♪ Awolnation - Sail ♪
- Rozumiem, że fascynują cię krajoznawcze wycieczki w głąb chaszczów i dlatego wpakowałaś tam piłkę?
- Otóż nie - poprawiłam nieznajomego. - Chciałam, byś docenił bogactwo naszej pięknej polskiej fauny i flory. Powinieneś częściej obcować z naturą w jej najdzikszym i najbardziej tajemniczym wydaniu.
- Jak będę chciał obcować z naturą, to sobie do Puszczy Białowieskiej pojadę! - fuknął z oburzeniem. Trzymanie nerwów na wodzy najwyraźniej nie było mocną stroną mojego rozmówcy.
- Masz rację, czas odwiedzić swoich krewnych - mruknęłam.
- Bartman, co to za pogaduszki?! - krzyknął w naszą stronę jakiś facet. - Wracaj do gry!
- Już idę, trenerze! Tylko... piłka wpadła w krzaki.
- No to na co czekasz? Nie rób z siebie primadonny i wyciągnij ją stamtąd! Chwastów się boisz, czy co?
- Jeszcze się policzymy. - Zgromił mnie wzrokiem, a następnie dał zwinnego susa w zarośla i wyciągnął kulisty przedmiot.
- Zobaczymy, panie Batman, zobaczymy - celowo przekręciłam jego nazwisko, po czym odwróciłam się na pięcie i odeszłam.
Ustalmy fakty. Nazywa się Bartman i może nie jest najprzystojniejszym przedstawicielem płci męskiej jakiego w życiu spotkałam, ale być może z biegiem lat się wyrobi, w końcu nie takie przepoczwarzenia matka natura widziała. Nie da się ukryć, że facet zaszedł mi za skórę. Od kiedy to każdą spotkaną dziewczynę można nazywać "Maleńką"? I co to w ogóle za tekst "Lubię takie złośnice"? Chyba trafiłam na kolejnego męskiego osobnika o mózgu wielkości orzeszka ziemnego i inteligencji przeciętnego głowonoga. Albo zwykłego podrywacza lubującego się w końskich zalotach. Nie ze mną takie numery, panie "Batman"!
* * *
Następnego dnia wstałam skoro świt i udałam się w to samo miejsce. Nie wiem, co mnie tu przywiodło. Być może chciałam ochłonąć po ciężkiej nocy. Nie dość, że niemal w ogóle nie spałam, bo zewsząd atakowały mnie złośliwe i żądne mojej krwi insekty, to kiedy wreszcie udało mi się zasnąć, miałam dziwny sen. Wędrowałam sobie spokojnie leśną ścieżką, kiedy zza krzaków wyłonił się włochaty potwór z piłką od siatkówki zamiast głowy i zaczął mnie gonić. Uciekałam ile sił w nogach, ale stwór nie dawał za wygraną i na dodatek ryczał jak jakiś jeleń w okresie godowym. Kiedy już myślałam, że lada chwila zakończę swój marny żywot stratowana przez wielkie monstrum, nagle pojawił się Bartman i kazał mi wskoczyć do jakiejś komory przypominającej tunel czasoprzestrzenny. Nie mam pojęcia, co było dalej, bo się obudziłam. Może to i lepiej?
Szłam jak gdyby nigdy nic, przypominając sobie przeżycia minionej nocy i wsłuchując się w łagodny szum morza, kiedy poczułam jak ktoś mnie popycha. Niestety, byłam zbyt blisko wspomnianego zbiornika, więc wpadłam do niego jaka długa. Nie wiem kim był kretyn, który na to wpadł, ale pomysł przedni, nie ma co. Szkoda tylko, że nie przewidział, iż nie umiem pływać. Zaczęłam rozpaczliwie machać kończynami jak w epilepsji, ale nie dawało to pożądanego skutku, bo nasiąkające wodą ubranie ciągnęło mnie w dół. Usiłowałam nabrać powietrza, ale każda próba kończyła się przedostaniem się jeszcze większej ilości cieczy do moich dolnych dróg oddechowych. Jeśli skończę swój żywot na dnie Bałtyku, rodzice będą do końca życia przeklinać dzień, w którym wymyślili sobie rodzinne wczasy.
- Zadowolony jesteś, kurwa? - Usłyszałam za plecami. - Ona się topi, idioto!
