CZĘŚĆ II
(gwoli ścisłości - znajdujemy się w sezonie 2012/2013)
Kilkakrotnie wytuszowała swoje długie rzęsy, podkreśliła różem wydatne kości policzkowe i pociągnęła usta bladoróżowym błyszczykiem. Zawsze miała kompleks małych ust i dokładała wszelkich starań, by choć trochę optycznie je powiększyć. Oczywiście tylko optycznie. Żaden botoks ani interwencje chirurga plastyka nie wchodziły w grę; nie miała zamiaru przypominać wizualnie tych wszystkich szafiarek i celebrytek z pustostanem pod kopułą.
Uśmiechnęła się pokrzepiająco do swojego odbicia w lustrze. Pierwszego dnia w pracy chciała prezentować się nienagannie i tenże cel starała się osiągnąć, nawet jeśli po założeniu śnieżnobiałego uniformu efekty jej starań nie zostaną zauważone. Wzięła kilka głębokich wdechów. Nigdy nie należała do osób strachliwych, jednak stresujące sytuacje rodziły w jej głowie miliony wątpliwości. Jak odnajdzie się w Rzeszowie? Jak przyjmie ją personel jednego z rzeszowskich szpitali, mającym być od dzisiaj miejscem, w którym zacznie szlifować swoje umiejętności? Czy znajdzie się tam choć jedna życzliwa osoba, czy może trafi do grona zawistnych i sfrustrowanych przedstawicieli ochrony zdrowia, którzy będą czerpać przyjemność z uprzykrzania jej życia? Rozmyślania brunetki zostały przerwane przez dźwięk przychodzącej wiadomości. Chwyciła telefon i wyszczerzyła się do ekranu. Łukasz, jak na prawdziwego kumpla przystało, zawsze potrafił podnieść ją na duchu. Trzymam kciuki, Mała! Podbijesz rzeszowską służbę zdrowia! :D Zaledwie siedem słów okraszonych roześmianym emotikonem. Tak mało, a zarazem tak wiele. Przyjaźń Fabiańskiej i Korzeckiego była namacalnym dowodem na istnienie zjawiska pokrewieństwa dusz. Ta dwójka rozumiała się bez słów, zupełnie jakby ich umysły zostały połączone niewidzialnym portalem ułatwiającym przepływ myśli pomiędzy ich szarymi komórkami. Urodzili się nawet tego samego dnia, z tą różnicą, że Korzecki przyszedł na świat siedem godzin wcześniej i właśnie dlatego czasami nazywał ją Małą. Berenika była mu wdzięczna, że znosił jej zmienne humory i był zawsze w gotowości, gdy chciała wypłakać mu się w rękaw. No i parzył najpyszniejszą kawę w całym wszechświecie. Utarło się powiedzenie, że gej jest najlepszym przyjacielem kobiety i chyba coś w tym musiało być, bo Łukasz jak dotąd był jedynym mężczyzną, który nigdy jej nie zawiódł. Brunetka odpłacała mu się tym samym; to ona była pierwszą osobą, która broniła go przed rodzicami homofobami, gdy tamci nieomal wyrzekli się swojego jedynego syna na wieść o jego odmiennej orientacji. Od tamtej pory Korzecki rozpoczął życie na własny rachunek w oddalonym o ponad 160 kilometrów od Krakowa Rzeszowie. By móc być bliżej przyjaciela, Fabiańska również postanowiła na stałe przenieść się do stolicy Podkarpacia. Nie potrzebowała wianuszka rozchichotanych pseudo przyjaciółek, godzinami rozprawiających o ciuchach i facetach; miała Łukasza, swojego przyszywanego bliźniaka i to w zupełności jej wystarczyło.
