♪ Alvaro Soler - El Mismo Sol ♪
Kto był inicjatorem tego poronionego pomysłu wyjazdu nad morze? Dlaczego nie mogliśmy pojechać w góry? Przecież byłoby bliżej, taniej i z całą pewnością nie spotkałabym na swej drodze osobnika pokroju tego pożal się Boże Don Juana z ilorazem inteligencji niższym niż u piłki, w którą tak zawzięcie uderza. A jeszcze lepszą opcją byłyby wakacje pod namiotem, które rodzice natychmiast zbojkotowali w obawie, że będąc pozbawioną kontroli dorosłych, mogłabym w ich trakcie oddawać się czynnościom teoretycznie dozwolonym od lat osiemnastu. Zaufania nie mają do mnie za grosz, ale nawet nie mogę im tego wypomnieć, bo natychmiast pada argument, że sama sobie na to zapracowałam. Wspominałam, że na czas wakacji skonfiskowali mi komórkę? Tym bardziej nie rozumiem, jak to możliwe, że aprobują moją znajomość z imbecylem, który niezmiennie od pierwszego dnia pobytu w Sopocie doprowadza mnie do szewskiej pasji. Właściwie kim ja się przejmuję? Pozerem i bajerantem nie potrafiącym zapanować nad swoimi popędami? Patrząc na takich jak on zaczynam rozumieć, dlaczego poligamia jest zabroniona. Dupek do kwadratu.
- Jesteś wkurzona. - Miłosz bardziej stwierdził niż zapytał, sadowiąc się wygodnie obok mnie i zerkając ukradkiem na moje zapiski. Pospiesznie zamknęłam pamiętnik, ponieważ miałam świadomość, że mój kilkuletni brat opanował umiejętność płynnego czytania osiągnąwszy piąty rok życia, a rozczytywanie nawet najbardziej zagadkowych bazgrołów przychodziło mu z zaskakującą łatwością.
- Niby skąd wiesz?
- Znowu piszesz w tym zeszycie.
- Od kiedy pisanie jest wyznacznikiem mojego nastroju? Przecież robię to w każdej wolnej chwili.
- Bo zawsze jesteś wkurzona.
- A ty zawsze irytujący - odcięłam się.
- To przez tego chłopaka, tak? - Jeśli Młodemu nie wypali kariera finansisty, to posadę dziennikarza śledczego ma jak w banku.
- To nie jest wina żadnego chłopaka. Masz tak od urodzenia.
Miłosz westchnął głęboko, poprawił okulary na nosie, po czym zmarszczył brwi, jakby intensywnie się nad czymś zastanawiając. - Mama mówi, że to się nazywa odwracanie kota ogonem.
- Nie, braciszku. To jest ironia.
Młody łypnął na mnie podejrzliwie.
- Wybacz, ale z uwagi na twoje braki w edukacji wolę zaufać naszej rodzicielce.
Teksty tego dzieciaka niejednego wprawiły już w osłupienie. Jak mawiała nasza babka - kto go nie zna, ten by go kupił. Ja na szczęście zdążyłam się częściowo uodpornić na Miłoszowe pseudo mądrości.
- Odezwał się największy myśliciel XXI wieku!
- Ja przynajmniej odrabiam prace domowe! - zaperzył się.
- A ja nie?
- Ty odpisujesz. Na kolanie, pięć minut przed lekcją.
Czy określenie mała pirania jest wystarczająco adekwatne? I pomyśleć, że kiedyś naprawdę chciałam mieć młodszego brata. Gdzie ja miałam rozum?
- No więc co z tym Zbyszkiem? - drążył temat.
- Pstro. - Wystawiłam mu język. - Nie interesuj się.
- Nie rozumiem, dlaczego on się za tobą tak ugania - ciągnął Młody, kompletnie niewzruszony moją niechęcią do kontynuowania rozmowy na temat Bartmana. - Przecież dziewczyny są głupie. Nikt mu o tym nie powiedział?
- Mama też jest głupia?
- Mama nie.
- A to dlaczego?
