu przeniesie się też na inne aspekty z życia Bartmana, nie chodzi mi tu koniecznie o Berenikę, ale o ogólnie życie.
    Co do relacji Zbycha z Berą, to tutaj nadal iskrzy zarówno pozytywnie jak i negatywnie. Cóż, zobaczymy jak to rozwiniesz, ja wiem jak to jest, gdy bohaterowie nie chcą współpracować, bo sama tak mam z moimi. Co do ewentualnej sesyjnej przerwy to życzę Ci łatwego przyswajania nauki i zdania wszystkiego za pierwszym razem :) A potem wróć do nas z całą mocą swojej weny :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zbyszek idzie w dobrą stronę, można rzec :) Do treningów wróci, to może zdradzić. Może nie od razu, ale wróci :)
      Bo Zbyszek i Berenika jednocześnie przyciągają się i odpychają, taka specyfika tej relacji :)
      No właśnie, najgorsze, gdy bohaterowie wymykają się z ram pierwotnej koncepcji, wtedy pojawia się spory problem, jak dalej ich poprowadzić :)
      Dziękuję! :)

      Usuń
  5. Berenika i Zbyszek. Cóż mogę powiedzieć, nadal między nimi panuje atmosfera, jakby to ująć, pamiętnych wakacji, a przynajmniej ich początku. On tak kulturalnie do niej, a ona miałaby ochotę mu dogadać, chociaż Zbychu pewnie by jej odpowiedział pięknym za nadobne. :D
    Dobrze, że ma tego Krzysia. I dobrze, że wyciągnął on naszego Zbycha na halę. Co jak co, ale to jego drugi dom, który, co mnie nie dziwi, pomógł mu w przypomnieniu sobie jego siatkarskiej kariery, wzlotów i upadków. Nie mniej jednak, najbardziej czekam na moment, w którym w końcu przypomni sobie te wakacje, na których poznał Berenikę. :D
    Sesja, sesja, sesja.. Oh, ten styczeń będzie ciężki. Wiem co to znaczy, ale cóż, trzeba być twardym, a nie miętkim. :D. Atmosfera skoków również i mi się udzieliła, mam w planach małe co nieco, jednak jeszcze nad tym rozmyślam. ;). Ale ubolewam nad Gregorem.. Tak lubię tego gościa, a on informuje, że zawiesza karierę, jeszcze w dniu swoich urodzin. ;c. Ale trzymam za niego kciuki!
    No i ten.. Kurek, Kubi i spółka walczą i póki co jest dobrze, oby tak było do niedzieli. :D
    Życzę weny i powodzenia na sesji, i już kończę, bo za bardzo się rozpisałam, coś mnie poniosło.. :D. Chyba ta niechęć do nauki na kolokwium z finansów. :D

    Pozdrawiam serdecznie! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tym jest, że historia zatacza koło :D A jak to się skończy? Zobaczymy :)
      Jeszcze sporo wody upłynie w rzece, zanim Zbysiu wydedukuje, kim jest Berenika. Ale małymi kroczkami do wszystkiego dojdzie :)
      Mnie tez jest szkoda Gregora, chociaż nigdy jakoś szczególnie za nim nie przepadałam. Wygląda na to, że wielcy sportowcy muszą się zmagać z równie wielkimi problemami. Mam nadzieję, że wróci, bo przecież za dwa lata igrzyska, a on nadal nie ma upragnionego złota, więc nadal jest o co walczyć.
      Czyżby chodziło o finanse publiczne? Jeśli tak, to łączę się w bólu, bo ja też mam ten przedmiot w tym semestrze. Student studenta najlepiej zrozumie :D Też życzę powodzenia na sesji! :)
      Pozdrawiam również :*

      Usuń
    2. Tak, ja też życzę Gregorowi, aby wrócił i pokazał, że nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. A ja wierzę w to, że wróci jeszcze silniejszy i zdobędzie to upragnione złoto na igrzyskach. :).
      Tak, finanse publiczne.. To jest samo zło, a jeszcze z moim wykładowcą to już w ogóle, Ci powiem. :D
      Powodzenie na sesji bardzo się przyda, więc aby nie zapeszyć nie dziękuję. :D ;*

      Usuń
    3. Moja wykładowczyni jest okej, ale kobieta, która prowadzi ćwiczenia... ech, czepia się dosłownie wszystkiego. Ciężko ją zadowolić :D
      Niech moc będzie z nami! :D

      Usuń
  6. Wreszcie dotarłam! Przepraszam Cię, że to tyle trwało, ale natłok obowiązków zmusił mnie do minimalnej aktywności tutaj.
    Cóż, też mam wrażenie, że między Zbyszkiem, a Berą można dostrzec pewnego rodzaju deja-vu. A jak mówi słynne przysłowie, ten się lubi, co się czubi, a tutaj to aż iskry lecą! :D Powoli wracają wspomnienia, a to działa tylko na korzyść Bartmana. A Adę odprawił po mistrzowsku po prostu.