Niedługo potem czyjeś ręce objęły mnie w pasie i odholowały na brzeg. Przez moment leżałam na piasku z zamkniętymi oczami. Gdy zmusiłam się do ich otwarcia, ujrzałam nad sobą jakiegoś przerażonego szatyna gotowego zrobić mi sztuczne oddychanie. Postanowiłam temu zapobiec opluwając go fontanną zalegającej w moich drogach oddechowych wody.
- Ej, tak mi się odpłacasz za ratunek? - rzucił z nutką pretensji w głosie i otarł twarz wierzchem dłoni. - Nic ci nie jest?
- To ty mnie popchnąłeś?
- Ja? Ja cię stąd wyciągnąłem! To wszystko przez niego! - Skierował swój palec wskazujący na stojącego nieopodal... Bartmana. Dlaczego mnie to nie dziwi.
- Ty... ty... - Poderwałam się gwałtownie z miejsca, ale natychmiast opadłam z powrotem na ziemię. Walka z wodą pozbawiła mnie wszelkich sił witalnych. Nie przeszkodziło mi to jednak w wydzieraniu swojej ślicznej buźki.
- Mogłeś mnie zabić, patafianie! - darłam się ile fabryka dała. - Od początku wiedziałam, że jesteś bezmózgim imbecylem, ale teraz przekroczyłeś wszelkie dozwolone normy idiotyzmu!
- Przepraszam - kajał się zielonooki. - Nie miałem pojęcia, że nie umiesz pływać.
- Pewnie, bo czasem trzeba ruszyć mózgiem, a to dla ciebie zbyt trudne. W końcu nawet miś o małym rozumku przewyższa cię swoim ilorazem inteligencji!
- Nie złość się tak, złość piękności szkodzi. - Kolejny durny tekst, za który dusiłabym dopóty, dopóki ofiara nie wydałaby ostatniego tchnienia. - To miał być tylko głupi żart, taki jakby rewanż za tą piłkę w krzakach - tłumaczył się.
- Głupi żart, tak? Jeszcze chwila i twój towarzysz wyciągnąłby mnie nogami do przodu! - wrzeszczałam.
- Przeprosiłem, tak? Więc z łaski swojej przestań robić sceny. - Panie i panowie, mistrz empatii.
- Ludzie, trzymajcie mnie, bo nie ręczę za siebie! - Powróciłam do pozycji pionowej, łypiąc złowrogo na bruneta. Szatyn, jakby zaniepokojony moimi pogróżkami, asekuracyjnie chwycił mnie za ramię.
- Puszczaj!
- Przecież powiedziałaś...
- Ciebie też mamusia nie nauczyła myśleć? Nie wiesz co to przenośnia?
Chyba każdy z nas doświadczył momentu, w którym puszczają mu hamulce i jest gotowy absolutnie na wszystko. Choć zdusiłam w zarodku chęć dokonania mordu na zielonookim, przed spoliczkowaniem go nie mogłam i nie chciałam się już powstrzymać, co i tak było łagodnym wymiarem kary. A oburzenie delikwenta skwitowałam szyderczym śmiechem.
Ostatni raz zerknęłam na bruneta, posyłając mu spojrzenie pełne pogardy, po czym odwróciłam się na pięcie i podreptałam do domku letniskowego, drżąc jak osika. Bartman próbował mnie dogonić, wywrzaskując pod moim adresem różnej maści inwektywy, ale pozdrowiłam go wyprostowanym jak struna środkowym palcem.
