piątek, 30 października 2015

Epizod trzeci, czyli: Kochanie, tak strasznie się o ciebie bałam!

- Jesteś... Jest pan w szpitalu - wyjąkała po chwili. - Miał pan wypadek.
- Nie pamiętam - odpowiedział słabym głosem i utkwił wzrok w suficie.
- Pójdę po lekarza - uprzedziła bruneta i opuściła pomieszczenie w poszukiwaniu medyka.
- Miejmy nadzieję, że to jedyna rzecz, której nie pamięta - westchnął doktor, dowiedziawszy się o luce w pamięci atakującego Resovii. Jak płonne były to nadzieje, okazało się niedługo potem. Zbyszek nie pamiętał nie tylko okoliczności wypadku, ale i... wielu wydarzeń go poprzedzających. Bliscy Bartmana euforycznie zareagowali na wieść o odzyskaniu przez niego świadomości, jednak miny natychmiast im zrzedły po usłyszeniu informacji o amnezji siatkarza, bowiem w takich sytuacjach zawsze istnieje ryzyko, że pacjent nigdy nie przypomni sobie szczegółów ze swojego życia. Mimo to lekarz prowadzący Zbyszka zaapelował o spokój potrzebny nie tylko samemu pacjentowi, ale i jego bliskim. Należało rozsądnie dozować informacje, ponieważ ich nadmiar mógłby spowodować wewnętrzną blokadę, a co za tym idzie, jeszcze większe trudności atakującego z przypomnieniem sobie faktów dotyczących jego przeszłości.

* * *

Obudził się w pomieszczeniu skąpanym w oślepiającej bieli; nic dziwnego więc, iż w pierwszej chwili pomyślał, że znajduje się u progu bram do wieczności. Jego przypuszczenia zostały natychmiast zweryfikowane przez odzianą w biały fartuszek dziewczynę. Szpital. Wypadek. Mężczyzna w białym kitlu przyprowadzony przez pielęgniarkę potwierdził jej wersję, ale to wcale nie sprawiło, że stała się ona dla niego mniej niedorzeczna. Nie potrafił odtworzyć w pamięci ani nanosekundy tego wydarzenia. Wkrótce z przerażeniem odkrył, że podobne trudności ma z przypomnieniem sobie wielu innych informacji. Zapytany nawet o adres zamieszkania czy wykonywany zawód milczał jak zaklęty, mimo iż w jego umyśle toczyła się rozpaczliwa walka o przywołanie jakichkolwiek informacji. W jednej chwili zapragnął ponownie zapaść w śpiączkę i długo się z niej nie budzić. Znacznie lepiej egzystować niczym roślinka w otchłani nieświadomości, niż żyć w sidłach niepamięci wśród zapomnianych twarzy i miejsc.
Rozmyślania siatkarza przerwane zostały odgłosem kroków kobiety i mężczyzny, którzy z zafrasowanymi minami nieśmiało przybliżali się do jego łóżka. Jego rodzice. Nie mógłby zapomnieć. Na ich zmęczonych obliczach wyraźnie odznaczały się trudy i troski ostatnich tygodni, co sprawiło, że Bartmana zaczęły trapić wyrzuty sumienia. Nie miał przecież zamiaru stawać się powodem ich zmartwień. Małżeństwo nie zabawiło zbyt długo w sali swojego syna, chcąc pozwolić mu na odpoczynek i zebranie myśli, czego nie można było powiedzieć w odniesieniu do pewnej długonogiej, atrakcyjnej blondynki. Dziewczyna przekroczywszy progi pomieszczenia, natychmiast przywarła całym ciałem do klatki piersiowej atakującego, znacznie utrudniając jego płucom wymianę gazową.
- Kochanie, tak strasznie się o ciebie bałam! - wyszeptała pełnym przejęcia głosem, po czym ujęła w dłonie jego twarz, by złożyć mu na ustach soczysty pocałunek. Jej nadmierna egzaltacja wprawiła siatkarza w lekką konsternację.
- Kim jesteś? - wydukał zaskoczony wylewnością uczuć nieznajomej. Blondynka przerwała czułości i uniosła swoje idealnie wyregulowane brwi w geście zdziwienia.
- To żart? - zapytała z nutką kpiny w głosie.
- Przepraszam, ale naprawdę cię nie pamiętam - odparł z rezygnacją.
- Skarbie - przeciągnęła ostatnią sylabę, tym razem zdobywając się na łagodniejszy ton. - Jestem przecież twoją narzeczoną, Adą. Nie mogłeś mnie zapomnieć. - Na potwierdzenie swoich słów wyciągnęła w jego kierunku prawą dłoń, na której zabłysnął okazały klejnot. - Pamiętasz ten pierścionek? Podarowałeś mi go kilka miesięcy temu.
Majchrzakówna rozpoczęła dość długą i nudnawą opowieść o podróży do Wenecji, podczas której doszło do zaskakujących dla niej oświadczyn w gondoli. Bartman odniósł wrażenie, że słucha fragmentu scenariusza jakiegoś filmu o miłości bądź artykułu przeczytanego w jednym z magazynów dla pań, co jednak nie oznaczało, że kwestionował prawdziwość słów dziewczyny; po prostu z uwagi na problemy z przypomnieniem sobie niektórych faktów, nie potrafił utożsamić owej historii z własną osobą. Nie wiedział też, jak zachowywać się w stosunku do swojej domniemanej narzeczonej. Mimo że tak wiele ich łączyło, wydawała mu się zupełnie obcą osobą, w dodatku z dość irytującym sposobem bycia. Chcąc położyć kres niezręcznej sytuacji, wymówił się potrzebą snu i zmęczeniem spowodowanym ilością otrzymanych informacji, co dla blondynki było dość jasnym sygnałem do opuszczenia szpitalnej sali. Adrianna nie potrafiąc ukryć zawodu, wymamrotała słowa pożegnania i pocałowawszy siatkarza w policzek, zamknęła za sobą drzwi pomieszczenia. Zbyszek wypuścił ze świstem powietrze. Tak naprawdę nie zamierzał zmrużyć oka nawet na sekundę; więcej - już czuł w czaszce przeszywający ból będący skutkiem nadmiaru myśli kłębiących się w jego pokiereszowanej od wypadku głowie.

