poniedziałek, 21 grudnia 2015

Epizod szósty, czyli: Myślę, że powinniśmy od siebie odpocząć.

 - Dżizas, Berenika, naprawdę go zrugałaś? - zapytała Juszczyk takim tonem, jakby to była najbardziej szokująca wiadomość jaką kiedykolwiek usłyszała, na co Fabiańska przewróciła oczami. Dziewczyny od kilku minut stały w pobliżu pustoszejącej hali Podpromie, obserwując mijające je grupki rozradowanych kibiców i wyjeżdżające z parkingu samochody. Ponieważ listopadowe wieczory nie należały do najcieplejszych, Berenika dreptała w miejscu z rękami wciśniętymi w kieszenie płaszczyka, a z każdym wypowiadanym przez nią słowem z jej ust wydobywały się obłoczki pary. Oprócz lekkiego szumu w uszach i bólu głowy czuła również nieludzkie zmęczenie, toteż pragnęła jak najszybciej zakończyć rozmowę z Weroniką i wrócić do domu, ale pielęgniarka jak zwykle trajkotała jak najęta, co budziło w brunetce narastające zniecierpliwienie.
- Tak, naprawdę go zrugałam - wycedziła. Nika zdawała sobie sprawę, że jedną z jej licznych wad była impulsywność. Często w stanie wzburzenia nie przebierała w słowach, wyładowując swoją złość na innych. To była cecha, która upodabniała ją do ojca, choć brunetka długo usiłowała wypierać ten fakt ze świadomości. Doktor Fabiański również nie potrafił utrzymać nerwów na wodzy, o czym Berenika niejednokrotnie przekonała się będąc nastolatką.
- Biedaczek musiał być nieźle oszołomiony - kontynuowała Juszczyk. - Żeby tylko sobie nie pomyślał, że każda Polka jest taka nerwowa!
Berenika prychnęła. Co prawda myśl o porannym incydencie potęgowała w niej poczucie wstydu, zwłaszcza że nowy atakujący Resovii zdawał się wzbudzać sympatię wśród otoczenia, ale to przecież nie oznaczało, że jest zobligowana do wylewnych przeprosin. Nie ona pierwsza i nie ostatnia zderzyła się na ulicy z jakimś typkiem.
- A nawet jeśli, to co? O ile zdążyłam się zorientować, nie przyjechał do Polski szukać żony. - Zmrużyła ironicznie oczy. Weronika zachichotała.
- Czyli jednak widziałaś coś więcej poza ekranem swojej komórki?
- Mam podzielną uwagę - bąknęła.
- Kurczę, ciekawe jak w naszej drużynie będzie radził sobie Zibi - zastanawiała się głośno szatynka. - Przeczytałam gdzieś, że ma szansę wrócić na boisko jeszcze przed play-offami...
Berenika zazgrzytała zębami, nie wiadomo czy z zimna, czy ze złości, chociaż znając jej niechęć do zielonookiego bruneta, należało uznać za właściwą tę drugą opcję.
- Czy każda nasza rozmowa musi sprowadzać się do tematu Bartmana?
- Nie rozumiem, dlaczego jesteś na niego taka cięta - odparła szatynka, wzruszając ramionami. 
Bo znam go lepiej niż ty, cisnęło się na usta Fabiańskiej, ale zdecydowała się zmodyfikować swoją myśl. - Bo nie toleruję zarozumialstwa i impertynencji.
- To, co nazywasz zarozumialstwem i impertynencją jest zwyczajnym... - Juszczykówna szukała odpowiedniego określenia - szokiem powypadkowym! - wypaliła od czapy. - Chłopak stracił kilka tygodni z życiorysu, a kiedy zaczął wracać do świata żywych, okazało się, że ma amnezję. Nic dziwnego, że jest rozdrażniony.
- Wypadek jest akurat jego winą. - Brunetka dzielnie broniła swojego stanowiska. - Nikt mu nie kazał mknąć samochodem prawie dwieście na godzinę. Ten dureń miał więcej szczęścia niż rozumu.
- O ile dobrze pamiętam, na początku przejmowałaś się jego losem - zauważyła sprytnie Weronika, po czym splotła ręce na piersiach, przyglądając się swej rozmówczyni z nieskrywaną satysfakcją. - Mam ci przypomnieć, jak kursowałaś między piętrami, żeby pogapić się na niego przez szybkę? Koleżanki-pielęgniarki z OIOM-u mogłyby potwierdzić.
- Dawno i nieprawda - wymamrotała nieco zbita z pantałyku. - A ty mogłabyś zająć się czymś pożytecznym, bo mam wrażenie, że trudnisz się głównie rozsiewaniem plotek i poszukiwaniem taniej sensacji. - Berenika nie byłaby sobą, nie pozwalając sobie na drobną uszczypliwość. - Może powinnaś zmienić profesję?
Reakcja szatynki nie była trudna do przewidzenia. Dziewczyna poczuła się urażona słowami Fabiańskiej, dlatego też szybko pożegnała się z brunetką, ignorując podjęte przez nią próby załagodzenia sytuacji. Jak zniechęcać do siebie ludzi, lekcja numer... - tutaj należało wpisać dowolną trzycyfrową liczbę, bo sama nauczycielka straciła już rachubę.