* * *
Mam ochotę udusić i poćwiartować Bruneta, a jego zwłoki, a raczej to, co po nich zostanie po wyporcjowaniu ich jak kurczaka, wrzucić do morza, ewentualnie zakopać w piasku. Tak, mam sadystyczne zapędy, ale w tym momencie są one jak najbardziej uzasadnione. Myślałam, że moim jedynym problemem na tych pożal się Boże wakacjach będzie odcięcie od cywilizacji i towarzystwo upierdliwych rodziców, ale najwidoczniej myliłam się, bo zaczynam być zewsząd osaczana przez osobę zielonookiego. Jak nie w snach, to w rzeczywistości. Jeśli jeszcze raz przyjdzie mi oglądać jego lico, to chyba pójdę się sama rzucić do tego morza. A propos prób samobójczych - właśnie w taki sposób rodzice potraktowali moją dzisiejszą przygodę, a przynajmniej tak odczytałam ich sugestię. Uznali, że jest to mój wyraz buntu i próba zwrócenia na siebie uwagi. Myślałam, że mam omamy słuchowe. Oni, ludzie światli, wykształceni i obyci w świecie zarzucają mi próby samounicestwienia. A może opisując incydent użyłam niewłaściwych słów? Może zamiast powiedzieć "Topiłam się w morzu" powinnam rzec "Byłam topiona w morzu"? W każdym razie za karę dostałam coś w rodzaju całodniowego szlabanu na wychodzenie z domu. Jestem uziemiona i torturowana pełnymi satysfakcji spojrzeniami braciszka. Wygrałeś, młody, znowu twoje na wierzchu.
Moje pamiętnikowe zwierzenia przerwało pukanie do drzwi. Sytuacja niecodzienna, bo kto mógłby zaszczycić nas tutaj swoją wizytą? Jako wielbicielka horrorów zaczęłam sobie wyobrażać jakiegoś psychopatę z powykrzywianym licem i rozbieganymi oczyma, który rzuci się na nas z siekierą, gdy tylko otworzą się przed nim wrota tejże przyczepy. Na szczęście w razie czego to nie ja będę pierwszą ofiarą, bo to moja rodzicielka poszła otworzyć.
- Dzień dobry, zastałem może taką ładną, podobną do pani krótkowłosą brunetkę o brązowych oczach? - Usłyszałam, gdy tylko mama otworzyła drzwi.
- Córeczko, znasz tego chłopca? - zapytała mama, równie zaskoczona jak ja. Wróć, ja nie byłam zaskoczona. Ja byłam wściekła, że nawet tutaj ten patafian zakłóca mój spokój.
~ * ~
Znów będę marudzić na jakość rozdziału, ale cóż, tak Selene stawiała swoje pierwsze kroki w opowiadaniowym świecie. W każdym razie, najsłabszy epizod chyba mamy już za sobą.
Pozdrowienia dla Otfilulu, której jedna ze scen mogła szczególnie przypaść do gustu. ;)
Bo wiecie, to wszystko ma być takie jakby prześmiewcze i groteskowe. Na odrobinę powagi jeszcze przyjdzie czas.
Lubię pisać o Panu Kapitanie, ale w tym opowiadaniu będzie raczej postacią epizodyczną. Trzeba dać mu odpocząć po tym, jak zmaltretowałam go w otwórz swoje serce, chociaż... powiem Wam w sekrecie, że przy sprzyjających wiatrach coś jeszcze może o nim powstać w niedalekiej przyszłości. Ale o tym na razie cicho sza! ;)
Nie kocham Zbigniewa, ale też go nie nie nienawidzę, po prostu lubię wyraziste męskie charaktery w opowiadaniach - to na wypadek, gdyby ktoś pytał, ewentualnie marudził, że piszę akurat o nim. Uważam, że jego postać literacko jest niezwykle "plastyczna" - bawidamek, romantyk, czy zimny drań - mam wrażenie, że w każdym wcieleniu może być równie wiarygodny.
Generalnie chciałabym pojawiać się tutaj w każdy weekend, ale nic na siłę, bo nawiązując do znanego powiedzenia - wena nie sługa i może być różnie, a ja nie chcę pisać pod presją. Owszem, czasami presja mi pomaga, ale często też odbija się niekorzystnie na jakości rozdziałów.
Wspaniały rozdział, oby tak dalej :D
OdpowiedzUsuńNo cóż, nie chcę bronić Bartmana, ale skąd mógł wiedzieć, że ona nie umie pływać? hahaha Troszkę mi humor poprawiłaś, bo jeszcze kilka minut temu miałam paskudny ;/
Ciekawe, po co przyszedł do niej?
Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział :)
I dziękuję za informację o nowym wpisie!
Pozdrawiam ;**
Cieszę się, że poprawiłam Ci humor, o to tutaj chodzi :)
UsuńWszystko wyjaśni się w kolejnym wspomnieniu :)
Nie ma za co, pozdrawiam również ;**
Strasznie mi się podoba z jakim rozmachem idziesz przez to opowiadanie. Zupełnie inaczej niż z Anką i Michałem. Nie lepiej tylko inaczej, i to jest fajne, niepowielanie się.