Berenika spojrzała na zegarek. Zbliżał się czas wyjścia, więc jeszcze raz zerknęła przelotnie na wiszące w przedpokoju zwierciadło i wsunęła na stopy niebotycznie wysokie cieliste szpilki. Miała już pokaźną kolekcję takowych butów, jednak za każdym razem, gdy na wystawie sklepowej dostrzegała godny uwagi model, nie potrafiła powstrzymać się przed jego kupnem. Eleganckie zdobycze zaczęły zajmować coraz więcej przestrzeni, dlatego postanowiła, że wygospodaruje w mieszkaniu miejsce na ogromną garderobę. Od dawna o takiej marzyła. O tym pomyśli jednak później. Narzuciła na siebie jasny jesienny płaszczyk, chwyciła pasującą do niego torebkę i upewniwszy się, że wszystkie sprzęty w domu zostały wyłączone, opuściła lokum, uprzednio zakluczając prowadzące do niego drzwi. Zjechała windą na sam dół i w okamgnieniu znalazła się na parkingu. Zasiadła za kierownicą swojego wysłużonego volkswagena, który już nie raz zawodził ją, gdy jak najszybciej chciała dotrzeć na miejsce. Niespodzianki nie było i tym razem. Pierwsze próby odpalenia silnika zakończyły się fiaskiem. Pielęgniarka wymamrotała pod adresem maszyny kilka przekleństw i zagroziła wywózką na złom, ale kiedy nie przyniosło to oczekiwanego rezultatu, postanowiła zmienić strategię. Pogłaskała czule kierownicę swojego Złomka i łagodnym, pozbawionym choćby cienia złości tonem wypowiedziała kilka słów mających udobruchać nieposłuszny środek lokomocji. O dziwo podziałało. Widocznie samochód jest równie nieskomplikowanym stworzeniem jak facet. Wystarczy odpowiednio go urobić, omamić i chodzi jak szwajcarski zegarek. Zupełnie jak jej ojciec... Ale to temat na oddzielną dyskusję.
Do rzeszowskiej placówki dotarła kilka minut przed czasem. Gdy rozsunęły się przed nią drzwi budynku, pewnie weszła do środka i wtedy omal nie wywinęła na swoich szpilkach przysłowiowego orła. Prawie zapomniała, jak śliskie potrafią być szpitalne podłogi. W ostatniej chwili zdołała jednak utrzymać równowagę i skierowała swoje kroki do tak zwanej dyżurki. Na miejscu zastała jedną z koleżanek po fachu, maksymalnie skoncentrowaną na piłowaniu swoich paznokci. Na widok Bereniki szatynka pospiesznie schowała pilniczek do kieszeni fartucha i podniósłszy się z krzesła, wygładziła wszelkie fałdki i wgniecenia na szpitalnym uniformie.
- Ty pewnie jesteś ta nowa? - odezwała się. - Wygląda na to, że będziemy mieć wspólne dyżury. Cześć, jestem Weronika. - Wyciągnęła rękę i uśmiechnęła się przyjaźnie, ukazując urocze dołeczki w policzkach. Fabiańska uścisnęła dłoń dziewczyny i również zdradziła swoje imię.
- Weronika i Berenika. Aleśmy się dobrały! - Zachichotała. - Dobra, przebieraj się, bo niedługo zaczynamy obchód.
Brunetka dostosowała się do prośby dziewczyny i niespełna dwie minuty później paradowała w białym pielęgniarskim fartuszku z przypiętym do niego identyfikatorem. Ukochane szpilki zostały zastąpione przez szpitalne ciapciaki, jak zwykła nazywać obuwie obowiązujące w każdej placówce ochrony zdrowia. Gdy pobieżnie wertowała grafik dyżurów, do pokoju wszedł ordynator. Był to wysoki mężczyzna w średnim wieku o czarnych włosach przyprószonych lekką siwizną. Lekarz przedstawił się dziewczynie. Gdy Nika zrobiła to samo, ordynator w mig zwrócił uwagę na jej nazwisko.
- Krewna doktora Jędrzeja Fabiańskiego?