- Bo mama jest kobietą.
- Kobieta jest starszą wersją dziewczyny, bystrzaku.
- Starszą i mądrzejszą. - Ostatni wyraz zaakcentował z wyraźną satysfakcją. - Moja wychowawczyni jest kobietą i jest bardzo mądra.
Jak nic będzie podkochiwał się w nauczycielkach!
- Ty też kiedyś zostaniesz kobietą. Może wtedy będziesz mieć więcej oleju w głowie - mruknął, mrużąc szyderczo oczy.
- A ty już zawsze będziesz męskim szowinistą! - fuknęłam.
- Kto to jest męski szowinista?
- Zapytaj jakąś kobietę.
- Mamoo! Kto to jest męski szowinista? - I tyle go widziałam!
A to już całkiem niedługo.
Wychodząc naprzeciw fankom Miłosza, skołowałam chyba całkiem wyróżniający się fragment. Dzieciak dissuje Berenikę na każdym kroku, nawet jeśli ona nie dopuszcza do siebie tej myśli.
* * *
- Nie wchodzimy sobie w drogę.
- Phi, oczywista oczywistość!
Pierwszy dzień wzajemnego ignorowania się przynajmniej ze swojej strony mogłam uznać za udany. Unikałam miejsc, w których zazwyczaj spotykałam Bartmana wraz z całą trenującą siatkarską ferajną, głęboko wierząc, że to wystarczy, a sam zainteresowany skupi dzięki temu uwagę na czymś innym, chociażby na Kindze i jej pośladkach. Niestety, nie wzięłam pod uwagę, że ten człowiek jest wyjątkowo nieustępliwy i pamięta drogę do mojej "przyczepy". Szkoda, że jego pamięć szwankuje w związku z innymi rzeczami.
- Współczuję zaawansowanej sklerozy w tak młodym wieku - rzuciłam na powitanie, obdarzając Zbigniewa chłodnym spojrzeniem.
- Dobrze, że chociaż uważasz, że jestem młody. Potraktuję to jako komplement. - Mrugnął porozumiewawczo.
- Jesteś ostatnią osobą, której mogłabym prawić komplementy - prychnęłam, splatając ręce na piersiach.
- No tak, zapomniałem. W twoich ustach nawet moje imię brzmi jak obelga.
- W takim razie co tutaj jeszcze robisz? Przecież kąsających żmij zwykle się unika.
- Odnoszę wrażenie, że żmija, z którą mam do czynienia, kąsa tylko dla zasady. - Uniósł kąciki ust w szelmowskim uśmiechu. Wzniosłam oczy ku niebu, potrząsając głową z rezygnacją.
- Czego nie rozumiesz w wyrażeniu wróg publiczny numer jeden? Skończyłeś chociaż przedszkole?
- Wyobraź sobie, że nawet gimnazjum.
- Serio? Jakoś nie widać.
- Może powinnaś kupić sobie okulary. Najlepiej w pakiecie z kagańcem, bo z byle powodu rzucasz mi się do gardła.
- Od kiedy żmije noszą kagańce?
Bartman parsknął śmiechem, ale nie było w nim ani krzty szyderstwa.
- Dlaczego wszystko, co powiem wykorzystujesz przeciwko mnie? - rzucił z rozbawieniem.
- Odejdź w pokoju, a przestanę to robić.
- Berenika...
- Nika - wycedziłam z irytacją. - Lepiej weź się za treningi, bo nie wygrasz na tych mistrzostwach nawet pary ruskich kaloszy.
- Miło, że troszczysz się o moją formę sportową. To chyba oznacza, że jednak mnie trochę lubisz, co?
- Po prostu chcę odzyskać spokój. - Wywróciłam oczami. A po chwili wpadło mi do głowy coś zupełnie nie od rzeczy. - Słuchaj, jeżeli nagabujesz mnie dlatego, że stałam się przedmiotem jakiegoś durnego zakładu, to możesz być pewien, że wywiozą cię stąd w czarnym worku. Z przegryzioną tętnicą.
