piątek, 16 października 2015

Epizod drugi, czyli: Witamy w Rzeszowie, mieście siatkarskich mistrzów Polski!

Trudno opisać za pomocą słów emocje targające Bereniką w momencie ujrzenia Zbyszka. Brunetka kilkakrotnie mrużyła oczy i szczypała się w policzki, nie potrafiąc uzmysłowić sobie, że to, co przed chwilą zobaczyła, nie było figlem spłatanym jej przez wyobraźnię, ale faktycznym stanem rzeczy. Nie sądziła, że kiedykolwiek spotka ponownie zielonookiego, tym bardziej w takich okolicznościach.
- A coś ty taka kredowobiała? Ducha zobaczyłaś czy co? - Zaśmiała się Weronika, gdy Fabiańska chwiejnym krokiem przekroczyła próg dyżurki. - A może dostałaś reprymendę od oddziałowej? Uważaj na nią. - Szatynka ściszyła głos i rozejrzała się na boki, jakby chciała sprawdzić, czy nikt nie podsłuchuje. - To stara jędza, lepiej jej się nie narażać. Najbardziej nie znosi nowicjuszek i pod byle pretekstem donosi na nie do ordynatora
Berenika zaprzeczyła podejrzeniom pielęgniarki, jednocześnie zastanawiając się, jak dyskretnie zapytać o najbardziej interesujące ją kwestie. Nagle zapragnęła dowiedzieć się wszystkiego o Zibim. Zastanawiała się, jak potoczyło się jego dalsze życie; czy nadal grał w siatkówkę plażową ze swoim przyjacielem, czy może związał swoją przyszłość z branżą niemającą nic wspólnego ze sportem, co przywiodło go do Rzeszowa i przede wszystkim, co było powodem jego hospitalizacji.
- Ten Bartman... - zaczęła nieśmiało. - Wiesz co mu się stało?
- Czy wiem? - Roześmiała się perliście. - Pół Polski o tym wie! Nie czytasz gazet? Nie oglądasz telewizji? Odcięli ci internet? - pytała szczerze zdumiona niewiedzą swojej koleżanki.
- Nie interesuję się... sportem - bąknęła zawstydzona.
- Wobec tego witamy w Rzeszowie, mieście siatkarskich mistrzów Polski! - zakomunikowała szatynka, po raz kolejny tego dnia ukazując rządek śnieżnobiałych zębów.
Juszczykówna była skarbnicą wiedzy o siatkówce i jej dziedzinach pokrewnych, w które można było wliczyć chociażby ciekawostki dotyczące życia prywatnego poszczególnych zawodników. Chcesz wiedzieć, jaką potrawę najbardziej lubi twój ulubiony gracz, gdzie najchętniej wyjeżdża na wakacje lub jak wabi się jego pies? Wal jak w dym do Weroniki Juszczyk!
Berenika zdołała dowiedzieć się, że Zibi porzucił plażówkę niemal od razu po zdobyciu mistrzostwa Europy oraz wicemistrzostwa świata juniorów. W jego ślady poszedł Michał, który obecnie reprezentuje barwy drużyny z Jastrzębia. Bartman zaś od tego sezonu miał być ważnym ogniwem miejscowej drużyny, Asseco Resovii Rzeszów, jednak dwa tygodnie temu, tuż po inauguracji nowego sezonu ligowego uległ wypadkowi, który poważnie zagroził nie tylko jego dalszej karierze, ale przede wszystkim życiu. Dwaj świadkowie zdarzenia twierdzą, że jechał z szaleńczą prędkością, ale chyba tylko sam zainteresowany może wiedzieć, co było jej powodem. Próbując uniknąć zderzenia z nadjeżdżającą z naprzeciwka ciężarówką, usiłował zjechać na pobocze, ale jako że padał deszcz i droga była śliska, stracił panowanie nad kierownicą i uderzył w drzewo. Z miejsca wypadku został przetransportowany właśnie do tego szpitala. Niektórzy uważają, że to cud, iż wyszedł z tego żywy. Brunetka wysłuchała opowieści Weroniki z gęsią skórką na całym ciele. Do końca dyżuru nie potrafiła przestać myśleć o niczym innym, mimo że nie powinna pozwolić sobie ani na chwilę rozkojarzenia. Dopiero kilka ostrzegawczych spojrzeń starej jędzy na moment sprowadziło ją na ziemię. Kiedy jednak dyżur dobiegł upragnionego końca, do którego w pewnym momencie zaczęła odliczać godziny, jej myślami znów zawładnął zielonooki brunet. Być może właśnie dlatego w momencie stawienia się w mieszkaniu Łukasza, zamiast słów powitania bądź krótkiej relacji z pierwszego dnia pracy, zdołała wykrztusić jedno zdanie:
- Widziałam Zibiego Bartmana.
Korzecki w trymiga pojął, że to właśnie osoba mężczyzny o wymienionym przez dziewczynę nazwisku będzie przedmiotem ich dzisiejszej dyskusji, choć właściwie nie rozumiał dlaczego.
- Nie rozumiesz? To on! Chłopak z wakacji w Sopocie grający w plażówkę! - Fabiańska przejawiała ekscytację kilkuletniej dziewczynki, która ujrzała w witrynie sklepowej wymarzoną lalkę.
- Jesteś pewna? - Łukasz tonował entuzjazm swojej przyszywanej bliźniaczki. - Może to tylko zbieżność nazwisk?
- Owszem, z tymi bandażami bardziej przypominał mumię niż samego siebie, ale przeprowadziłam mały wywiad środowiskowy i teraz nie mam najmniejszych wątpliwości!
- Myślisz, że on też byłby w stanie cię rozpoznać?
- Wątpię, w końcu nie jestem już czupiradłem z makijażem w stylu Mansona i odpryśniętym lakierem na paznokciach - przytoczyła usłyszane kilka lat temu słowa autorstwa zielonookiego, za które wówczas była gotowa urwać mu głowę.
- Milutko - przyznał nie bez ironii chłopak. - Znając ciebie, nie pozostawiłaś takiego komplementu bez odpowiedzi. - Mrugnął porozumiewawczo.
- Nie wiem, czy porównanie jego żuchwy do zderzaka od Poloneza, a postury do kija od szczotki było moim szczytem kpiarskich możliwości, ale najważniejsze, że nieprzyjemnie podrażniło Bartmanowe ego.