* * *

W cholerę z tym wszystkim.
Choć Zbyszek odliczał dni i godziny dzielące go od opuszczenia szpitala, gdy wreszcie nadeszła wyczekiwana przez niego chwila, zdawał się nie wykazywać ani odrobiny entuzjazmu, a przynajmniej takie wrażenie można było odnieść na widok jego zaciętej miny i ściągniętych brwi. Powrót do domu był równoznaczny ze zderzeniem z codziennością, w której nadal czuł się zagubiony. Wciąż nie pamiętał, w jaki sposób doszło do wypadku, o innych istotnych szczegółach nie wspominając. Jego pamięć była podziurawiona niczym ser szwajcarski, a on kompletnie nie wiedział, w jaki sposób owe dziury załatać. Codziennie słyszał utarte frazesy typu zachowaj spokój i uzbrój się w cierpliwość, które niezmiennie doprowadzały go do szału, bo niby jak dostosować się do tych rad, mając świadomość, że ciągle tkwi się w martwym punkcie?
Myśli atakującego zajmowała również nierozwiązana sprawa z Michałem. Szybko okazało się, że numer telefonu figurujący na liście kontaktów w Zbyszkowym telefonie jest nieaktualny, a gdy brunet usiłował dowiedzieć się czegoś na temat kulisów ich rzekomego konfliktu, w odpowiedzi otrzymał jedynie enigmatycznie brzmiące zdanie Powodem jest twój niewyparzony jęzor, Zbychu. Tylko co takiego musiałby powiedzieć, żeby aż tak zrazić do siebie przyjaciela? Prawdopodobnie był wtedy nieziemsko wściekły albo pijany. A najpewniej jedno i drugie. Ile dałby, by móc sobie to przypomnieć!
- Kochanie, dlaczego jesteś taki przygaszony? Nie cieszysz się, że wracasz do domu? - Do sali wparowała Ada i natychmiast uwiesiła się na jego szyi, obdarzając go przelotnym całusem. Bartman resztkami sił powstrzymał cisnący się na lico grymas. Majchrzak traktowała go jak maskotkę, którą można tarmosić, ściskać i obśliniać, zupełnie jakby myślała, że takie zachowanie pomoże mu odzyskać pamięć. Zibi był znacznie bardziej zachowawczy w okazywaniu uczuć, co jednak w ogóle nie zrażało Adrianny. Siatkarz zastanawiał się, co sprawiło, że zabrnął w relacjach z blondynką aż tak daleko, ale luki w pamięci uniemożliwiały mu ustalenie tej informacji. Po pierwsze, im więcej przebywał w jej towarzystwie, tym coraz bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że jest najbardziej męczącą osobą jaką zna, a po drugie, nieustannie zaskakiwało go, że zdobył się na oświadczyny. Naprawdę miał zamiar wpakować się w małżeństwo?
- Strasznie się guzdrzesz. Pomogę ci - zaproponowała Ada, widząc jak jej narzeczony w żółwim tempie wrzuca do torby podróżnej swoje rzeczy, które zdążyły przesiąknąć zapachem szpitala. Dziewczyna raz dwa uporała się z pakowaniem i niedługo potem do jego uszu dobiegł dźwięk zasuwanego zamka. - Teraz możemy jechać.