- Naprawdę uważasz, że zajmuję się jakimiś gimbusiarskimi zakładami? A może po prostu chcę umilić sobie wyczerpujący obóz treningowy, a tobie wakacje z irytującym bratem i sztywniackimi starszymi?
- Naprawdę uważasz, że twoje towarzystwo jest dla mnie lepsze? Nie schlebiaj sobie!
- Wydaje mi się, że do niedawna byłaś tego samego zdania.
- Masz rację. Wydaje ci się.
Bardzo nie lubię, gdy moją asertywność trafia jasny szlag, vol.2.
Że niby jestem rozpieszczoną córeczką mamusi i tatusia? Że niby trzymam się maminej spódnicy? Niedoczekanie! Byłam więc zmuszona bronić swego honoru i obalić tę druzgocącą teorię, zgadzając się na coś, na co nie miałam większej ochoty. Tak więc trafiłam do hotelu, w którym przebywała cała siatkarska ferajna. Zainstalowaliśmy się w jednym z pokojów wraz z cudem przemyconym zaopatrzeniem i szlugami, od których cuchnęło w całym pomieszczeniu mimo otwartego na oścież okna. Było kilku śmiałków usiłujących zachować zupełną wstrzemięźliwość, ale prędzej czy później i tak ulegli pokusie. Patrzyłam sceptycznie na poczynania swoich nowych znajomych, którzy jako przyszli sportowcy nie powinni przeginać z tego typu "przyjemnościami", zwłaszcza w trakcie zgrupowań. W przeciwieństwie do osoby, która zajmuje się masową produkcją lewych zwolnień z wf-u. Czyli mnie.
- Nie boicie się, że ktoś was nakryje? - wyszeptałam do Michała, który, jak się dowiedziałam, był jednym z najmłodszych w towarzystwie.
- To normalne, że chcemy od czasu do czasu wrzucić na luz - wzruszył ramionami. - Jest weekend, więc dostaliśmy wolne, a poza tym piwo to przecież nie alkohol.
- A niby co? Sok z gumijagód?
- No wiesz, na niektórych może tak działać.
Cały wieczór upłynął nam na grze w warcaby i składaniu origami.
Tak naprawdę na tapecie był poker (nie, nie rozbierany) oraz prawda czy wyzwanie, czyli jak stracić dobre imię i zrazić do siebie ludzi. Ci mniej odważni decydowali się na pytania, w końcu bezpieczniej zdradzić swój największy przypał niż wywrzaskiwać jakieś głupoty, biegać w negliżu pod osłoną nocy, wypijać nieprzeznaczone do picia ciecze, czy... całować się z Bartmanem. Gdy było już po wszystkim, wytarłam usta z obrzydzeniem i sięgnęłam po kolejne piwo, chcąc wypłukać gardło. Chyba przesadziłam z tym płukaniem, bo wkrótce dała o sobie znać moja słaba głowa, a ja znalazłam się w stanie charakterystycznym dla upojenia alkoholowego. Naprzemiennie chichotałam jak kretynka, uciszałam sama siebie i miałam małe problemy z koordynacją, więc trzeba było mnie odprowadzić. Przynajmniej raz w życiu rycerz Zbigniew się do czegoś przydał. I tak, wtedy to ja byłam nadgorliwa.
- Zbyyyniu - zawyłam przeciągle i wpiłam się w jego usta. Nie protestował.
- Już nie jestem be?
- Teraz jesteś zet.
- Zet?
- Zet jak zajebisty - wybełkotałam z zadowoleniem.
- Tak szybko dotarłaś do końca alfabetu?
- Zawsze możemy cofnąć się do tyłu.
Zielonooki wybuchnął śmiechem.
- Cofnąć się do tyłu? Ty naprawdę jesteś wstawiona.
- I nie zamierzasz tego w żaden sposób wykorzystywać, prawda?
- Ja? Ależ skąd! - zapewnił solennie między kolejnymi pocałunkami. - Co powiedzieliby twoi rodzice!