Pierwszą czynnością wykonaną przez Berenikę po powrocie od przyjaciela było dorwanie się do laptopa i wystukanie w okienko wyszukiwarki nazwiska atakującego. Wujek Google okazał się być niezwykle pomocny i wyświetlił dziesiątki, a może i setki haseł powiązanych z osobą siatkarza. Okazało się, że Zibiego ostatnio było pełno w mediach, więc jak to możliwe, że pielęgniarka nie natknęła się nawet na wzmiankę o nim? W internecie aż roiło się od wywiadów, zdjęć i artykułów dotyczących reprezentacji Polski w siatkówce lub samego Zbigniewa.
W świecie sportu Bartman od dawna nie był osobą anonimową, zresztą trudno o anonimowość będąc mistrzem Europy, brązowym i złotym medalistą Ligi Światowej oraz srebrnym medalistą Pucharu Świata, a także obieżyświatem, bo Zibi niemal w żadnym z dotychczasowych klubów nie zagrzał miejsca dłużej niż jeden sezon. Widocznie wciąż szukał swojego miejsca na ziemi. Przed kamerami czuł się jak ryba w wodzie, co Berenika wywnioskowała na podstawie kilku obejrzanych materiałów wideo z jego udziałem.
W czeluściach internetu Berenika natknęła się na kilka zdjęć zielonookiego w towarzystwie pewnej blondynki. Jedne źródła podawały, że to dziewczyna atakującego, inne już nazywały ją jego narzeczoną. Niejaka Adrianna Majchrzak była delikatnej urody młodą kobietą o perfekcyjnej wręcz figurze, choć zdaniem Fabiańskiej była ona po prostu chuda jak tyczka
Przyjaciółka Korzeckiego musiała przyznać, że razem prezentowali się całkiem przyzwoicie. Przynajmniej Zibi znalazł swoją drugą połówkę... Berenika zawsze w sprawach sercowych miała pod górkę, a każdy z dotychczasowych związków prędzej czy później okazywał się kompletnym niewypałem. Mimo to brunetka nie przejmowała się brakiem szczęścia w miłości i nie miała ciśnienia na znalezienie tego jedynego, w końcu wyznawała zasadę, że gorsze od samotności jest nieodpowiednie towarzystwo. Czasami tylko zastanawiała się co zrobi, gdy odezwie się w niej drzemiący ponoć w większości kobiet tak zwany instynkt macierzyński. Może wtedy zamieści w internecie ogłoszenie o poszukiwaniu dawcy nasienia, tak jak główna bohaterka Rozmów nocą? Niegdyś Fabiańska nie miała oporów przed wcielaniem w życie nawet najbardziej szalonych pomysłów. Teraz jednak wyłączyła laptopa i wyczerpana po dniu pełnym wrażeń zasnęła niemal od razu, gdy przytuliła głowę do poduszki.