OdpowiedzUsuńA jak już Zbychu dostał co trzeba to mogę zacząć im ostrożnie kibicować :)
No i dodatkowo piosenka, z mojej playlisty i z teledyskiem z Tessą Violet!
Aha, i zdanie odcinka:
"-Masz rację, czas odwiedzić swoich krewnych"
Poległam. To było jeszcze lepsze niż rękoczyn ;) Dzięki.
Ma być kontrastowo w stosunku do otwórz swoje serce, dlatego cieszę się, że udaje mi się pomyślnie realizować swoje zamierzenia i że jest to widoczne.
UsuńTo tez piosenka z mojej playlisty, no i fabuła teledysku chyba wpasowuje się w tematykę rozdziału :)
Nie jestem mistrzynią ciętej riposty, więc wybitnie rzadko udaje mi się wymyślić coś chwytliwego :P
Bartman to kretyn, ale przystojny kretyn, więc takim się wybacza <3
OdpowiedzUsuńco do ratunku, nie ma to jak opluć wodą ^.^
No i ta wizyta w przyczepie, nie ma co, Bartman masz tupet
nie zanudzam
czekam na więcej
nie ważne co ile będą się pojawiały, ważne, że w ogóle będą
i masz racje, Zbigniew jest strasznie plastyczny :)
weny i zapraszam co coś do mnie, zostawiłam ślad w spamie, Bartmana także tam znajdziesz :)
Czy ja wiem, czy on w młodzieńczych latach był taki przystojny? ;)
UsuńOj jest, całkiem dobrze się o nim pisze :)
Odwiedziłam już jeden z blogów, ale myślę, że na nim nie poprzestanę :)
Bartmana nie lubię, ale zdecydowanie uwielbiam sposób w jaki go tutaj przedstawiasz. I w ogóle zarówno on jak i Berenika mają wyraziste charaktery i bardzo mi się to podoba.
OdpowiedzUsuńCzekam na więcej. Obojętnie kiedy, będę. Prędzej czy później dotrę.
Pozdrawiam :*
Razem mają tworzyć mieszankę wybuchową, ale mam nadzieję, że obejdzie się bez ofiar :P
UsuńDziękuję, że jesteś, to naprawdę dużo dla mnie znaczy :)
Pozdrawiam :*
Co za kretyn z tego Zbycha... Naprawdę nie przewidział, że ona może nie umieć pływać?
OdpowiedzUsuńI jeszcze ją w domu nawiedza, brr, ja bym się na jej miejscu zaczęła obawiać, czy to nie jest jakiś zboczeniec, albo psychopata.
Nie lubię Twojego Zbysia, ale naprawdę fajnie go wykreowałaś. :D
Czy dobrze zrozumiałam, że to Dziku uratował Berenikę? Kochany.
U mnie nowy rozdział będzie dzisiaj, albo jutro. :)
Pozdrawiam. :*
Najwidoczniej za wysokie progi dla jego rozumku :P
UsuńMyślę, że główna bohaterka może mieć podobne odczucia ;)
Tak, tak, to on. Pierwotnie nawet miałam napisany fragment, w którym jest to wyraźnie powiedziane, ale pozmieniałam kilka rzeczy i już mi nie pasował.
Pozdrawiam :*
Nie napiszę nic nowego, jeśli stwierdzę, iż Bartman zachowuje się jak kompletny bufon. Nie dość, że słabo mu poszedł żart z wepchnięciem w wodę to zachowuje się jak primadonna, serio. Obydwoje mają widać twarde charaktery, a taka mieszanka może być wręcz wybuchowa! Bartmana nie lubię, ale kreujesz go tutaj naprawdę świetnie. Już nie wspomnę o tekście kursywą ;)
OdpowiedzUsuńŚciskam ♥
Bartman ma być tutaj antypatycznym i zadufanym w sobie typem, więc tym bardziej cieszę się, że rozumiecie moje zamierzenia :)
UsuńOwszem, ma być mieszanka wybuchowa ;)
Ściskam ♥
Końcówka tego rozdziału najbardziej chyba mnie rozśmieszyła, a zdecydowanym liderem w wyścigu po mój śmiech był "patafian" :D
OdpowiedzUsuńEh Zbysiu, tak to ty sympatii dziewczyny nie zdobędziesz, nie ma bata... Ja rozumie może i chciałeś przeprosić, przychodząc do jej domu, ale na Boga, trza było się tak nie zachowywać i użyć do myślenia tej główki co potrzeba!