Znalazłszy się poza murami placówki, w pełni poczuł jak bardzo osłabił go kilkutygodniowy pobyt w szpitalu; wręcz odnosił wrażenie, że nawet silniejszy podmuch wiatru mógłby zwalić go z nóg. Ponadto miewał zawroty głowy, ale według zapewnień lekarzy miały one wkrótce ustąpić. Szkoda tylko, że uporanie się z amnezją nie było takie proste i nikt nie był w stanie dać mu gwarancji, że odzyska wszystkie utracone wspomnienia. Przez to stał się jeszcze bardziej podejrzliwy wobec słyszanych codziennie opowieści; każdy przecież mógł sprzedać mu największą bujdę, którą łyknąłby jak głodny pelikan. Odkąd wybudził się ze śpiączki, wydawało mu się, że żyje w jakiejś alternatywnej, zakłamanej rzeczywistości, pełnej nieznajomych twarzy. Każdego dnia wytężał pamięć, usilnie próbując znaleźć choć jedną rzecz, która mogłaby być swego rodzaju pomostem między teraźniejszością a przeszłością, czymś, co naprowadziłoby jego umysł na właściwe tory. Na próżno. Duże nadzieje wiązał więc z powrotem do Warszawy, w której miał pozostać na czas rekonwalescencji. Stolicę znał jak własną kieszeń; to właśnie w tym mieście urodził się i spędził dzieciństwo. Bez trudu potrafił dotrzeć do dowolnie wybranego miejsca, wskazać swoją ulubioną restaurację, klub czy lodziarnię. Krótko mówiąc, Warszawa nie miała przed nim żadnych tajemnic i za każdym razem, gdy się w niej znajdował, czuł, że jest u siebie. To był jego punkt orientacyjny, który w obecnej sytuacji nabierał jeszcze większego znaczenia. Jakież więc było jego zdziwienie, gdy Ada zaparkowała swoje srebrne Volvo nie pod domem jego rodziców, a w okolicach jednego z wieżowców.
- Dlaczego tutaj?
- Nie chcesz zobaczyć swojego mieszkania?
- Ja mam mieszkanie?
Majchrzak skinęła głową.
- Od maja. Zgadnij na którym piętrze.
- To ma jakieś głębsze znaczenie? - Zbyszek nie przypominał sobie, by kiedykolwiek wierzył w symbolikę liczb. Co za ironia - przecież nie przypominał sobie wielu rzeczy, więc może i to mu umknęło.
- Sądzę, że tak. Oczywiście, że na dziewiątym, panie Zet-Be-Dziewięć! - zaszczebiotała radośnie, po czym ruszyła w stronę budynku z wysoko uniesioną głową, a Bartman westchnął ciężko i podążył za nią powłóczystym krokiem. Ze wszystkich sił próbował zapałać do Adrianny znacznie większą sympatią, ale blondynka utrudniała mu to zadanie. A może ona też się pogubiła? W końcu jej również nie było łatwo. Miała narzeczonego, który jej nie pamięta i nie mogła zrobić nic, by odmienić ten stan rzeczy. Może powinien dać jej więcej czasu?
Nazwanie lokum Zbigniewa mieszkaniem okazało się sporym niedopowiedzeniem. Był to pokaźnych rozmiarów apartament, w którym każdy element wystroju zdawał się być częścią dopracowanego we wszystkich szczegółach planu. Wnętrza jak z katalogu, nowoczesne i minimalistyczne. I nawet ten mech na ścianie i zawieszone u góry doniczki (kto to w ogóle wymyślił?!) idealnie wpasowywały się w klimat Zbyszkowych czterech kątów. Adrianna najwyraźniej doskonale znała to miejsce, bo poruszała się po nim nadzwyczaj swobodnie, z powodzeniem oprowadzając Zbyszka po poszczególnych pomieszczeniach.