* * *

Przez następne dni Berenika doglądała pogrążonego w śpiączce siatkarza, choć tego nie przewidywał zakres jej obowiązków. Zazwyczaj robiła to w czasie dość monotonnych nocnych dyżurów, kiedy miała pewność, że nie natknie się na żadnego z bliskich zielonookiego. Kilkakrotnie już spotykała się z nimi w czasie dziennych wędrówek. O ile rodzina i koledzy z drużyny zdawali się być wyraźnie przejęci jego stanem, o tyle w zachowaniu blond panny atakującego Fabiańska dostrzegła sztuczność. Jej czułe słowa i gesty zupełnie nie przemawiały do świadomości pielęgniarki. Odniosła wrażenie, że Majchrzakówna chce jak najlepiej odegrać swoją rolę; im bardziej przejętą i kochającą narzeczoną będzie udawać, tym większe wrażenie zrobi na opinii publicznej. Nie ulegało wątpliwości, że niespełniona sportsmenka i wzięty siatkarz byli już po słowie; blondynka niejednokrotnie przechadzała się po oddziale, niemal oślepiając blaskiem pierścionka z ogromnym brylantem. Zapewne miał on działać odstraszająco na potencjalne konkurentki i stanowić manifestację przynależności bruneta do pewnej siebie Adrianny.
Po trzech tygodniach od wypadku Bartman postanowił powrócić do świata żywych, a traf chciał, że stało się to w obecności Fabiańskiej. Brunetka w takiej sytuacji chciała pobiec po lekarza prowadzącego, ale zatrzymała się w pół kroku na dźwięk głosu atakującego.
- Gdzie ja jestem? - wychrypiał. Berenika pochyliła się nad łóżkiem bruneta i wówczas napotkała spojrzenie tych zielonych tęczówek. Jej serce mimowolnie przyspieszyło...

~ * ~
Shit happens. Nie umiem w pisanie. 
Wyrzuciłam kilka fragmentów i obawiam się, że to widać.
Dosłownie rzutem na taśmę zmieniłam imię Zbychowej oblubienicy. Tak będzie lepiej.
Trzeba dać się rozkręcić Berenice. Prędzej czy później pokaże różki. Generalnie mam straszny mętlik w głowie, zarówno jeśli chodzi o bohaterów, jak i fabułę. 
Trudno nie zadawać sobie pytania "co dalej", po tym, co wydarzyło się w środę, ale skoro jedziemy do Francji, to do Rio też pojedziemy. No i wyszło masło maślane. ;)
Do następnego.