A rodzice? Cóż, tym razem raczej krótko i węzłowato:
- Berenika, na miłość boską! - jęknęła matka.
- Berenika, do jasnej cholery! - zagrzmiał ojciec.
Tak że tego...
Jesteśmy zgubieni.
~ * ~
Mój tak zwany proces twórczy powoli zaczyna sprowadzać się do jakichś dziwacznych rytuałów. I pomyśleć, że większość osób po prostu siada i pisze ;) Mam nadzieję, że to minie kiedy pożegnamy tę dwójkę rozwydrzonych małolatów. Wychodząc naprzeciw fankom Miłosza, skołowałam chyba całkiem wyróżniający się fragment. Dzieciak dissuje Berenikę na każdym kroku, nawet jeśli ona nie dopuszcza do siebie tej myśli.
Chciałam jeszcze uprzejmie donieść, że na otwórz swoje serce pękło 100 tysięcy wyświetleń, co nadal jest dla mnie czymś niepojętym i za co serdecznie dziękuję, bo nigdy nie przypuszczałabym, że moja debiutancka historia zanotuje tyle kliknięć.
Wspominałam, że klaruje mi się w głowie pomysł na parta o Justynie i Grześku?
No to się dzieje! Niektóre teksty są wręcz genialne i nie wiem skąd Ty je bierzesz 😂
OdpowiedzUsuńSkąd biorę? Z głowy :)
UsuńGratuluję setki. Czy trzeba lepszego potwierdzenia, że Ciebie chce się czytać i że wciągasz bezpowrotnie? A Ty nas katujesz jednym rozdziałem na dwa tygodnie.
OdpowiedzUsuńJa bardzo chętnie przeczytam jak Grzegorz wyrywa się z farmakologicznego uzależnienia ;) O Justynę jakoś się nie martwię. Czekam wytrwale i pozdrawiam.
Widziałam już wiele rzeczy w tak zwanym blogowym świecie i uwierz, że wyświetlenia i komentarze nie zawsze są wiarygodnym wyznacznikiem jakości ;)
UsuńJak dobrze pójdzie, to może uda się coś wrzucić do końca tygodnia, ale jeszcze nie jestem pewna czy dobrze pójdzie.
Skąd pewność, że Grzegorz jest uzależniony? ;)
Pozdrawiam.
Ale potwierdzeniem popularności na pewno są. Poza tym przypominam, że jesteś autorką ponad 68-odcinkowej serii, gdzie pod każdą odsłoną pojawiali się wierni czytelnicy z wcale niekrótkimi komentarzami, a wielu nadrabiało zaległości bez mrugnięcia okiem (sama tak miałam). Nie wydaje mi się, żeby było to możliwe, gdybyś pisała słabo albo nudno. Tak więc nie wycofuję się, 100 000 wyświetleń nadal jest dla mnie potwierdzeniem, że opowiadanie o Ani i Michale jest z górnej półki. I kropka.
UsuńNo w sumie pewności nie mam, może rzeczywiście Grzesiu łykał to valium czysto hobbystycznie ;) Ale już przestał, prawda? Czekam na Justynę, bo jestem strasznie ciekawa co u niej.