- A ten pokój jest dla... naszego potencjalnego dziecka. - Uchyliła drzwi wnętrza, które jako jedyne nie było zagospodarowane. - Powiedzmy, że przyda się za jakieś... dziesięć lat.
Naprawdę mógłby wytrzymać z nią dziesięć lat? Był zmęczony już po dziesięciu minutach.
Bartman siedział lekko przygarbiony przy kuchennej wyspie, wysłuchując okraszonego żywą gestykulacją monologu Ady. Majchrzakówna z przejęciem opowiadała o tym, co było, jest i będzie. Innymi słowy - zdołała zaplanować całą ich przyszłość od A do Z, nawet nie pytając, czy na cokolwiek się zgadza. Zbyszkowi kręciło się w głowie od natłoku informacji i piskliwego głosu blondynki. Nie sądził, że kiedykolwiek to przyzna, ale wolałby, żeby jego narzeczoną była dziewczyna pokroju tej zołzowatej pielęgniarki, która nawet nie próbowała ukrywać niechęci względem jego osoby. To właśnie dzięki niej jego rękę zdobił potężny granatowy siniak będący pamiątką po wenflonie. Jak jej tam było? Berenika. Doprawdy, dziwne imię. Niezła z niej cholera, ale jaka ładna! Jeśli dobrze pamiętał, zawsze podobały mu się brązowookie brunetki.
- Okej, dosyć. - Brunet zeskoczył zgrabnie z taboretu i wbił w Adriannę poważne spojrzenie. Blondynka zastygła w ekwilibrystycznej pozie i wydęła wargi, spoglądając na niego z niezadowoleniem. - O co ci chodzi?
- Mam dosyć - powtórzył twardo. - Męczę się, nie widzisz tego? Próbuję wrócić do normalności, ale ty mi wszystko utrudniasz! 
- Ja ci wszystko utrudniam, tak? - Ada nie była zachwycona słowami swojego wybranka. - Ja ci pomagam! Kto codziennie biegał do szpitala? Kto przesiadywał z tobą godzinami? Kto cierpliwie czeka, aż odzyskasz pamięć?
- Nie nazwałbym tego cierpliwością - zauważył Bartman. - Chciałabyś, żebym odzyskał pamięć teraz, zaraz, natychmiast! - Tym razem w jego głosie pobrzmiewała desperacja. - Ale ja nie mogę! Nie potrafię! Mam jakąś cholerną blokadę, której nie umiem się pozbyć!
- I może jeszcze powiesz, że wywieram na tobie presję! - Niewiele brakowało, a Ada tupnęłaby nogą niczym obrażona dziewczynka.
- Może rzeczywiście tak jest - burknął.
- W takim razie co teraz z nami będzie?
- Myślę, że powinniśmy od siebie odpocząć.
- Zbyszek, proszę cię... - Spojrzenie Majchrzak niewiele różniło się od tego, które można było zaobserwować u jednego z bohaterów pewnej serii filmów animowanych. Zadziwiające, jak płynnie potrafiła przechodzić z jednego nastroju w drugi.
- A ja cię proszę, żebyś dała mi święty spokój.
Bartman udał się do przedpokoju i narzuciwszy na siebie kurtkę, chwycił leżącą na podłodze torbę.
- Dokąd idziesz?
- Nie wiem.
W pierwszym i jak najbardziej naturalnym odruchu miał zamiar udać się do rodziców, ale myśl o tym, że państwo Bartman zaczęliby wypytywać go o Adę, skutecznie zniechęciła go do tego pomysłu. A gdyby tak wrócić do Rzeszowa? Niewiele myśląc, postanowił wcielić swój plan w życie.
W połowie drogi do stolicy Podkarpacia uzmysłowił sobie, że nie ma ze sobą kluczy do mieszkania i nie pamięta adresu.
Idiota czy idiota?