- Nie, to zbieżność nazwisk - ucięła krótko. Jej ojciec zapewne nie byłby zachwycony, wiedząc, że jedyna córka się do niego nie przyznaje, ale Berenika nie chciała być kojarzona w życiu zawodowym z osobą swojego rodzica. Do wszystkiego chciała dojść sama, a nie po plecach znanego i cenionego w środowisku lekarskim kardiologa. Zdawała sobie sprawę, że miałaby o wiele łatwiej zostając lekarzem. Pielęgniarki często były osobami od tak zwanej czarnej roboty. Lekarze nie liczyli się z ich zdaniem i nierzadko traktowali je jak służące, nie zdając sobie sprawy jak wiele zawdzięczają ich pomocy. Dlaczego więc mimo tylu niedogodności Berenika zdecydowała się na ten zawód? Mogłaby powiedzieć, że kierowała nią chęć pomocy innym, która zastąpiła buntowniczą i egoistyczną naturę z lat wczesnej młodości, ale nikt o zdrowych zmysłach by w to nie uwierzył, a przynajmniej nie ten, kto zdążył ją poznać choćby w niewielkim stopniu. Tak naprawdę nie bez wpływu na jej wybór pozostawała nieudana próba dostania się na medycynę, na którą wcale nie chciała się dostać, bo nie miała zamiaru realizować niczyich ambicji, a już zwłaszcza ambicji ojca. Poza tym obawiała się, że poważnie ucierpiałoby na tym jej życie towarzyskie i w ogóle jakiekolwiek życie poza uczelnią i książkami, a drzemiąca w niej natura leniwca stanowczo sprzeciwiała się zostaniu niewolnikiem własnych studiów.
Praca pielęgniarki ma to do siebie, że należy uwijać się jak w ukropie. Nie ma czasu na siedzenie i zbijanie bąków. Berenika nie lubiła bezczynności, więc pod tym względem ta profesja zdecydowanie jej odpowiadała. Pozwalała nie myśleć o problemach życia codziennego i skoncentrować się wyłącznie na wykonywanych obowiązkach, które w takiej instytucji jak szpital zdawały się nie mieć końca. Nie inaczej było i tego dnia; brunetka biegała od sali do sali, zadając rekonwalescentom rutynowe pytania dotyczące ich samopoczucia i fizjologii, podając im termometry, czy zmieniając kroplówki.
Gdy poranny obchód miał się ku końcowi, Berenika z czystej ciekawości skierowała swoje kroki na oddział intensywnej terapii. Fabiańska zapuściła żurawia do kilku sal, po czym weszła do ostatniej, chyba najokazalszej i najbardziej ekskluzywnej, jakby przeznaczonej dla jakiejś ważnej osobistości. Pewnie leży tutaj jakiś VIP - uśmiechnęła się do swoich myśli i pchnęła delikatnie drzwi pomieszczenia. Od progu uderzył ją widok mężczyzny z zabandażowaną głową, podpiętego do urządzenia stale monitorującego pracę jego serca. Dziewczyna podeszła bliżej, od samego początku mając wrażenie, że skądś zna owego jegomościa, nie potrafiła jednak przypomnieć sobie, w jakich okolicznościach widziała go po raz pierwszy. Zawieszona na łóżku tabliczka rozwiała wszelkie wątpliwości brunetki. Kilkanaście liter ułożonych w jedno imię i nazwisko - Zbigniew Bartman. Nie, nie mogło być mowy o pomyłce. Berenika była pewna, że pod zamkniętymi powiekami kryją się zielone oczy, które pamiętnego lata tak bardzo zawróciły jej w głowie. Nie mogła uwierzyć, że spotyka go tutaj, w Rzeszowie, po tylu latach od wakacji w Sopocie. Wakacji, których wspomnienie nie zatarło się w jej umyśle mimo upływającego czasu. Przyznać, że nieoczekiwane spotkanie wprawiło ją w zdumienie, to tak jakby nie powiedzieć kompletnie nic.
~ * ~
Zgodnie z obietnicą rozdział pojawia się dokładnie tydzień później. Nawet pomimo malejącego zainteresowania tą historią.
Trochę się tu pozmieniało, łącznie z narracją. Chyba fajniej być narratorem wszechwiedzącym.