Popularności na pewno, ale idę w zaparte i nadal podtrzymuję, że między popularnością i jakością nie zawsze można postawić znak równości. A jeżeli chodzi o otwórz swoje serce, to osobiście mam do tego opowiadania mocno ambiwalentny stosunek. Styl jest do zaakceptowania, natomiast co do treści... infantylizm razi po oczach i nie da się tego ukryć. Brakowało tam jeszcze dobrej wróżki i kucyków Pony ;) Wiem, że drugi raz napisałabym wszystko zupełnie inaczej i na pewno mniej rozwlekle, ale człowiek uczy się na błędach i właśnie dlatego teraz podchodzę do realizacji pomysłów z większą ostrożnością. Gdybym we wspomnieniu zaczęła coś knocić, to byłabym wdzięczna za jakikolwiek sygnał ostrzegawczy :)
UsuńObawiam się, że lekomanii nigdy nie można rozpatrywać w kategoriach hobby ;) To poproszę jeszcze o odrobinę cierpliwości, bo ja flegmatyk jestem i zwykle ze wszystkim się guzdrzę. A może jednak melancholik? Tak, chyba jednak bardziej to drugie ;)
Czytałam rozdział z samego rana, gdy tylko się obudziłam, ale stwierdziłam, że poczekam z komentarzem aż do momentu dorwania się do komputera i... oto jestem! :)
OdpowiedzUsuńTa część wydaje mi się tak krótka, nad czym niezmiernie ubolewam. Wszyscy teraz mówią o cieszeniu się z małych rzeczy, piosenki na ten temat powstają, ale ja nie potrafię, chcę więcej Bereniki i Zbysia. I może też Miłosza ^^
Niby irytuje mnie to głupie dziecko, gdyż baaaardzo przypomina mi mojego brata, ale mimo wszystko lubię o nim czytać. Swoją drogą, każdy z opisanych tutaj bohaterów w rzeczywistości wydałby mi się denerwujący - nadopiekuńczy rodzice, jakiś debil-podrywacz, nienawidząca wszystkiego co się rusza (i pewnie tego co martwe również) bohaterka i jej brat mający gdzieś prywatność siostry i węszący we wszystkim łatwe pieniądze. W Twoim opowiadaniu to wszystko tworzy tak interesującą całość, że choćbym chciała, nie potrafię ich nienawidzić.
Uwielbiam Twoje dialogi, cięte riposty bohaterów są według mnie najlepszą częścią tego opowiadania :D Albo przynajmniej jedną z najlepszych.
Wow, gratuluję statystyk na blogu, ja pewnie nigdy takich nie doczekam xD Kiedyś chciałabym przeczytać twoją 'starą' twórczość, ale ilość postów mnie przeraża. I na razie niestety nie mam czasu ;c Ale kiedyś przeczytam i napiszę Ci piętnastostronnicową recenzję, o.
Heh, strasznie zaciekawiły mnie te Twoje rytuały twórcze xD Powiesz nam coś więcej na ten temat? I jak to za niedługo pożegnamy te rozwydrzone małolaty? ;_;
Czekam na ciąg dalszy.
Pozdrawiam :*
Najwidoczniej urok małych rzeczy ma niewiele wspólnego z rozdziałami książek i opowiadań ;) Ale tak poważnie, to faktycznie, ten epizod wyszedł mi trochę krócej, w sumie nie wiem dlaczego.
UsuńMasz rację, każdy z bohaterów w prawdziwym świecie mógłby niesamowicie działać na nerwy, ale cieszę się, że mimo to odbiór tych postaci w opowiadaniu jest pozytywny ;)
Ja też pewnie już nigdy nie zdołam ich powtórzyć na żadnym z kolejnych blogów, no chyba że zdecydowałabym się znów napisać równie długie opowiadanie, a na to raczej się nie zanosi :) Otwórz swoje serce to prawdziwy tasiemiec, ale Zręczna gra pozorów z Winiarem liczy sobie kilkanaście stosunkowo krótkich epizodów, więc jak widać, nie stosuję się w kwestii długości do żadnej reguły :)
Jeśli chodzi o rytuały, to bardzo często przed pisaniem czytam fragmenty ulubionych opowiadań, zwłaszcza tych z najbardziej przemawiającym do mnie stylem pisania, bo wtedy otwiera mi się umysł i zdania wręcz same układają się w głowie, czasem też czekam ze spisaniem pomysłu, żeby lepiej "ułożył" się w głowie, krążę po domu, spoglądam w przestrzeń przez dłuższą chwilę, gdy mam w planach napisanie czegoś humorystycznego słucham tylko energetycznych utworów lub oglądam coś lekkiego i zabawnego i odwrotnie - popadam w melancholię dzięki smutnym piosenkom lub utworom fortepianowym (polecam Yirumę) i melodramatom, gdy tego wymaga rozdział opowiadania. Chyba tyle :)
I już spieszę z wyjaśnieniami - pożegnanie z małolatami nie oznacza pożegnania z opowiadaniem, bo później nastąpi przeskok czasowy i wręcz można powiedzieć, że wszystko zacznie się od nowa :)
Pozdrawiam :*
Niezmiennie kocham te przekomarzania Bereniki i Zbyszka, a także Bereniki i Miłosza. Sama często tak robię ze znajomymi, więc tym bardziej jest mi to bliskie.