Eh jak ja lubię na Zbysia krzyczeć :D
Pozdrawiam :*
Ps. Jakbyś miała ochotę zapraszam http://swiatla-zaprowadza-cie-do-domu.blogspot.com/
A ja lubię się nad nim pastwić w tym opowiadaniu :D
UsuńOdkryłaś zamiary Zbysia, bo nasz bohater faktycznie chce przeprosić, pytanie tylko, czy jego zamiary są krystalicznie czyste... ;)
Pozdrawiam :*
Zacznę może od początku. Już widzę, że będzie to zupełnie inne opowiadanie niż to o naszym Panie Kapitanie. I wiem też, że polubię to opowiadanie, a w szczególności Berenikę! Już kocham tę dziewczynę, jest po prostu genialna. Nie da sobie w kaszę dmuchać i to u niej podziwiam. Ma cięty język i coś czuję, że Bartman jeszcze nie raz się o tym przekona. No i ta końcówkę.. Kurczę, chyba nie będzie z nim dobrze, jak ona stanie przed nim. Oj Zbyszku, Zbyszku - będzie z Tobą kiepsko przez ten czas, kiedy Berenika będzie na wakacjach. :D
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie! ;*
Owszem, opowiadanie ma diametralnie różnić się od tego o Kubim :) No i mam ogromną frajdę z kreowania postaci głównej bohaterki. Takie charakterne babki są zawsze najciekawsze :)
UsuńRównież pozdrawiam serdecznie ;*
Hej :) Jestem Twoją nową fanką! Mimo, że to opowiadanie ma dopiero kilka rozdziałów - kocham je! Jest inne niż wszystkie, widzę w nim potencjał :) Już nie mogę się doczekać nowych perypetii Bereniki i Pana Zielonookiego :) Zżera mnie ciekawość co tam dla nas nowego przyszykowałaś :)
OdpowiedzUsuńMały spam :) Zaczynam coś nowego :) Zapraszam na nowe opowiadanie:
http://ona-i-chichot-losu.blogspot.com/
Pozdrawiam!
Hej ;) Standardowo w takiej sytuacji odpowiem, iż po prostu cieszę się, że się podoba. Fajnie, że widzisz w nim potencjał. Mam nadzieję, że uda mi się go w pełni wykorzystać :)
UsuńPozdrawiam również :)
Życie jest niesprawiedliwe. Berenika w ramach kary wyjeżdża nad morze i poznaje Zbigniewa, a ja? Cały rok byłam grzeczna, a żaden Bartman mnie nie chce ;_; *koniec żalenia się*
OdpowiedzUsuńTak właściwie nawet nie przepadam za Bartmanem, ale mniejsza o szczegóły. To opowiadanie spodobało mi się na tyle, że tu zostanę i w miarę możliwości będę wpadać z komentarzami. Tak swoją drogą masz ciekawy styl pisania, który bezproblemowo pozwala wczuć się w role bohaterów. Momentami nawet współczuję Berenice, na przykład w momencie, kiedy rodzice posądzili ją o próbę samobójczą. Może po wizycie Zibiego cofną swoje oskarżenie i anulują jej szlaban. Może jego przyplątanie się jednak na coś się przyda.
Dlaczego uważasz ten rozdział za najsłabszy? Moim zdaniem nie odstępował poziomem od poprzedniego czy prologu :)
"-Sorry maleńka - rzucił od niechcenia. -To co, podasz?
-Maleńka to jest zawartość twoich spodni! - odgryzłam się." - bardzo podoba mi się ten cytat. W sumie wiele tu takich, które przypadły mi do gustu, ale ten jest niebanalny w swojej banalności i zasługuje na wyróżnienie, o.
Jestem bardzo ciekawa, co wydarzy się w domku Bereniki. Wyczekuję kolejnego rozdziału.