Coś za spokojna Berenika w tym epizodzie, ale bez obaw, aż tak diametralnie jej charakter się nie zmieni. ;)
Tak by the way, przewidziałby ktoś, że zostanie pielęgniarką? Choć może raczej w jej przypadku bardziej adekwatne byłoby określenie "wstrętna piguła". ;)
Coś za spokojna Berenika w tym epizodzie, ale bez obaw, aż tak diametralnie jej charakter się nie zmieni. ;)
Tak by the way, przewidziałby ktoś, że zostanie pielęgniarką? Choć może raczej w jej przypadku bardziej adekwatne byłoby określenie "wstrętna piguła". ;)
A kolejny za dwa tygodnie w piątek. Niby dysponuję jeszcze skromnymi zapasami, ale boję się, że się skończą, a ja nic nie napiszę.
ja przepraszam, że mnie nie było, ale nadrobiłam i jestem <3
OdpowiedzUsuńi jestem zachwycona, zresztą jak zawsze ;)
weny kochana ;*
Cieszę się, że się podoba :)
UsuńDziękuję ;*
Zaskoczyłaś mnie tym, że Berenika postanowiła zostać pielęgniarką. W tym miejscu kompletnie jej sobie nie wyobrażałam. :)
OdpowiedzUsuńJestem ciekawa, co stało się Zbyszkowi. W końcu na oddział intensywnej terapii nie trafia się bez powodu. Pozostaje poczekać, może już niedługo uchylisz nam rąbka tajemnicy. :)
I oczywiście nie mogę doczekać się ich pierwszej rozmowy! O ile Zbyszek będzie Berenikę pamiętał, a mam nadzieję, że tak. :)
Ona sama się chyba też tym trochę zaskoczyła ;)
UsuńNawet bardzo niedługo, bo już w kolejnym rozdziale :)
Tego na razie nie zdradzę ;)
No to Berenika zaliczyła niezły szoczek. :D Zapewne w Rzeszowie spodziewała się zobaczyć każdego, ale nie Bartmana. ;>
OdpowiedzUsuńZbysiu ją będzie pamiętać?
O mamuniu, jaki beznadziejny komentarz, nie mam weny i chce mi się spać, przepraszać. ;<
Pozdrawiam. :*
Chyba muszę zacząć powoli pisać nowy rozdział, ale totalnie mi się nie chce.
Oj tak, szoczek był niezły :P
UsuńNie powiem :>
Oj tam, ważne, że w ogóle zostawiasz ślad :)
Pozdrawiam :*
A ja już lubię Łukasza i mam nadzieję, że będzie go więcej. W pełni zgadzam się, że można pojechać wszędzie za prawdziwą przyjaźnią, może nawet prędzej niż za miłością.
OdpowiedzUsuńNa razie trudno określić jaka nam Berenika dorosła i ile z pyskatej, krnąbrnej nastolatki zostało, tak więc nie pozostaje nic innego jak czekać na ciąg dalszy.
Łukasz na pewno będzie miał tutaj swoje miejsce, a co do Bereniki to faktycznie, ten rozdział nie mówi nam kompletnie nic odnośnie jej charakteru, ale na wszystko przyjdzie czas ;)
UsuńBerenika jako pielęgniarka, no proszę, proszę. Nigdy bym na to nie wpadła! :D. Taka spokojna, opanowana i w ogóle wszystko na tak. Jestem ciekawa jak długo będzie taka grzeczna. :D. A co do tej sytuacji z zapytaniem o doktora Fabiańskiego.. Nie dziwię się jej, że nie przyznała się do tego, iż jest on jej ojcem. Każdy na jej miejscu zapewne zrobiłby tak samo, gdyby chciał dojść samemu do wszystkiego. Bynajmniej ja bym tak postąpiła. :). No i ten nasz biedny Zbigniew w szpitalnej sali.. Jestem ciekawa co z tego wyniknie. :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie! ;* ♥
Fajnie, że udało mi się wywołać zaskoczenie :)
UsuńBerenika jest jak huragan, więc może wydarzyć się wszystko :P
Osobiście też nie pochwalam nepotyzmu, bo przez wszelkie rodzinne konszachty tracą przede wszystkim osoby "z zewnątrz", które skreśla się właściwie już na starcie.