* * *

To był jeden z tych dni, w których Berenika miała ochotę zamordować każdego, kto pojawi się na jej drodze. Nocny dyżur dał jej w kość, Weronika nadal była na nią obrażona, a na domiar złego poprztykała się z Łukaszem, co należało do wybitnie rzadko spotykanych zjawisk. Nic więc dziwnego, że nie potrafiła przestać o tym myśleć, i to był właśnie jeden z powodów, dla których przewracała się w łóżku z boku na bok, choć powinna za wszelką cenę usiłować zasnąć, zwłaszcza że w perspektywie miała kolejną intensywną noc w szpitalu. W końcu dała za wygraną i zrzuciła z siebie kołdrę. Kiedy nie możesz zasnąć, zapal szluga - jedno ze sztandarowych powiedzonek jej i Łukasza. Niby nie pomaga zwalczyć bezsenności, ale z nałogiem się nie dyskutuje. Kiedy ci smutno, zapal szluga. Kiedy musisz pomyśleć, zapal szluga. Kiedy jesteś wnerwiony, zapal szluga. Cholera, szlugi też najlepiej smakowały w towarzystwie Korzeckiego. Odkryła to w czasach liceum, gdy w trakcie przerw wymykali się na papierosa.
Ukradkowe popalanie, sprowadzające się wyłącznie do niewinnej przyjemności i sposobu na radzenie sobie ze stresem, przeistoczyło się w uzależnienie niedługo po tym, jak wyszła na jaw tajemnica ojca. Wówczas Berenika przestała kontrolować ilości wypalanych papierosów. Właściwie nadal w momentach silnego napięcia maltretowała swoje płuca ogromnymi ilościami dymu nikotynowego.
Fabiańska stała na balkonie, w spokoju zaciągając się swoimi ulubionymi LD Blue i obserwując panoramę Rzeszowa, której jednym z punktów była majacząca w oddali hala Podpromie (do tej pory nie zwracała uwagi na ten jakże istotny dla wszystkich kibiców Resovii obiekt), gdy wtem usłyszała znajomo brzmiący głos dobiegający z prawej strony. Dotąd myślała, że mieszkanie naprzeciwko nie jest zajmowane przez żadnego lokatora, ale coś musiało ulec zmianie.
- Na razie nie wracam do Warszawy. Myślę, że będzie lepiej, jeśli zostanę w Rzeszowie.
- Poradziłem sobie. Krzysiu pomógł mi skontaktować się z właścicielką mieszkania.
- Nie, wcale nie wystawiłem jej do wiatru. Po prostu muszę sobie to wszystko poukładać.
Berenika zdawała sobie sprawę, że postępuje nieostrożnie wychylając się za balustradę, i wcale nie chodziło o jej bezpieczeństwo. Po prostu istniało ryzyko, że jej nowy sąsiad zauważy jak podsłuchuje jego rozmowę telefoniczną, nawet jeśli aktualnie mogła lustrować jego zakapturzoną postać wyłącznie od tyłu. Nagle mężczyzna zakaszlał ostentacyjnie i odwrócił się w jej stronę, przypadkowo krzyżując z nią spojrzenie. Brunetka zamarła w bezruchu z papierosem między palcami. No pięknie.
- Nie, mamo, nie jestem przeziębiony. Po prostu ktoś pali papierosy i strasznie śmierdzi...

~ * ~
Uff, zdążyłam! Melduję się na pokładzie! I przepraszam raz jeszcze, również za ewentualne błędy. Skoryguję później.
Zbyszek próbował wymigać się od współpracy, ale jakoś udało się doprowadzić go do porządku. Cholernik jeden, nie tak łatwo wejść do jego łba, a bardzo chciałam Wam pokazać, cóż takiego skrywa jego łepetyna.  No właśnie, jeśli już mowa o głównym bohaterze, to trzeba przyznać, że zaskakująco łatwo "pozbył się" Ady. Tylko czy na długo?
Zdaję sobie sprawę, że w kwestii mieszkania poszłam po linii najmniejszego oporu, ale scena balkonowa, która prawdopodobnie będzie miała swój ciąg dalszy w następnym epizodzie, przyszła do mnie sama i kazała się napisać. Zobaczymy jak to będzie z zacieśnianiem stosunków sąsiedzkich :>
A jako że wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, iż z kolejnym rozdziałem spotkamy się tutaj dopiero w styczniu, życzę Wam wesołych świąt i pomyślności w Nowym Roku. Odprężcie się, wyłączcie internety... Hmm, chyba ktoś postanowił zrobić sobie próbę generalną przed Sylwestrem, bo w momencie, gdy piszę komentarz odautorski, słyszę za oknem wystrzały fajerwerków :P No nic, wszystkiego dobrego :)
Obiecany onepart się pojawi, prawdopodobnie jutro lub pojutrze podrzucę tutaj link, zatem "stej tjund", jak mawia pewien libero ;)

19 komentarzy:

  1. Nie dziwię się Zbyszkowi, że postanowił odpocząć od Ady. Mało kto wytrzymałby jej paplaninę, a już na pewno miałby z tym problem każdy normalny człowiek.
    Ciekawa jestem co wyniknie z tego bycia sąsiadami. Bo na pewno nie będzie spokojnie, o tym jestem przekonana. :p
    Wesołych również. Oby kolejny rok był lepszy od tego. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, wyjątkowo denerwująca baba wylazła mi spod klawiatury :P
      Znając ich wybuchowe charaktery pewnie niejednokrotnie polecą wióry :D
      Miejmy nadzieję, że tak będzie :)