Pozdrawiam gorąco :*
Btw. długo zwlekałam z rozpoczęciem czytania tego bloga - postać Bartmana raczej mnie nie zachęcała. W tym momencie żałuję, bo opowiadanie naprawdę bardzo mi się spodobało.
Czy ja wiem, czy spotkanie Zbigniewa nie jest dla niej jeszcze większą karą? :P Tak więc wydaje mi się, że nie ma czego żałować ;)
UsuńBardzo dziękuję za miłe słowa, które w obecnym stanie rzeczy mogą podziałać na mnie wręcz "uskrzydlająco" (mam tu na myśli kryzys i brak weny).
Sama nie wiem, może dlatego, że jak dla mnie jest tutaj zbyt dużo dialogów i kilka rzeczy wydaje się ze sobą nie współgrać. A tak nawiasem mówiąc, perfekcjonizm to naprawdę uciążliwa przypadłość ;)
Zdaję sobie sprawę, że osoba tego siatkarza może działać odpychająco i wiele potencjalnych czytelniczek po odwiedzeniu zakładki "Bohaterowie" rezygnuje już na starcie (ja na przykład mam tak ostatnio z Andrzejem Wroną), dlatego tym bardziej cieszę się, że postanowiłaś się przełamać :)
I również pozdrawiam gorąco :*
O, w takim razie życzę dużo weny :) I szybkiego przełamania kryzysu.
UsuńAch, perfekcjonizm. Sama chyba też cierpię na tę przypadłość.
Jeśli chodzi o Wronkę, to odpycha mnie jeszcze bardziej niż Zbigniew, więc... Rozumiem Cię doskonale. Sama nie czytam chyba żadnego opowiadania, w którym się pojawia :/
Dziękuję raz jeszcze, mam nadzieję, że wreszcie uda mi się ruszyć z pisaniem :)
UsuńObecnie też nie czytam nic o Wronie, aczkolwiek w przeszłości zdarzyło mi się śledzić kilka historii z jego udziałem. Tylko że wtedy jeszcze darzyłam go sympatią ;)
Trafiłam dzisiaj na tego bloga i tutaj zostanę! Świetnie się zapowiada i dobrze się je czyta. Główna bohaterka ma charakterek, a ja uwielbiam czytać o takich właśnie wyrazistych postaciach, bo nie da się nudzić, gdy jest dobrze opisana. I też uważam, że Bartman tu świetnie pasuje, bo to też taki własnie typ i zapewne z czasem wyjdzie, że to był strzał w 10 ! Już się nie mogę doczekać jak to się dalej rozwinie :D
OdpowiedzUsuńPrzy okazji zapraszam do mnie na gwiazdy-nam-sie-przygladaja.blogspot.com . A jeśli nie chce Ci się nadrabiać 36 rozdziałów, to od razu zapraszam na uwierzyc-w-milosc.blogspot.com z którym ruszam już niebawem ;)
Pozdrawiam ;*
Cieszę się, że Ci się spodobało. Dziękuję za miłe słowa :)
UsuńJa natomiast uwielbiam pisać o wyrazistych postaciach :)
Pozdrawiam również ;*
Przenoszę się teraz tutaj i tak szybko się mnie nie pozbędziesz. ;) Twój kolejny blog rozpoczyna się fantastycznie i tak na prawdę nie wiem co mogę dodać więcej.
OdpowiedzUsuńCzekam i będę czekać na to w jaki sposób połączysz losy Bereniki i Zbyszka
Pozdrawiam Kasia ;)
Nie zamierzam się nikogo stąd pozbywać ;) I ja też nie wiem, co mogłabym napisać, po prostu bardzo się cieszę, że się podoba :)
UsuńPozdrawiam :)
Halo, bardzo proszę iść na spacer, poopalać się, wziąć długą kąpiel, wyspać się od rana do wieczora, zjeść coś za czym się przepada, posłuchać ulubionych kawałków, popatrzeć bezmyślnie przed siebie i zwabić natchnienie!
OdpowiedzUsuńTu są tacy co czekają na ciąg dalszy :)
Na moje lico wypełzł właśnie szeroki uśmiech :) Wabię natchnienie jak tylko się da, brodata miniatura pomogła się przełamać po tygodniu totalnej niemocy.
Usuń