    Pozdrawiam ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, też kiedyś byłam w klasie maturalnej i wiem jak to jest nie mieć na nic czasu :)
      Historia się powtarza, iskry lecą, wióry lecą, słowem mieszanka wybuchowa :D A Adzie się chyba należało, bo była zbyt natarczywa :P
      Pozdrawiam również :*

      Usuń
  7. Zbysiu wrócił do świata normalnych, cieszmy się i radujmy, bo o to stał się cud. :)
    Krzysiu jest kochany. Jako jedyny pozostał przy przyjacielu, żeby wyciągnąć go z tego, w co wpadł. Ale trochę zawiodłam się na pozostałych Resoviakach, że oni też nie byli przy nim...

    Berenika milusia jak zawsze, a przy tekście o zatruwaniu pelargonii sąsiadki zgniłam. :D Ale ma Zbychu rację, palenie szkodzi. Nie powinna tak katować swoich płuc.
    Czekam aż i ją sobie w końcu przypomni.

    Pozdrawiam. :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oświeciło go po prostu ;)
      Krzysiu to w ogóle jest kochany, w rzeczywistości również. Wystarczyło, że posłuchałam jego przemowy na Gali Mistrzów Sportu i od razu mi się humor poprawił po tym nieszczęsnym meczu z Francją.
      Berenika jak na niepokorną dziewczynę przystało, pewnie w ogóle się nie będzie słuchać i kto wie, może nawet będzie palić jeszcze więcej... ;)
      Pozdrawiam :*

      Usuń
  8. Przeczytałam ten rozdział w ten dzień, co go dodałaś i jakim cudem nie skomentowałam, to nie mam pojęcia :O Wybacz, że dopiero teraz komentuję, ale mam chyba sklerozę... starość, nie radość ! Tak czułam, że jak Zbyszek pójdzie na halę to przypomni sobie coś, a głównie siatkówkę. Ten pamiętny obóz nad morzem też mu gdzieś świta. Czemu on nie może sobie skojarzyć, że ta ''głupia flądra'' ze wspomnień to jego nowa sąsiadka?! No ale okej, nie wszystko na raz, byłoby zbyt pięknie i nudno gdyby nagle sobie przypomniał, zakochał w Berenice i rzucił Adę gdzie pieprz rośnie. Ale trzymasz nas tak w niepewności, że ja w następnym rozdziale mogę się spodziewać wszystkiego! No pewnie poza tym, że pojawi się Michał i wreszcie dowiem się o co chodzi w ich konflikcie :/ Kurde, no serio oni się muszą pogodzić! Widzę, że Tobie bohater także wyrywa się spod kontroli. Miałam tak w mojej poprzedniej historii o Zuzie. Po prostu jakby ich dialogi i myśli same się pisały, a ja chcąc uzyskać coś innego, wcale tego nie robię... trochę chore, ale czasem bohaterowie tak własnie żyją własnym życiem w opowiadaniu i wtedy wychodzi lepiej niż zamierzony efekt :D
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami tak się zdarza :)
      Gdyby od razu skojarzył, że "głupia flądra" jest Bereniką, byłoby za łatwo i przyjemnie, więc trzeba dać mu jeszcze trochę czasu ;)
      Na "teorię konfliktu" trzeba będzie jeszcze trochę poczekać, no i przyznam szczerze, że jeszcze nie wiem jak rozwiążę ten wątek, więc zdarzyć może się wszystko ;)
      Ja już nie pierwszy raz zmagam się z problemem wymykających się spod kontroli bohaterów, bo miałam już tak z główną bohaterką poprzedniego opowiadania i mogę powiedzieć, że nie zawsze efekt jest zadowalający, bo mam wrażenie, że przez to moja Anka trochę się "zepsuła". Na szczęście pod koniec udało mi się ją troszkę "naprawić". Mam nadzieję, że Zbyszek jednak zechce współpracować i pozwoli mi wdrożyć pierwotną koncepcję, bo inaczej może być ciężko :P
      Pozdrawiam :*

      Usuń