      Usuń
  2. No rzeczywiście Zbychu Ady pozbył się łatwo, ale sądzę, że to dlatego, że ta była w zbyt ciężkim szoku, żeby zdołała coś konkretnego zrobić, aby lubego zatrzymać. Ona jeszcze tutaj wróci, z całym swoim blondem, natarczywością, pewnością siebie. To, że Berenika i Zbych zostali sąsiadami to czyste przeznaczenie :D Ciekawe jak długo nimi będą, bo to też różnie może przecież być :P
    Wesołych świąt!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, konsternacja była widoczna już na pierwszy rzut oka, toteż reakcja mogła być opóźniona ;)
      Fakt, niczego nie można zagwarantować w tej kwestii, również z tym przeznaczeniem może być różnie :P

      Usuń
  3. Haha, pozbył się jej. Wyjątkowo wkurwiająca cizia. Chyba nikt by nie zniósł takiego trajkotania. A już na pewno nie ja. :D
    Good Job, Zbychu.

    Tak, Zbysiu to idiota, skoro pojechał do domu, nie znając jego adresu, no cóż...

    Baardzo zaciekawiła mnie ta scena balkonowa i czekam, jak to rozwiniesz. :D

    A Berenika mogłaby chyba jednak czasem ogarnąć swój niewyparzony język, głupio byłoby, gdyby straciła przyjaciółkę.

    Pozdrawiam i życzę Wesołych Świąt :*
    I zapraszam do mnie na nowiutki rozdział. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zbychu nie daje sobą pomiatać, tylko czy blondi tak łatwo da za wygraną? ;)
      Idiota, fakt, ale był lekko oszołomiony i działał pod wpływem impulsu, więc można go usprawiedliwić ;)
      Hm, Weronika na razie nie jest jej przyjaciółką i nie mam pojęcia czy kiedykolwiek będzie. Na razie to tylko koleżanka z pracy :)
      Pozdrawiam również :*

      Usuń
  4. Świetne wejście z perspektywy Zbyszka. Mimo, że aktualnie w o wiele trudniejszej sytuacji życiowej niż Nika jest tu przeciwwagą dla jej rozbuchanej osobowości. Odnoszę wrażenie, że jeżeli któreś z nich wydoroślało to bardziej Bartman niż Berenika. I znowu piszesz o nim tak, że go tu lubię, a przecież nie powinnam :)
    Czekam z wytęsknieniem na jednopart!
    Wesołych Świąt oczywiście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro Tobie przypadło do gustu, to chyba mogę odetchnąć z ulgą ;)
      Kurczę, a ja właśnie chciałabym udowodnić, że jednak jest odwrotnie... Chociaż z drugiej strony Berenika nie miała jeszcze okazji w pełni się "wykazać", więc wszystko przed nią.
      Ech, miał być świąteczny jednopart, ale znowu coś nie "pykło"... Pozostaje mi mieć nadzieję, że pomysł przetrwa do następnego roku (łącznie ze mną jako blogerką).
      Dziękuję, w końcu jeszcze troszkę ich zostało ;)

      Usuń
  5. No ja mam nadzieję że pan ZB9 chce współpracować! Scena trochę mi podstawia na myśl Romea i Julię ale tylko tyci tyci XD I teraz powinnaś na koniec tego epizodu dopisać jedno zdanie:
    "...i od tego czasu zaczął sobie przypominać wszystko. Wszystko."
    Stej tjund ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Romeo i Julia w wersji współczesnej :D
      Ach, gdyby to było takie proste... ;)

      Usuń
  6. Dopiero teraz, ale jednak jestem. Podziwiam dorosłość Zbyszka i jego... nową twarz? Tak, tak będzie lepiej to nazwać.Podoba mi się to bardzo.
    I zastanawiam się jak będzie z Kubiakiem, czy pogodzą się, czy wprost przeciwnie?
    Czekam na dalszy ciąg i nie mogę się doczekać kiedy ta intryga wreszcie się wyjaśni :)
    Pozdrawiam :)
    ps. o mchu na ścianie już gdzieś chyba czytałam :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo Zbychu to wbrew pozorom całkiem trzeźwo myślące stworzenie, aczkolwiek nigdy nie wiadomo czy przez swoje słabości i złe przyzwyczajenia któregoś dnia nie napyta sobie biedy...
      Tego to i ja jeszcze nie wiem. Czas pokaże :)
      Podobno prawdziwy Zbyszek coś takiego hoduje (bądź hodował) na swych włościach... O ile to nie była ustawka do gazety, co nie jest wykluczone :P
      Pozdrawiam również :)