OdpowiedzUsuńCóż mogę dodać? Sama nie wiem. Może to, że nie sądziłam, że Berenika w stanie upojenia alkoholowego jest tak bardzo zainteresowana Zbyszkiem, w przeciwieństwie do tego jak jest normalnie. A to z kolei może pokazywać, że nasza bohaterka jest zainteresowana Zbyszkiem także w inny sposób, do czego nigdy się nie przyzna.
Jestem ciekawa jak rodzice zareagują na to wszystko, więc niecierpliwie czekam na kolejny epizod.
Pozdrawiam :*
Ja nie mam natury złośliwca (czego w wielu momentach mojego życia żałowałam, bo może wtedy wiele spraw ułożyłoby się inaczej), więc czasami wymyślanie wystarczająco ciętych ripost stanowi nie lada wyzwanie.
UsuńHmm, myślę, że Twoja dedukcja jest jak najbardziej prawidłowa :)
Pozdrawiam :*
Miłoszu, Miłoszku. Jaki Ty jesteś uroczo denerwujacy... Aż się chce przytulić cię tak mocno, na granicy duszenia. A tak na serio to:
OdpowiedzUsuńZbysiaczek jednak jest kochany. Szczególnie gdy Nika rzuca się na niego z zębami jadowymi.
Berenika jest autentycznie najbardziej nastoletnią nastolatką o jakiej czytałam. Udała Ci się dziewczyna, nie powiem. Ciekawe co z niej wyrośnie...
A rodzice, cóż. Jak to rodzice. Chcą dobrze ale zapewne zapominają o własnych fotelach z młodości.
Pozdrawiam serdecznie i czekam na więcej :)
Fortelach! Na miłość boską, jak ja nie lubię autokorekty!
UsuńCo do Bereniki, to obawiałam się, że jej postać będzie zbyt tendencyjna, ale chyba ostatecznie nie wyszło najgorzej :) Co z niej wyrośnie? Odpowiedź wkrótce :)
UsuńJak głosi znane przysłowie - zapomniał wół jak cielęciem był.
Pozdrawiam również :)
Kocham to opowiadanie! Miłosz <3 Ten młody mnie rozwala ^^ Uwielbiam te jego sprzeczki z Bereniką. No i całą sytuacja z Bartmanem... Tak, ten dzień musiał się tak skończyć. W ramionach Zbyszka xD Ciekawe, czy ona będzie coś pamiętać na następny dzień z tego jakże miłego wieczoru. I co na to jej rodzice?
OdpowiedzUsuńJuż niecierpliwię się na kolejny rozdział!
Dziękuję, że mogę czytać tak dobre opowiadanie ;*
Pozdrawiam ;**
Ps. Wyświetlenia zasłużone ;)
Miłosz to chyba taki mistrz drugiego planu :) Zdecydowanie jego postać ubarwia tę historię :)
UsuńOjej, cóż mogę napisać? :) Cała przyjemność po mojej stronie :)
Pozdrawiam również ;**
Te niektóre teksty zarówno Bereniki, jak i Miłosza czy Bartmana są po prostu genialne. :D. Aż czasem nie wiem czy mam się śmiać, czy płakać. :D
OdpowiedzUsuńSwoją drogą, ja to się cieszę, że mam mocną głowę i nigdy nie jestem w w sytuacji Bereniki, no może z wyjątkiem jednego razu. :D. Ale współczuję dziewczynie, oj współczuję!