Pozdrawiam również ;*
:)
OdpowiedzUsuńDzięki za pozostawienie śladu :)
UsuńSzczerze mówiąc, gdy zaczęłam czytać ten rozdział, byłam pewna, ze opisujesz jakąś inną osobę, a nie Berenikę. I nadal trudno mi w to uwierzyć, jakoś w ogóle ona mi nie pasuje na pielęgniarkę. Ogólnie rozumiem wyjaśnienie jej decyzji, ale nadal jakoś mi to nie gra. No ale spoko, na pewno się przyzwyczaję ;) A końcówka to zupełny szok, co takiego stało się Zibiemu?! Mam nadzieję, że wszystko będzie z nim ok, a Nika pomoże mu wrócić do zdrowia :D Nie mogę się doczekać ich spotkania takiego normalnego, gdy siatkarz będzie przytomny, mam parę scenariuszy na to jak się to może potoczyć, zobaczymy czy któryś się spełni :D
OdpowiedzUsuńKurczę, nie sądziłam, że zostanie to odebrane w ten sposób, ale mam nadzieję, że kolejne rozdziały pokażą, iż w Berenice nie zaszły aż tak diametralne zmiany, jak mogłoby się wydawać. A co do zawodu pielęgniarki, to decyzja została podjęta trochę z "braku laku" ;)
UsuńTeż jestem ciekawa, jak przyszłe wydarzenia będą miały się do Twoich wyobrażeń ;)
Przeeeeeeeeepraszam Cię ogromnie, że dopiero teraz, ale ostatni tydzień był dla mnie kompletnym urwaniem głowy!
OdpowiedzUsuńParę lat minęło od pamiętnych sopockich wakacji i szczeniackiego zauroczenia, wydawać się mogło, że to już zamknięty temat, a tu proszę! Wydawać się mogło, że Berenika ma już w pewnym sensie ustabilizowane życie, super przyjaciela obok, jest u progu zawodowej 'kariery', a tu powraca przeszłość. Nie dziwi jej zaskoczenie widokiem Bartmana, bo każda z nas by zareagowała na jej miejscu tak samo. Ciekawa jestem jak to się dalej potoczy.
Ściskam ♥
Widziałam co nieco na asku ;) Gratuluję zdania egzaminu na prawo jazdy!
UsuńOtóż to, życie jest zaskakujące. Berenika była pewna, że już nigdy się nie spotkają, a los spłatał jej figla, jeśli można to tak nazwać ;)
Ściskam ♥
Super rozdział! Podoba mi się ta zmiana w narracji. Nie spodziewałam się, że Berenika zostanie pielęgniarką. Kompletnie mnie zaskoczyłaś :D No, ale spotkała Bartmana... Tak niespodziewanie. To przeznaczenie XD No i jej przyjaciel... Ta przyjaźń chyba będzie kluczowa w tym opowiadaniu ;p
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ;**
Uff, cieszę się, że zmiana narracji spotkała się z pozytywnym odbiorem :)
UsuńCzy przeznaczenie? Zobaczymy ;)
A co do przyjaźni, to owszem, postaram się ją bardziej wyeksponować w opowiadaniu :)
Pozdrawiam ;*
Jesteś może fanką Nicolasa Sparksa? Bo początek tej histori strasznie mi przypomina książkę tego właśnie autora(" ostatnia piosenka" o tą książkę mi chodzi) ❤️
OdpowiedzUsuńFanka to chyba za dużo powiedziane, ale czytałam kilka jego powieści, w tym także wspomnianą przez Ciebie "Ostatnią piosenkę", jednak pisząc to opowiadanie nie czerpałam z niej żadnych inspiracji. To dwie zupełnie inne bajki :)
UsuńPytam bo początek książki jak i twojego bloga są bardzo podobne �� Uwielbiam twojego bloga i gdybym musiała podać moje Top10 byłabyś na pierwszym miejscu ❤️ Pozdrawiam ��
OdpowiedzUsuńPewnie gdybyś nie zwróciła na to uwagi, nawet nie miałabym świadomości, że mogły wystąpić jakieś podobieństwa, bo książkę czytałam dosyć dawno i nie pamiętam już szczegółów :) Ojej, bardzo miłe jest to, co piszesz :) Dziękuję ♥
Usuń