      Usuń
  7. Strasznie spodobała mi się druga piosenka, którą tu mogę słuchać bez końca. Dawno mnie nie było, za dawno, ale każdy popełnia błędy nie?;) Mojej kotce też się podobało, bo przyjemnie umilała mi dodatkowo czas, gdy nadrabiałam sobie treść. Powiem ci, że skubana też polubiła muzykę tutaj, bo się tylko wyciągała i tak miło dla oka przekręcała się na kanapie, jakby tańczyła na leżąco :D
    Ja coś kiedyś w DDTVN oglądałam i rzeczywiście Zibi miał takie zielone cholerstwo na świanie, ale nie pamiętam, cóż to było :D Bynajmniej nie wyobrażam sobie czegoś takiego w moim domu :P
    Ada, Ada, Adrianna... Niezłe z niej ziółko, aczkolwiek pierwszy z nią kontakt i już myślę, że to fałszywa zołza jest i tylko żeruje na Zbyszku, który to nawet z amnezją jest w stanie to zauważyć i marzyć o Berenice. Tak Zbysiu trzymaj!
    Pozdrawiam Cię cieplutko i oczywiście, że chcę być dalej informowana :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A no i ta trzecie to już spowodowała, że nie wyjdę dziś z tego bloga i będę w kółko jej słuchać :D

      Usuń
    2. Ale to przecież żaden błąd :) Rozumiem, że czasami o wiele bardziej absorbujące jest to "prawdziwe" życie, a co za tym idzie, to blogowe spada na dalszy plan :)
      Cieszę się, że przypadły Ci do gustu (i Twojej kotce również ;)) piosenki na blogu. Mam w planach umieścić tutaj kiedyś zakładkę z muzyką, która "wspomaga" mnie w pisaniu Wspomnienia, więc może jeszcze znajdziesz coś dla siebie :)
      Pozdrawiam również :*

      Usuń
  8. genialne jak zwykle i kurde, chcę więcej :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie więcej, mam nadzieję, że całkiem niedługo :)

      Usuń
  9. Bartman sąsiadem Bereniki? W przypadek to ja już dawno nie wierzę, czytając to opowiadanie i coś musi być na rzeczy, skoro los znowu stawia ich sobie na swojej drodze! Mam takie wrażenie, że Adrianna może coś ukrywać... i jest to grubsza sprawa, dlatego tak strasznie przymila się do Zbyszka, a przez to jest tak nachalna, że ja mu się nie dziwię, że pojechał do Rzeszowa. Rzeczywiście, to była głupota żeby z luką w pamięci jechać do w sumie obcego miasta. Na szczęście od czego są przyjaciele? Sądzę, że Zibi powinien KONIECZNIE skontaktować się z Michałem. W końcu byli najlepszymi przyjaciółmi, a jego nurtuje czemu się pokłócili, a Ada maczała w tym palce. Dziwi mnie, że Kubiak go mimo wszystko nie odwiedził po tym wypadku... chyba, że odwiedził, ale Adrianna mu kazała spadać -.- Ok, to już może są jakieś teorie spiskowe moje, ale ta laska baaaardzo mi się nie podoba. Gdzie ten Bartman miał oczy?! Pewnie jak każdy typowy samiec poleciał na wygląd, ehh... Wybacz za moją dłuższą nieobecność u Ciebie, ale brak weny przełożył się też na nie odwiedzanie Waszych blogów :/ Obiecuję, że taka sytuacja się już nie powtórzy!
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mają (wątpliwą) przyjemność ciągle na siebie wpadać :P Może faktycznie coś jest na rzeczy? ;)
      Ada nie jawi nam się zbyt sympatycznie, więc nie dziwię się, że po cichu przypisujecie jej odpowiedzialność za wszelkie zło opowiadaniowego świata :P A teorie spiskowe ciekawe, nie powiem ;)
      Jeśli poleciał na jej wygląd, to najprawdopodobniej miał oczy utkwione np. w jej dekolcie :P
      Oj tam nie ma przecież czego wybaczać :)
      Pozdrawiam :*

      Usuń