* * *

- I jak się miewa nasz przystojniak? - zapytała Weronika, w napięciu oczekując na wieści z sali okupowanej przez zielonookiego. Czy właśnie owo nerwowe oczekiwanie skłoniło Juszczykównę do pochłonięcia całej paczki słodko-kwaśnych żelków? Berenika wolała w to nie wnikać, aczkolwiek już po kilku dniach egzystowania w rzeszowskiej placówce zdołała zauważyć, iż szatynka nie potrafi odmówić sobie tej jakże słodkiej przyjemności. I jak na ironię, żelkowe uzależnienie zdawało się nie wywierać żadnego wpływu na jej figurę. Szczęściara.
- Wygląda na to, że nic nie pamięta. Zupełnie jakby był folderem, z którego usunięto wszystkie pliki - westchnęła, zdobywając się na porównanie, którego nie powstydziłby się żaden informatyk.
- Przepraszam, szukam brata. Podobno znajduje się w tym szpitalu. - Wymianę zdań dwóch pielęgniarek przerwała czarnowłosa niewiasta, tym samym stając szatynce na przeszkodzie w wyrażeniu szczerego zdumienia usłyszaną informacją. Dziewczyna spokojnie mogłaby rywalizować z Adą o miano szczęśliwej posiadaczki najszczuplejszej sylwetki, wszak jej talia osy niemal od razu rzucała się w oczy postronnemu obserwatorowi. Oprócz tego trudno było nie zauważyć intensywnie zielonych tęczówek, z uwagą lustrujących wnętrze pomieszczenia. I właśnie ten element wyglądu nieznajomej był, zdaniem Fabiańskiej, kluczem do rozwiązania zagadki jej tożsamości.

~ * ~
Jest piątek, jest nowy rozdział. Czy tylko ja mam wrażenie, że od publikacji poprzedniego minęły wieki?
Został mi już tylko jeden zapasowy epizod, a w zeszycie kisi się kolejny rozgrzebany onepart, który nie doczeka się zakończenia. Brawo ja.
Muszę przyznać, że komentarze, w których pojawiały się przypuszczenia dotyczące ponownego spotkania Bereniki i Zbyszka, czytałam z wymalowanym na twarzy chochliczym uśmieszkiem. Mam Was! :) Skoro Zbychu nabawił się amnezji, trudno, żeby pamiętał kogoś z tak odległej przeszłości. Chociaż w sumie... Nie, nic :)
Do następnego!