Pozdrawiam serdecznie! ;*
Chyba nie jestem w stanie pomóc w podjęciu decyzji :D
UsuńJa nie wiem czy mam słabą głowę czy nie, bo jakoś nigdy nie chciałam tego dokładnie sprawdzać :P
Pozdrawiam również ;*
Krótko! Mogłoby być dłużej i gdybyś popracowała nad opisami to już w ogóle panegiryki pisałabym na Twój temat. Ogólnie jednak jestem pozytywnie nastawiona do tego opowiadania. Podobał mi się Twój styl, a to bardzo wazne, bo historiami można strzelać jak strzela żołnierz z karabinu, ale jednak styl to już trochę pracy. I ja Twoją pracę szanuję, bo naprawdę spodobało mi sie to, co stworzyłaś.
OdpowiedzUsuńTa końcówka w ogóle idealna. Pijaństwo, niepewność, nie można kontrolować swoich słów, a tu nagle bum i rodzice. Świetne, nie spodziewałam się takiego finału.
Pozdrawiam i w wolnej chwili zapraszam do siebie ;)
somethingdiffernet-imagine.blogspot.com
Rozumiem, że masz na myśli rozbudowanie opisów? Co prawda akurat to opowiadanie powstaje według określonego porządku, ale cenna uwaga, dziękuję :)
UsuńBardzo się cieszę, że styl się podoba, bo mam na jego punkcie fioła i staram się go cały czas szlifować :)
Pozdrawiam również ;)
Miłoszu, jaki Ty potrafisz być wkurwiający. Dla swojej siostry, oczywiście. Udał Ci się ten dzieciak, ale jako, że jestem absolutnie zafascynowana Twoją Bereniką - nie lubię go, wybitnie. :D
OdpowiedzUsuńTakie docinki, a pfe. Typowe, kochające się rodzeństwo.
Zbysiu, czyżbyś w końcu zaczął myśleć czymś innym, aniżeli tym robaczkiem, co to go masz pomiędzy swoimi nogami? Niemożliwe. A jednak. No cóż, kto się czubi, ten się lubi - to tak bardzo do nich pasuje. Zdecydowanie.
Łoj, wstawiła nam się Berenika. :D Hahaha, chyba jednak coś ją do niego ciągnie.
Czy Ci rodzice musieli zrobić wjazd w najmniej odpowiedniej chwili? Musieli? x.x Nie lubię ich, weź mi ich stąd.
Pozdrawiam. :*
Ja chyba zacznę jutro pisać nowy rozdział. ;>
Chyba każdy bohater w tej historii na swój sposób działa na nerwy :P A Miłosz to przecież kochane dziecko, kto nie chciałby mieć takiego rezolutnego braciszka? :D
UsuńOj nie wiem, nie wiem, ze Zbysiem nigdy nic nie wiadomo :P
Nie mogę zupełnie wywalić rodziców z opowiadania, ktoś musi sprawować kontrolę nad tą nieletnią hałastrą ;)
Pozdrawiam :*
Ja bardzo przepraszam, ale co się tu wyprawia? A właściwie czemu właśnie nic się nie wyprawia? Ileż można trzymać Zbyszka i Berenikę w stopklatce? Bo tak to sobie wyobrażam, jak o przejście pomiędzy odcinkami. Oni tam stoją z zaskoczeniem wypisanym na nastoletnich buźkach, rodzice zastygli w połowie połajanki a Selene na pisarskich wczasach. Brawo Ty.
OdpowiedzUsuńA poza tym dopięłaś swego. Dopraszam się o Bartmana. Matko.
OdpowiedzUsuńEkhem, pragnę zaprzeczyć podejrzeniom o pisarskie wczasy. Jeśli już, to czekam na "zwolnienie blokady", chociaż i to nie jest właściwe określenie, bo dziergam ten rozdział i wydziergać nie mogę. Wiem, co chcę napisać (czy też raczej wydziergać) a nie potrafię. I to wspomnienie szóste jest taką małą wielką przeszkodą na drodze do realizacji kolejnych pomysłów. A tak w ogóle to dziękuję za ten komentarz. Czasem trzeba mnie ochrzanić (bo moje samołajanie nie zawsze przynosi pożądany efekt ;)).
Usuń